Zarzuty po tragedii na obozie harcerskim w Suszku. "Niedopełnienie obowiązków służbowych"

Polska
Zarzuty po tragedii na obozie harcerskim w Suszku. "Niedopełnienie obowiązków służbowych"
Polsat News

Niedopełnienie obowiązków Prokuratura Okręgowa w Słupsku zarzuciła 67-letniemu Andrzejowi N., który był dyrektorem wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w chojnickim starostwie, gdy dwie harcerki zginęły na obozie w Suszku, podczas nawałnicy. Mężczyzna przyznał się do zarzutów. Grozi mu do 3 lat więzienia. Prokuratura nie wyklucza, że przedstawi zarzuty kolejnym osobom.

Dramat w Suszku rozegrał się w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r., gdy nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze i z silnymi porywami wiatru. Zniszczyły one obóz harcerski. Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat. Do szpitali z różnymi obrażeniami trafiło 38 uczestników obozu.

 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku Paweł Wnuk poinformował, że zarzut niedopełnienia obowiązków usłyszał 67-letni Andrzej N., który w okresie, gdy doszło do tragicznych wydarzeń w Suszku, był dyrektorem wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w chojnickim starostwie.

 

Nie przekazał alertu o nawałnicy

 

Niedopełnienie obowiązków miało polegać na nieprzekazaniu "w okresie bezpośrednio poprzedzającym zaistniałe załamanie pogodowe na terenie powiatu chojnickiego alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy na niższy szczebel zarządzania kryzysowego". O alercie podejrzany wiedział, bo, jak poinformował prokurator, "został mu wcześniej przekazany z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Gdańsku".

 

Emerytowany Andrzej N. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa. Złożył wyjaśnienia zgodne z dotychczas ustalonym w śledztwie stanem faktycznym. Grozi mu do 3 lat więzienia.

 

Śledztwo trwa. Gromadzony jest materiał dowodowy i, jak poinformował prokurator, nie można wykluczyć decyzji o przedstawieniu zarzutów kolejnym osobom.

 

Postępowanie prokuratorskie miało zakończyć się 13 grudnia 2018 r., ale zostało przedłużone po przesłuchaniu pracownika IMGW w Warszawie, właśnie po to, by pogłębić wątek związany z komunikatami meteorologicznymi.

 

- Prokurator chce ustalić, czy komunikat meteorologiczny został w dniu zdarzenia ustalony w sposób właściwy, czy zachodziły przesłanki do tego, by zmienić stopień zagrożenia pogodowego, a jeżeli tak, to, kto powinien to zrobić, w jakim okresie czasu - powiedział w grudniu Wnuk.

 

Syrena alarmowa nie była słyszalna 

 

Rzecznik słupskiej prokuratury okręgowej dodał, że prokurator zamierza ustalić, czy w związku z komunikatami meteorologicznymi były zaniedbania i czy właściwie z wyższego szczebla na niższy przekazywano informacje o zagrożeniu.

 

Wnuk zaznaczył, że śledztwo jest wielowątkowe. W kręgu zainteresowań prokuratury jest też to, czy ktoś może ponieść odpowiedzialność karną w związku z organizacją obozu i w związku z ustaleniem dróg ewakuacyjnych.

 

Pierwsza wizja lokalna na terenie obozu harcerskiego przeprowadzona została w połowie września 2017 r. w dzień. Drugą, ze względu na powstałe wątpliwości, zdecydowano się wykonać wieczorem, w warunkach zbliżonych do tych, jakie panowały w noc tragedii. Eksperyment odbył się w listopadzie 2017 r.

 

Celem było odtworzenie i udokumentowanie jednej z dwóch dróg ucieczki uczestników obozu w Suszku, sprawdzenie jej widoczności w porze nocnej. Odtworzono też sygnał będącej na wyposażeniu obozu syreny alarmowej. Wstępne ustalenia wykazały, że droga nocą nie była widoczna, a syrena alarmowa podczas wichury nie była słyszalna we wszystkich częściach obozu.

 

Wielowątkowe śledztwo

 

O przeprowadzeniu trzeciego eksperymentu prokuratura poinformowała w maju 2018 r. Jego celem było sprawdzenie, jak przebiegała ewakuacja z obozu z perspektywy harcerzy, którzy przed nawałnicą schronili się w pobliskim jeziorze.

 

Śledczy ustalali także, czy zachowanie nastolatków było spontaniczne, czy wynikało z wydanego polecenia. Sprawdzali, czy wejście do wody w nocy było bezpieczne.

 

Śledztwo, w którym wyjaśniane są okoliczności tragedii, do jakiej doszło na obozie harcerskim w Suszku, prowadzone jest w trzech kierunkach. W pierwszym badana jest kwestia nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch harcerek przygniecionych przez drzewa powalone porywistym wiatrem. W drugim – sprawa 38 innych poszkodowanych uczestników obozu. Trzeci dotyczy kwestii bezpośredniego narażenia uczestników obozu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.

 

Na obozie w Suszku przebywało 130 harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR. Opiekowało się nimi ośmiu wychowawców.

paw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!