Została zwolniona z pracy za wyciek nagrania z prezydent Gdańska. Teraz pozywa Jeronimo Martins

Polska
Została zwolniona z pracy za wyciek nagrania z prezydent Gdańska. Teraz pozywa Jeronimo Martins
Polsat News

W poniedziałek mec. Kacper Płażyński złożył w gdańskim sądzie pozew, w którym domaga się od firmy Jeronimo Martins odszkodowania dla byłej pracownicy spółki zwolnionej po tym, jak zarzucano jej upublicznienie nagrań przedstawiających prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz robiącą zakupy w Biedronce.

8 marca w mediach społecznościowych opublikowano film, powielony potem przez niektóre media, pochodzący z monitoringu jednego z gdańskich sklepów należących do firmy Jeronimo Martins. Na nagraniu widać, jak prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz kupuje alkohol w towarzystwie trzech ochroniarzy. Publikacja wywołała falę komentarzy. Pomorska poseł PO skierowała do szefostwa firmy list, w którym pytała, czy wyciągnięto konsekwencje wobec osoby, która upubliczniła nagranie.

 

W poniedziałek mec. Kacper Płażyński zwołał konferencję prasową, na której poinformował, że zgłosiła się do niego kobieta, która została zwolniona ze sklepu, z którego nagranie upubliczniono. Płażyński wyjaśnił, że pracownica nie miała nic wspólnego z wyciekiem filmu. Poinformował, że w poniedziałek złożył w Sądzie Rejonowym Gdańsk Południe pozew przeciwko spółce Jeronimo Martins Polska, będącej właścicielem sieci sklepów Biedronka, w którym domaga się w imieniu klientki odszkodowania w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia za bezprawne, dyscyplinarne zwolnienie z pracy.

 

- Moja klientka nigdy nie publikowała żadnego filmu w mediach społecznościowych, ani też w żaden inny sposób nie ujawniała tego nagrania, a mimo to właśnie z tego powodu została dyscyplinarnie zwolniona z pracy - powiedział Płażyński, dodając, że takie uzasadnienie znalazło się w piśmie zawierającym informację o rozwiązaniu umowy o pracę.

 

"Poszukiwano kozła ofiarnego, jakim stała się moja klientka"

 

Płażyński dodał, że zwolniona kobieta pracowała w sklepie 12 lat na szeregowym stanowisku, a praca "była dla niej bardzo ważna, stanowiła źródło utrzymania jej rodzina". - Moja klientka stała się ofiarą politycznej wojny - powiedział Płażyński. - Po opublikowaniu tych nagrań politycy Platformy Obywatelskiej związani z panią prezydent Aleksandrą Dulkiewicz wywierali ogromną publiczną presję na to, aby szybko pracowników Biedronki ukarać, a także napiętnować inne osoby, które zdecydowały się ten film w sieci opublikować - powiedział Płażyński.

 

- Te wręcz groźby, które pojawiały się w przestrzeni publicznej, bardzo silne naciski, niewątpliwie miały wpływ na to, że ta sprawa nie została w sposób dostateczny przez firmę Jeronimo Martins zbadana i de facto poszukiwano kozła ofiarnego, jakim stała się moja klientka w tej sprawie zupełnie niewinna - powiedział też Płażyński.

 

- Zwracam się do polityków Platformy Obywatelskiej, w szczególności do pani poseł Agnieszki Pomaskiej, ale też do pani prezydent Aleksandry Dulkiewicz, aby publicznie stanęły w obronie mojej klientki. Nie może być tak, że zwyczajni ludzie padają ofiarami wojny polityków Platformy Obywatelskiej - dodał.

 

Płażyński wyraził nadzieję, że firma Jeronimo Martins skontaktuje się z nim, aby tą sprawę "załatwić polubownie". - Nam - stronie powodowej, nie zależy na tym, żeby tą sprawę ciągnąć do sądu, ale będziemy bronić dobrego imienia i godności mojej klientki. Mojej klientce zależy tylko na tym, żeby nie była publicznie napiętnowana za coś, czego nie zrobiła, dlatego czekam na kontakt z tej firmy licząc na to, że szybko naprawimy ten błąd, który się wydarzył" - powiedział dodając, że jego klientka "nie jest w żaden sposób zaangażowana w żadną polityczną działalność". "To jest skromna Polka, która dba o swoje dobre imię - dodał.

 

"Iść po flachę z ochroną to jak wysłanie BOR po pizzę"

 

Po tym, jak w mediach społecznościowych opublikowano nagranie, skomentował je m.in. szef MSWiA Joachim Brudziński, który w odpowiedzi na jeden z krytycznych wpisów, napisał na Twitterze m.in.: "Wpadnę do monopolowego z SOP, kupię pół litra i coś do popicia (raczej wodę niż Colę) i podrzucę zdjęcie #Newsweek. Oczywiście żartuję, po pierwsze w #WielkiPost nie piję, po drugie iść po flachę z ochroną to jak wysłanie #BOR po pizzę".

 

Do sprawy zakupów Dulkiewicz odniósł się też na Twitterze prezydent Andrzej Duda. "Prezydent Aleksandra Dulkiewicz kupowała alkohol w sklepie? A co, jest zakaz robienia takich zakupów? Nie wolno dorosłej osobie kupować alkoholu? Nie wolno Prezydentowi Miasta robić takich zakupów? Nie widzę tu żadnego problemu. To prywatna sprawa, nie urzędowa. Dajcie spokój!" - napisał.

 

"Na zdrowie"

 

Sama Dulkiewicz odniosła się do informacji ws. swoich zakupów na jednym z portali społecznościowych. "Od dwóch dni wielu pyta: »Ola czy to prawda, że kupiłaś 0,5 litra i aż 2 cole?«. Panowie »redaktorzy« autorzy »hit newsa« postawili mnie w trudnej sytuacji, bo faktycznie źle to wygląda... Dlatego wyjaśniam: kupiłam »krówkę«, a cole były małe..." - napisała na Facebooku. "Mam nadzieję, że po tej informacji zapanuje cisza w tej sprawie i następnym razem, zanim coś wejdzie do mediów społecznościowych, zostanie »dokładnie sprawdzone« i pozyskane w legalny sposób. Dobrego sobotniego wieczoru! Na zdrowie" - napisała na swoim profilu prezydent Gdańska.

 

Z kolei Pomaska we wpisie na portalu społecznościowym zwróciła uwagę, że - poza prezydent Gdańska, na nagraniu widać także kilka innych osób prywatnych. "Czy to jakiś nowy standard w tej sieci?! Będziecie publikować wizerunki klientów bez ich zgody?!" - pytała. "Bez wątpienia tego typu proceder narusza prawo do prywatności klientów sieci sklepów Biedronka" - napisała też Pomaska dodając, że skierowała do prezesa firmy, do której należy sieć sklepów, pismo z prośbą o wyjaśnienie, czy ustalono osobę winną wyciekowi nagrania, a jeśli tak, to jakie wyciągnięto wobec niej konsekwencje.

zdr/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze