Były rzecznik MON Bartłomiej M. zatrzymany przez CBA

Polska

W Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu w poniedziałek przesłuchiwano trzy spośród sześciorga osób zatrzymanych przez CBA. Rano funkcjonariusze zatrzymali sześć osób podejrzanych m.in. o powoływanie się na wpływy i czerpanie z tego korzyści materialnych. Wśród zatrzymanych są m.in. Bartłomiej M., były rzecznik prasowy MON za czasów Antoniego Macierewicza, oraz były poseł PiS Mariusz Antoni K.

"Wśród zatrzymanych jest były szef gabinetu politycznego MON Bartłomiej M., były członek zarządu spółki PGZ S.A. Radosław O., były parlamentarzysta Mariusz Antoni K., a także trzej byli pracownicy MON oraz spółki PGZ. Wszyscy zatrzymani zostaną przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, gdzie usłyszą zarzuty. W związku z zatrzymaniami funkcjonariusze CBA prowadzą przeszukania ponad 30 lokalizacji" - brzmi komunikat CBA.

 

Wśród zatrzymanych jest też była urzędniczka MON Agnieszka M., która blokowała odczytanie przez harcerza Apelu Pamięci podczas uroczystości na Westerplatte 1 września 2017 r. - poinformowały "Wydarzenia". 

 

Urząd Miejski w Gdańsku

 

 

 

"Śledztwo, prowadzone na podstawie materiałów własnych CBA, dotyczy niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. W ocenie śledczych doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej" - dodano w komunikacie CBA.

 

Część osób zatrzymanych w poniedziałek rano przez Centralne Biuro Antykorupcyjne dotarła z Warszawy do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu (woj. podkarpackie). Dotychczas do tarnobrzeskiej prokuratury dowieziono trzy osoby, w tym jedną kobietę.

 

Bez informacji o treści zarzutów

 

W Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu w poniedziałek przesłuchiwano trzy spośród sześciorga osób zatrzymanych przez CBA. Rzecznik prokuratury Andrzej Dubiel powiedział wieczorem, że ich "przesłuchania będą kontynuowane we wtorek".

 

- Przesłuchiwano byłych pracowników Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA - dodał.

 

Rzecznik nie chciał udzielać informacji na temat zarzutów jakie im ogłoszono "z uwagi na to - jak wyjaśnił - że nie wszystkie osoby w tej sprawie zostały przesłuchane". Dubiel zaznaczył, że "w dniu jutrzejszym zostaną przesłuchane kolejne trzy osoby". Rano rzecznik mówił, że zatrzymani mają usłyszeć zarzuty związane z niegospodarnością w Polskiej Grupie Zbrojeniowej

 

Pytany o zastosowanie ewentualnych środków zapobiegawczych wobec zatrzymanych powiedział, że decyzja o tym zostanie podjęta we wtorek.

 

W późniejszym komunikacie Dubiel poinformował, że w piątek trwają czynności procesowe z udziałem trzech podejrzanych. "Pozostałe trzy osoby zostaną doprowadzone jutro" - zaznaczył w komunikacie.

 

O zatrzymaniu byłego rzecznika MON jako pierwsze poinformowało TVP Info.

 

"Nie będzie świętych krów"

 

"Prezes Jarosław Kaczyński wielokrotnie mówił, że nie będzie świętych krów. Wszyscy wobec prawa są równi bez względu na legitymacje i sympatie polityczne" - napisała na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

 

Jak stwierdziła, "tak wygląda różnica w standardach rządzenia, pomiędzy PiS i PO". "Jesteśmy wiarygodni" - dodała rzeczniczka PiS.

Niejasne wydatki na szkolenia i reklamę w PGZ

 

W maju Piotr Kaczorek z biura komunikacji społecznej CBA przekazał PAP, że Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości finansowych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, do których miało dojść w 2016 r.

 

Pierwszy o sprawie informował w maju tygodnik "Sieci". Dziennikarze podali, że CBA prowadzi czynności ws. możliwych przestępstw korupcyjnych w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

 

"Przypadek Polskiej Grupy Zbrojeniowej, którym zajmiemy się szczegółowo, jest tylko jednym z wielu, ale świetnie pokazuje, jak wokół jednej z największych państwowych spółek stworzono układ biznesowo-towarzyski służący wysysaniu publicznych pieniędzy za pomocą pozornych umów, fikcyjnych szkoleń, zawyżanych faktur. Oplatająca holding sieć sięgała poziomu zarządu PGZ oraz gabinetu politycznego MON. To tylko jeden z wielu obszarów funkcjonowania Grupy, który obecnie bada Centralne Biuro Antykorupcyjne" - podkreślono w "Sieci".

 

Dziennikarze tygodnika opisali m.in. sprawę niejasnych wydatków na szkolenia i reklamę w PGZ, w którą miał być zamieszany b. rzecznik MON Bartłomiej M. i jego znajomi.

 

"Autorzy napisali wobec mnie paszkwil"

 

B. rzecznik MON zdementował wówczas doniesienia tygodnika i podkreślił, że CBA oczyściło go od wszelkich zarzutów karnych w tej sprawie. Jego zdaniem autorzy artykułu dopuścili się manipulacji. "Autorzy napisali wobec mnie paszkwil, który oprawili wyłącznie moim wizerunkiem. (...) Stosując odpowiednią formę stylistyczną dopuścili się manipulacji, mającej na celu nieprawdziwe przypisanie wszystkich zarzutów mnie" - wskazał.

 

B. rzecznik MON zwrócił też uwagę, że PGZ była osobną instytucją w stosunku do resortu obrony, w którym pełnił funkcję rzecznika i szefa gabinetu politycznego ministra. Podkreślił, że w kwestii poruszanej przez tygodnik reprezentował resort i nie miał wglądu w dokumentację ani przebieg wydarzeń organizowanych przez PGZ.

 

Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) to lider polskiego przemysłu i jeden z największych koncernów obronnych w Europie. Skupia ponad 60 spółek (branże: obronna, stoczniowa, nowych technologii), osiągając roczne przychody na poziomie 5 mld zł.

 

"W związku z czynnościami realizowanymi przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Zarząd PGZ S.A. ściśle współpracuje ze wszystkimi służbami państwowymi i organami ścigania realizującymi postępowanie. Zarząd PGZ S.A. z pełną determinacją wprowadza zmiany, które mają zapobiegać nadużyciom i nieprawidłowościom. Wdrażany jest kompleksowy system bezpieczeństwa i zapobiegania stratom, obejmujący wszystkie podmioty Grupy Kapitałowej PGZ" - brzmi treść oświadczenia, które PGZ opublikowała na swojej stronie internetowej.

 

"Nie ma kwalifikacji"

 

M. w 2010 roku został członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Pięć lat później, po wygranych wyborach parlamentarnych od listopada 2015 do marca 2017 roku pełnił funkcje rzecznika prasowego MON i szefa gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza. 

 
We wrześniu 2016 r. został również członkiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Kiedy media nagłośniły sprawę, prezes PiS Jarosław Kaczyński powołał trzyosobową partyjną komisję, która w kwietniu 2017 r. negatywnie oceniła M. stwierdzając, że nie ma on kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze administracji publicznej, spółkach Skarbu Państwa i innych sferach życia publicznego. M. został zawieszony w prawach członka partii.
 
Wkrótce po tym sam zrezygnował z członkostwa w PiS. Stracił pracę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, a wcześniej przestał być rzecznikiem MON. 
 
Informując o decyzji komisji PiS ws. M., rzeczniczka partii Beata Mazurek poinformowała, że wpływ na nią miał całokształt doniesień medialnych, które bulwersowały opinię publiczną.
 
Medal i wojskowe honory 
 
Kontrowersje wzbudził m.in. fakt nadania 26-letniemu wówczas politykowi medalu za zasługi dla obronności kraju. Wielu osobom w polskiej armii nie podobało się również, iż kilku żołnierzy podczas spotkań salutowało ówczesnemu rzecznikowi MON. Miało to miejsce m.in. 
podczas święta 34. Pułku Piechoty w Białej Podlaskiej (2017 r.) oraz obchodów Święta Konstytucji 3 Maja w województwie łódzkim (2016 r.).

Odchodząc z PiS M. tłumaczył, że robi to, "by nie obarczać obozu Zjednoczonej Prawicy atakami na niego", był zdania, że wykorzystywano jego nazwisko do "brudnej kampanii, by przykryć sukcesu rządu PiS".
 
Były rzecznik MON o swoich studiach mówił m.in. w programie "Dobry wieczór Polsko". Kiedy został zapytany, czy widzi jakieś błędy, które popełnił podczas swojej kariery politycznej, odparł, że "na pewno trzeba było wcześniej skończyć studia. Dzisiaj, z perspektywy czasu, traktuję to jako błąd".
 
Tanimi liniami do Madrytu
 
Z kolei Mariusz Antoni K. jesienią 2014 roku został wyrzucony z PiS (wraz z posłami Adamem Hofmanem i Adamem Rogackim) po tym, jak służbowo udał się na posiedzenie Komisji Zagadnień Prawnych i Praw Człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Madrycie. Kamiński (także Hofman i Rogacki) pobrali z sejmowej kasy pieniądze (tzw. kilometrówkę) na podróż samochodami, ale do stolicy Hiszpanii ostatecznie udali się tanimi liniami lotniczymi.


Pod koniec 2015 roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie rozliczenia podróży służbowej do Madrytu byłych posłów PiS, uznając, że w sprawie nie doszło do oszustwa na szkodę Kancelarii Sejmu.

 

ZOBACZ TEŻ - Misiewicz: z Antonim Macierewiczem kontaktuję się sporadycznie

 

 

ZOBACZ TEŻ - Misiewicz twierdzi, że pracuje w Telewizji Republika. Dziennikarka stacji: nigdy nikt go nie widział

 

zdr/paw/mta/ polsatnews.pl, tvp.info

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze