Sąd: trzy miesiące aresztu dla Miłosza S., organizatora escape roomu w Koszalinie

Polska

- Sąd Rejonowy w Koszalinie postanowił uwzględnić wniosek prokuratury i zastosował wobec podejrzanego areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy, wliczając w to termin jego zatrzymania - powiedział w poniedziałek rzecznik prokuratury. Miłosz S. w niedzielę usłyszał prokuratorski zarzut w związku z pożarem w escape roomie.

Prokurator Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie dodał, że wniosek opierał się na kilku przesłankach, które zdaniem prokuratury nakazywały zastosować areszt tymczasowy i większość z tych przesłanek sąd przyjął.

 

Gąsiorowski dodał, że sąd w szczególności zwrócił uwagę na potrzebę prawidłowego zabezpieczenia toczącego się postępowania oraz zagrożenie surową karą.

 

- Liczyliśmy się z tym, że taki środek zapobiegawczy zostanie zastosowany. To nie jest teraz kwestia oceny materiału dowodowego, a kwestia traumy, która jest po każdej stronie - powiedział mecenas Wiesław Breliński, jeden z obrońców Miłosza S.

 

Breliński poinformował, że obrona chyba nie będzie wnosić zażalenie na postanowienie sądu dotyczące zastosowania tymczasowego aresztu wobec Miłosza S.

 

"Chcemy zamknąć kwestię dot. postępowania dowodowego jak najszybciej"

 

- Sam charakter zdarzenia powoduje sytuacje taką, by to postępowanie toczyło się w sposób wartki. Jeśli złożymy zażalenie to akta pójdą do sądu okręgowego i utkną tam na okres miesiąca. Postępowanie nie będzie się toczyło, a my chcemy zamknąć kwestię dotyczącą postępowania dowodowego w możliwie jak najszybszym terminie - poinformował.

 

Dodał, że Miłosz S. nie chciał, by doszło do takiej tragedii. - Stało się tak, że wszyscy płaczemy. Nasz klient nie daje sobie rady z tym wszystkim, co się wydarzyło - powiedział.

 

"On jest załamany. Nawet do protokołu wskazywał, że gdyby mógł, oddałby swoje życie, żeby tylko ta tragedia się nie stała" - dodał mecenas Wojciech Janus, drugi z obrońców Miłosza S.

 

Posiedzenie sądu było niejawne. Jest nieprawomocne.

 

Zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru

 

Wniosek o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec podejrzanego Miłosza S. złożyła do Sądu Rejonowego w Koszalinie Prokuratura Okręgowa w Koszalinie.

 

Prokuratura w niedzielę postawiła 28-latkowi zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze. Czyn ten jest zagrożony karą do 8 lat więzienia.

 

Do tragicznego pożaru w escape roomie w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88 doszło 4 stycznia po godz. 17. Zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic jednej klasy z Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Dziewczynki zatruły się tlenkiem węgla, który, według wstępnych ustaleń prokuratury, ulatniał się z butli gazowej, z której gaz dostarczany był do urządzeń grzewczych budynku. Jak podał "Super Express" dziewczęta z pokoju zagadek zadzwoniły do straży pożarnej i do rodziców.

 

Pogrzeb ofiar pożaru odbędzie się w czwartek, spoczną obok siebie na koszalińskim cmentarzu.

 

"Nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru"

 

- Nasz klient jest zrozpaczony tym, co się stało. Do zarzutu nie przyznaje się. Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł - poinformowali po wyjściu z budynku prokuratury obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus.

 

Miłosz S. jest wnukiem osoby, która zarejestrowała działalność gospodarczą i prowadziła escape room w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88, w którym w piątek wybuchł pożar i w wyniku zatrucia tlenkiem węgla zginęło pięć 15-latek.

 

Rzecznik prokuratury Ryszard Gąsiorowski poinformował, że są podstawy, by twierdzić, "że podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. I nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki" - dodał Gąsiorowski.

 

"Butla wydawała dziwne odgłosy; wyraźna woń gazu". Poznaj treść zeznań 25-latka poparzonego w escape roomie.

 

bas/msl/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze