"Przepisy stricte polityczne". Projekt dot. wynagrodzeń w NBP wraca do komisji

Polska
"Przepisy stricte polityczne". Projekt dot. wynagrodzeń w NBP wraca do komisji
Polsat News

Projekt noweli ustawy, regulującej sposób wynagrodzeń w NBP, wrócił w środę wieczorem do Komisji Finansów Publicznych. Podczas drugiego czytania posłowie złożyli pięć poprawek. Wcześniej negatywną opinię o procedowanym w Sejmie projekcie wydał Europejski Bank Centralny. Komisja zajmie się projektem jeszcze w środę w nocy.

W środę wieczorem posłowie w drugim czytaniu debatowali nad projektami rozwiązań regulujących kwestię wynagrodzeń i jawności zarobków w Narodowym Banku Polskim. Posłowie przygotowali w sumie trzy projekty ustaw w tej sprawie (PiS, PO i Kukiz'15). Projekt PiS jest wiodący.

 

Jeszcze przed rozpoczęciem debaty wiceprzewodnicząca sejmowej komisji finansów Paulina Hennig-Kloska (N) złożyła wniosek o cofnięcie do komisji projektów ustaw dot. NBP w związku z negatywną opinią do nich Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Przypomniała, że na konieczność notyfikacji projektów w EBC już we wtorek zwracała uwagę zarówno opozycja jak i prawnicy sejmowi.

 

Posłanka podkreśliła, że EBC wskazuje m.in., że proponowane w projektach rozwiązania "mogą wpływać na zdolność NBP do utrzymywania niezbędnego personelu do wykonywania zadań nałożonych na NBP i w związku z tym powinny być głęboko przeanalizowane".

 

Europejski Bank Centralny w opinii do projektów ustaw (trzech - PiS, PO i Kukiz'15) wskazał w środę, że będą one naruszać niezależność finansową banku, jeśli negatywnie wpłynęłyby na realizację zadań przez bank. Bank ocenił, że wszystkie trzy projekty ustaw, które zostały złożone, mają zastosowanie do organów decyzyjnych oraz pracowników NBP i wywierają bezpośredni wpływ na ich funkcjonowanie.

 

"Nie ma możliwości"

 

Wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek (PiS) odpowiadając przedstawicielce Nowoczesnej poinformowała, że "nie ma możliwości cofnięcia do komisji (projektów - red.), ponieważ jest już przygotowane sprawozdanie" w tej sprawie. Dodała, że opinia EBC jest znana marszałkowi Sejmu i nie jest "wiążąca".

 

Przewodniczący sejmowej komisji finansów i poseł wnioskodawca Andrzej Szlachta (PiS) tłumaczył posłom, że przygotowanie projektu ws. NBP "jest odpowiedzią na oczekiwania społeczne w zakresie transparentności wynagrodzeń osób zajmujących wyższe stanowiska kierownicze w NBP".

 

Tłumaczył, że projekt wprowadza - jako fundamentalną zasadę kształtowania wynagrodzeń w NBP - zasadę jawności. Przekazał, że w projekcie ustawy wprowadza się próg maksymalnego wynagrodzenia na poziomie 0,6-krotności (60 proc.) całkowitego wynagrodzenia prezesa NBP, który będzie obowiązywał przy kształtowaniu przez zarząd banku wynagrodzenia dla poszczególnych kategorii stanowisk.

 

Jednocześnie złożył poprawkę przywracającą zapis pierwotnego tekstu ustawy o NBP, która brzmi, że "wielkość środków na wynagrodzenia ustalana jest corocznie w planie finansowym NBP, z uwzględnieniem poziomu płac w sektorze bankowym".

 

"Teraz zniszczyliście NBP"

 

Marta Golbik (PO-KO), oceniła, że projekt partii rządzącej, mający ujawnić zarobki kadry kierowniczej w NBP, został napisany naprędce, posiada błędy logiczne i przepisy "stricte polityczne". Posłanka zarzuciła partii rządzącej, że niszczy "wszystkie przez lata szanowane i mające dobra reputację instytucje", m.in. Komisję Nadzoru Finansowego.

 

- Teraz zniszczyliście NBP, robiąc jego prezesem od lat bliskiego środowisku PiS pana Glapińskiego, przy okazji jednego z bohaterów afery KNF, a także człowieka zatrudniającego osoby o wątpliwych kompetencjach za kwotę 65 tys. zł miesięcznie - dodała.

 

"Nie możemy oderwać wynagrodzeń w NBP od sektora bankowego"


Poprawkę do projektu złożył Grzegorz Długi z Kukiz'15. Wyjaśnił, że wprowadza ona mechanizm, polegający na tym, że zarząd NBP podejmując decyzję co do wysokości zarobków w banku, wcześniej miałby zapoznać się z wynagrodzeniami w sektorze bankowym. - Nie możemy totalnie oderwać wynagrodzeń w NBP od sektora bankowego - podkreślił.

 

Poseł przyznał, że opublikowana w środę opinia EBC nt. projektów ustaw dot. NBP "jest niekorzystna". - Ta opinia nie jest zbyt przemyślana, ale trzeba brać pod uwagę, że takie będzie stanowisko EBC i mamy otwarty kolejny front w UE. Nie warto. Ta sprawa nie jest tego warta - zaznaczył przypominając jednocześnie, że zmiany ustawowe ws. NBP zgłoszono po doniesieniach medialnych nt. zarobków dwóch współpracownic prezesa NBP.

 

Na kwestię braku notyfikacji wskazywała również Genowefa Tokarska reprezentująca PSL-UED, która odniosła się też do zapisu, dot. ujawniania wynagrodzeń prezesów NBP w latach 1995 - 2018. Zaproponowała, by okres ten skrócić do 11 lat - do okresu kadencji trzech poprzednich prezesów NBP - Marka Belki, Sławomira Skrzypka i Leszka Balcerowicza.

 

"Ustawa nie byłaby potrzebna, gdyby Glapiński nie zachowywał się jak PiS-owski oligarcha"

 

W projekcie noweli znalazł się przepis, który nakazuje upublicznić m.in. zarobki prezesów, wiceprezesów, członków zarządu NBP oraz pracowników banku zajmujących stanowiska dyrektora oddziału okręgowego, dyrektora departamentu i ich zastępców za lata 1995-2018. Informacja o wysokości wynagrodzeń najważniejszych osób w NBP (w tym prezesa, dyrektorów itp.) będzie publikowana do 31 marca każdego roku, za poprzedni rok.

 

Reprezentantka Nowoczesnej Paulina Hennig-Kloska zaznaczyła, że niezależność NBP nie powinna podlegać żadnej wątpliwości, ale ta niezależność nie może być przesłoną dla braku transparentności. - Ta ustawa nie byłaby potrzebna, gdyby prezes NBP nie zachowywał się jak PiS-owski oligarcha, prowadził zrozumiałą politykę kadrowo-płacową, zatrudniał osoby, co do których kompetencji nie ma wątpliwości, za pensje, które nie budzą oburzenia - mówiła posłanka.

 

Jak dodała, "afera NBP, to kolejna afera płacowa PiS". - Od miesięcy obywatele nie mogą dowiedzieć się, ile zarabiają dwie bliskie współpracownice pana prezesa Glapińskiego - powiedziała.

 

- My nie procedujemy tej ustawy z uwagi na zbyt wysoko wynagradzanych ekspertów, którzy zarządzają płynnością finansową banku, którzy podejmują kluczowe z punktu widzenia niezależności i stabilności NBP decyzje - bo ci ludzie muszą być wynagradzani godnie. (...) My mówimy o pani, która dba o wizerunek i komunikację NBP tzw. PR, który ostatnio legł w gruzach. I jeżeli szef komunikacji w największym kryzysie NBP pobiera 65 tys. zł wynagrodzenia, to nic dziwnego, że obywatele mają co do tego wątpliwości, czy to wynagrodzenie wypłacane jest w sposób zasadny - tłumaczyła Hennig-Kloska.

 

65 tys. zł miesięcznie


Przygotowane przez posłów zmiany w sposobie kształtowania płac w NBP są konsekwencją doniesień medialnych dotyczących wynagrodzeń współpracowniczek prezesa NBP Adama Glapińskiego - szefowej departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" donosiła, że zarobki Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył.

 

Kilka tygodni temu zastępca dyrektora departamentu kadr w NBP Ewa Raczko zapewniała podczas konferencji prasowej, że "żaden z dyrektorów w NBP nie otrzymuje powszechnie i nieprawdziwie podawanego w mediach miesięcznego wynagrodzenia w wysokości ok. 65 tys. zł bądź wyższej".

 

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział, że pod ustawą dotyczącą jawności wynagrodzeń w NBP podpisze się "obydwoma rękoma".

prz/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze