Byłemu wicewojewodzie pomorskiemu zasądzono 25 tys. zł grzywny za złe składowanie odpadów

Polska
Byłemu wicewojewodzie pomorskiemu zasądzono 25 tys. zł grzywny za złe składowanie odpadów
pixabay.com

Były szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy i b. wicewojewoda pomorski Krzysztof Pusz zostali oskarżoneni ws. nieodpowiedniego składowania niebezpiecznych odpadów. Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ich na karę 25 tys. zł grzywny. Wyrok nie jest prawomocny.

 

Sprawa ma związek z 22 tys. ton skażonej m.in. pestycydami ziemi, którą w 2011 r. sprowadziła z Ukrainy gdańska firma Port Service. Firma ta ma uprawnienia do utylizacji niebezpiecznych odpadów i podjęła się spalenia skażonej gleby.

 

Jednak - według prokuratury - zanim wykonała to zadanie, w swojej siedzibie w Gdańsku składowała odpady w niewłaściwy, zagrażający środowisku, sposób. Z kolei, po utylizacji ziemi szefostwo firmy przekazało popioły innej spółce, która w nieodpowiedni sposób zmagazynowała odpady w żwirowni w Ełganowie.

 

Aktem oskarżenia objęto trzy osoby: byłego szefa firmy Port Service 67-letniego Krzysztofa Pusza oraz braci Piotra i Patryka G. - właścicieli firmy zajmującej się zagospodarowywaniem odpadów i wykorzystującej w tym celu m.in. żwirownię w podgdańskim Ełganowie.

 

Puszowi zarzucono niewłaściwe przechowywanie skażonej ziemi na terenie firmy Port Service w Gdańsku oraz powierzenie pozostałości niebezpiecznych odpadów firmie, która umieściła je w żwirowni w Ełganowie. Groziło mu do pięciu lat więzienia.

 

Pozostałym dwóm mężczyznom groziła kara do dwóch lat więzienia, bowiem - zdaniem prokuratury - działali oni nieumyślnie. Według dokumentów wystawionych przez Port Service odpady powierzone firmie braci Piotra i Patryka G. miały być ziemią po biodegradacji. Właściciele spółki mogli więc nie mieć świadomości, że mają do czynienia z niebezpiecznymi odpadami. Jednak - zdaniem śledczych - przed umieszczeniem nieczystości w żwirowisku, powinni upewnić się, czy rzeczywiście odpady te nie zagrażają środowisku.

 

W uzasadnieniu poniedziałkowego wyroku sąd wyjaśnił, że swoje orzeczenie oparł głównie na opinii biegłego z zakresu ochrony środowiska, który stwierdził, że "przechowywanie odpadów niebezpiecznych na podłożu, które było popękane i w nieszczelnych opakowaniach (na terenie Port Service) mogło stanowić zagrożenie dla środowiska naturalnego".

 

- Na oskarżonym ciążył obowiązek zapewnienia szczelnego podłoża pod przechowywanie tych odpadów. I nie można było dopuścić, żeby te opakowania były nieszczelne, bo to groziło wyciekiem - mówiła sędzia Dorota Zabłudowska.

 

Dodała, że Krzysztof Pusz jako "zarządzający przedsiębiorstwem okazał się pewną niefrasobliwością i po prostu do takiej sytuacji dopuścił. Ale nie jest to czyn na tyle naganny, aby oskarżonemu wymierzać karę pozbawienia wolności" - oceniła.

 

- I sąd w zasadzie za to oskarżonego skazał: za to, że beton, na którym były przechowywane odpady był popękany i za to, że w sytuacji, w której opakowania były nieszczelne, oskarżony nie zapewnił przepakowania tych odpadów do opakowań szczelnych. Natomiast biorąc pod uwagę, że żadna realna szkoda nie została wyrządzona - również niewątpliwie dzięki reakcji mediów - i zagrożenie było tylko hipotetyczne, sąd uznał, że adekwatną karą dla oskarżonego będzie grzywna - podkreślił sąd.

 

"Do żadnego skażenia nie doszło"

 

Jednocześnie Sąd Rejonowy uniewinnił Piotra i Patryka G. oraz uniewinnił Pusza z zarzutu dotyczącego przekazania resztki odpadów firmie braci.

 

Pusz przyznał, że jest zadowolony z wyroku i nie zamierza się od niego odwoływać.

 

- Co prawda zostałem skazany karą grzywny za popękaną wylewkę betonową na placu, ale częściowo się z tym zgadzam. Podczas procesu starałem się wykazać, że ja to na bieżąco starałem się naprawiać, ale niestety tam ciągle jeździł ciężki sprzęt i ona cały czas pękała. Do żadnego skażenia jednak nie doszło - powiedział dziennikarzom b. wicewojewoda pomorski.

 

Prokuratura podczas ostatniej rozprawy żądała dla Pusza 4 lat więzienia, 1,5 mln zł grzywny i naprawienia szkody w wysokości ok. 5 mln zł.

Śledztwo w sprawie Port Service Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła z urzędu w maju 2012 r. po doniesieniach mediów. Informowały one, że odpady zawierające m.in. niebezpieczny dla zdrowia i zakazany na terenie Unii Europejskiej związek - heksachlorobenzen (HCB) - składowano na terenie Port Service położonym na brzegu Zatoki Gdańskiej, w workach, z których część była nieszczelna i wyciekała z nich brunatna ciecz. Ekspertyzy zlecone przez śledczych potwierdziły zarzuty podnoszone przez media.

 

Pusz odwołany

 

W momencie rozpoczęcia śledztwa Pusz przekonywał, że odpady nie stanowią zagrożenia dla środowiska i zdrowia ludzi. Kilka miesięcy później właściciele Port Service odwołali go z funkcji prezesa.

 

Krzysztof Pusz był aktywnym działaczem "Solidarności" w latach 80 ub. wieku. W latach 1986-1989 pełnił funkcję sekretarza w biurze przewodniczącego związku Lecha Wałęsy. Od grudnia 1990 do października 1991 był szefem gabinetu prezydenta Wałęsy. W latach 1999-2001 z ramienia Unii Wolności - najpierw wicewojewoda gdański, a następnie pomorski. Lider pomorskiej UW (2001-2005), a następnie szef regionalnych struktur Partii Demokratycznej. W 2006 r. był kandydatem koalicji Lewica i Demokraci w wyborach na prezydenta Gdańska.

ked/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze