Biedroń dostał list z pogróżkami i nabój. Podejrzany o wysyłanie takich przesyłek siedzi w areszcie

Polska
Biedroń dostał list z pogróżkami i nabój. Podejrzany o wysyłanie takich przesyłek siedzi w areszcie
Twitter/Robert Biedroń

"Masz 7 dni na ogłoszenie zakończenia działalności politycznej. W przeciwnym razie ostatni raz widzisz swoją rodzinę. Co wybierasz? Życie czy śmierć?" - list o takiej treści dostał lider Wiosny Robert Biedroń. Do przesyłki dołączony był nabój. Nie wiadomo, czy list wysłał ten sam mężczyzna, który podejrzany jest o grożenie innym politykom. Sprawę Biedroń skomentował w "Wydarzeniach i Opiniach".

Przesyłka została wysłana do warszawskiego biura Wiosny. Na końcu listu widniał podpis "dominus vitae necisque", co znaczy: "pan życia i śmierci".


"Tak dalej być nie może, spirala nienawiści za bardzo się nakręca" – napisał na Twitterze Biedroń publikując zdjęcie listu.


Jan Mróz z komunikacji Wiosny poinformował polsatnews.pl, że sprawa zostanie zgłoszona policji. 

Krwawe zdjęcia samorządowców


Podobne przesyłki zostały wysłane wcześniej do prezydentów 10 miast oraz Lecha Wałęsy. Był to list o treści: "Zagrajmy w grę. Masz 7 dni na ogłoszenie swojej dymisji. W przeciwnym razie ostatni raz widzisz rodzinę. (…) Co wybierasz? Życie czy śmierć?".


W poniedziałek policja zatrzymała 28-letniego krakowianina Przemysława M., który jest podejrzany o wysyłanie pogróżek prezydentom miast i przygotowywanie zamachu na Sejm.


Mężczyzna miał wysyłać samorządowcom list o tej samej treści. W każdej kopercie znajdowała się łuska z karabinu maszynowego i nabój bez prochu oraz zdjęcia kilkunastu innych prezydentów miast otoczone krwawą obwódką. Na jednej z fotografii był zamordowany prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.


Jak podawała policja, listy trafiły do prezydentów: Kielc, Koszalina, Krakowa, Lublina, Łodzi, Rzeszowa, Szczecina i Torunia. Były prezydent Lech Wałęsa o tym, że otrzymał przesyłkę poinformował na Twitterze. Napisał: "Nigdy, nikt mnie nie zastraszył i nie zastraszy".


Listy wysłane z Nowej Huty


Przemysławowi M. postawiono we wtorek w prokuraturze trzy zarzuty: kierowania gróźb karalnych pod adresem funkcjonariuszy publicznych w celu wymuszenia ich rezygnacji, przygotowywania się do usunięcia Sejmu jako konstytucyjnego organu państwa poprzez gromadzenie niebezpiecznych przedmiotów, mogących mieć charakter militariów, oraz oszustwa na szkodę osoby prywatnej na kwotę poniżej 6 tys. zł.


Mężczyzna przyznał się i złożył obszerne wyjaśnienia; w środę Sąd Okręgowy w Krakowie zdecydował o aresztowaniu na trzy miesiące Przemysława M.


Listy zostały wysłane ze stolicy Małopolski z jednej z placówek pocztowych w Nowej Hucie. Mężczyźnie może grozić do 3 lat więzienia.


Niewyraźna pieczątka


Nie wiadomo, czy to ten sam mężczyzna wysłał list do Roberta Biedronia. Pieczątka na kopercie jest niewyraźna, nie wiadomo więc, kiedy i skąd przesyłka została nadana.


W liście do lidera Wiosny nie było zdjęć innych samorządowców. Na kopercie widniał nadawca - podane imię i nazwisko oraz adres są najprawdopodobniej fikcyjne.

 

"Nie czuję się zagrożony"

 

Robert Biedroń był w czwartek gościem w programie "Wydarzenia i Opinie". Dorota Gawryluk zapytała polityka, czy czuje się zagrożony i czy potrzebuje ochrony. - Nie wyobrażam sobie ochrony, bo kocham być wśród ludzi i czerpię od nich energię. Jeśli ktoś czuje, że powinien mieć ochronę, to ona powinna się należeć. Jako prezydent nie miałem takiej ochrony, teraz też jej nie mam i nie zanosi się, żebym miał - podkreślił lider Wiosny.

 

Jak dodał, "nie czuje się zagrożony". - Spotykam się raczej z miłymi reakcjami, to jest wyjątek. Chciałem go pokazać jako symbol pewnej eskalacji emocji - powiedział.

 

prz/grz/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze