Lekarz twierdzi, że długotrwała reanimacja Adamowicza na scenie była błędem. Sprawę zbadają biegli

Polska
Lekarz twierdzi, że długotrwała reanimacja Adamowicza na scenie była błędem. Sprawę zbadają biegli
Polsat News

- Do prokuratury wpłynęło pismo, stanowisko lekarza, który dokonał krytycznej oceny działań ratowników na scenie w związku z atakiem na prezydenta Pawła Adamowicza - powiedziała polsatnews.pl prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jak dodała, śledczy powołają zespół biegłych sądowych w tej sprawie.

Jak przekazała Wawryniuk, autorem opinii jest doświadczony lekarz, który pełnił także funkcję biegłego sądowego. Rzeczniczka gdańskiej prokuratury podkreśliła jednak, że medyk nie bierze udziału w prowadzanym przez śledczych postępowaniu.

 

Informację o liście lekarza do prokuratury, jako pierwsze podało "Radio Gdańsk". Zdaniem medyka, długotrwała reanimacja prezydenta Gdańska w miejscu zdarzenia, czyli na scenie WOŚP, była błędem medycznym. Lekarz uważa, że pacjenta należało natychmiast przewieźć do najbliższego szpitala. Według niego, wówczas Paweł Adamowicz miałby mieć dużo większe szanse na przeżycie.

 

W dokumencie opisywanym przez "Radio Gdańsk", lekarz podkreśla, że reanimacja na scenie, która w ocenie biegłego trwała aż 40 minut, miała spowodować nieodwracalne skutki, m.in. wstrząs hipowolemiczny, którego następstwem jest śmierć mózgu. Zdaniem lekarza, masowanie serca z raną kłutą spowodowało wypompowanie krwi z ciała pacjenta.

 

"Decyzja jeszcze nie zapadła"

Jak podkreślił medyk, nieprawdą jest, że serce z krwotokiem przestaje pracować i należało w pierwszej kolejności pozszywać rany. Lekarz dodał, że w zawodzie pracuje od 30 lat i jest specjalistą w dziedzinie patomorfologii - informuje radio.

 

Rzeczniczka gdańskiej prokuratury przyznała w rozmowie z polsatnews.pl, że śledczy powołają zespół biegłych sądowych w tej sprawie. Według "Radia Gdańsk", mieliby się w nim znaleźć lekarz medycyny sądowej, specjalista medycyny ratunkowej i ewentualnie biegły kardiolog. 

 

Zespół ma ocenić prawidłowości akcji ratunkowej prowadzonej bezpośrednio po ataku nożownika. Wawryniuk podkreśliła jednak, że formalnej decyzji o jego powołaniu jeszcze nie ma.

 

Pięciogodzinna operacja

 

Do zabójstwa Pawła Adamowicza doszło 13 stycznia. Na nagraniach zarejestrowanych m.in. przez uczestników finału WOŚP widać, jak napastnik wchodzi na scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa.

 

- Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz - krzyczał ze sceny W., zanim został obezwładniony.

 

Adamowicz przeszedł pięciogodzinną operację, zmarł następnego dnia. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele m.in. trzy głębokie rany - jedną zadaną w okolice serca i dwie w brzuch.

 

Grozi mu dożywocie

 

Stefanowi W. postawiono zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

 

Zabójca był wcześniej karany. W czerwcu 2013 r. zatrzymano go za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. Sąd orzekł wobec niego karę 5 lat i 6 miesięcy więzienia. 8 grudnia ub. r. Stefan W. opuścił zakład karny.

 

[ZOBACZ TEŻ] "Nauczył cierpliwości, wiary w siebie i miłości do drugiego człowieka" - były asystent Pawła Adamowicza

 

 

zdr/luq/ polsatnews.pl, radiogdansk.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze