Recepty in blanco, podstawieni kupcy i wysyłka za granicę. Tak działa mafia lekowa

Polska

CBA zatrzymało w środę cztery osoby, które miały "czyścić" polskie apteki z trudno dostępnych leków, a następnie wysyłać je za granicę. Zatrzymań dokonano w ramach walki z mafią lekową, zarabiającą miliony na sprzedaży medykamentów poza Polską. Apteki były "czyszczone" m.in. z leków ratujących życie od siedmiu lat.

- Białostockie CBA zatrzymało cztery osoby. Wśród nich jest prezes i dyrektorzy firm farmaceutycznych handlujących lekami. Zatrzymane osoby za granice naszego kraju wytransferowały leki warte blisko 140 milionów złotych - poinformował w środę Polsat News rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego Temistokles Brodowski.

 

 

Niektóre z leków znajdowały się na ministerialnej liście leków zagrożonych brakiem dostępności w Polsce. Mowa tu o lekach onkologicznych ratujących życie, przeciwzakrzepowych, przeciwdepresyjnych, na astmę, cukrzycę, choroby Parkinsona, ADHD, szczepionkach czy hipoalergicznych preparatach dla dzieci. 

 

To leki, których w każdej chwili może zabraknąć, dlatego są objęte zakazem wywozu za granicę. Ich liczba rośnie lawinowo - dwa lata temu na ministerialnej liście było nieco ponad 170 takich medykamentów; dzisiaj dwa razy tyle. 

 

Cztery razy droższa insulina

 

Leki trafiają za naszą zachodnią i południową granicę. - Gdzie ceny tych samych leków są znacznie większe, niż w Polsce - powiedział Michał Trybusz z Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. 

 

Dla przykładu - za insulinę w Polsce trzeba zapłacić 100 złotych. W Niemczech kosztuje ona 400 zł.

 

- Jako apteki nie jesteśmy w stanie tych leków zamówić w hurtowni, bo ich po prostu tam brakuje. Finał jest taki, że pacjent nie może zrealizować recepty w aptece - mówi "Wydarzeniom" farmaceutka Jolanta Lewczuk.

 

Według raportu Najwyższej Izby Kontroli, w lipcu zgłoszono ponad 16 milionów przypadków odmowy realizacji zamówień na leki.

 

Setki niewypełnionych druków zapotrzebowań

 

Proceder kwitnie od siedmiu lat. W maju CBA zatrzymało siedem osób, m.in. właściciele sieci aptek, hurtowni leków oraz lekarz.

 

Jak ustalili śledczy, pracujący w przychodni wystawiał in blanco tysiące recept miesięcznie. Podstawione osoby kupowały dany lek w aptekach, ale medykamenty nie trafiały do przychodni, czy polskich pacjentów, tylko do hurtowni, która wysyłała je za granicę.

 

Dziennikarze Polsat News ustalili wówczas, że leki były skupowane z aptek w całym kraju na podstawie fałszywych zapotrzebowań, które w tysiącach wystawiał współpracujący z grupą lekarz. 

 

Zapotrzebowania miały być przeznaczone na potrzeby przychodni, a w rzeczywistości przekazywane były hurtowni farmaceutycznej, która była podmiotem kontrolującym tę przychodnię i miała w zakresie swej działalności również hurtową sprzedaż wyrobów farmaceutycznych i medycznych.

 

Agenci CBA przeszukali w maju mieszkania zatrzymanych oraz samochody i pomieszczenia zajmowane przez 10 firm. Zabezpieczono m.in. setki pustych, niewypełnionych druków zapotrzebowań - na każdym mogło się znaleźć wiele rodzajów poszukiwanych leków w dużych ilościach.

 

Kara w wysokości 47 mln zł

 

Z rynku wyeliminowano dotąd około stu aptek biorących udział w przestępstwie. Największa kara jaką nałożył Główny Inspektorat Farmaceutyczny to 47 mln zł.

 

Resort sprawiedliwości chce zaostrzenia kary za nielegalny wywóz leków do 10 lat więzienia.  Izba aptekarska szacuje, że rocznie z Polski wyjeżdżają medykamenty o wartości nawet 2,5 mld zł.

zdr/ml/ Wydarzenia, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze