"Nie będzie podwyżki cen prądu dla nikogo i nikt nie straci". Sejm przyjął ustawę

Polska

Sejm uchwalił w piątek ustawę m.in. obniżającą akcyzę na energię elektryczną i zmieniającą stawki opłaty przejściowej, co ma zapobiec podwyżkom cen prądu w 2019 r. W głosowaniu wzięło udział 409 posłów. Za uchwaleniem przygotowanej przez rząd nowelizacji ustawy o akcyzie oraz innych ustaw głosowało 389 posłów, 3 było przeciw, a 17 wstrzymało się od głosu. Jeszcze w piątek ustawa trafiła do Senatu.

W piątek po godz. 21. rozpoczęło się posiedzenie Senatu, który zajmuje się rządową nowelą ustawy ws. cen energii elektrycznej. Nowela uchwalona wcześniej tego dnia przez Sejm obniża akcyzę na energię elektryczną i zmienia stawki opłaty przejściowej, co ma zapobiec podwyżkom cen prądu w 2019 r.

 

Jest to jedyny punkt obrad. Senackie komisje: Środowiska, Budżetu i Finansów Publicznych oraz Gospodarki Narodowej i Innowacyjności rekomendują przyjęcie noweli bez poprawek.

 

- Za pomocą uchwalonej w piątek przez Sejm ustawy doprowadziliśmy do tego, że nie będzie podwyżki cen energii dla nikogo i nikt na tym nie straci - ocenił minister energii Krzysztof Tchórzewski po głosowaniu w Sejmie.

 

Przypomniał, że dzięki zgodzie KE rząd będzie mógł sprzedać w 2019 r. niewykorzystane uprawnienia do emisji CO2, co ma przynieść 5 mld zł. - To dużo pieniędzy, ale uważałem, że jeszcze za mało. Stąd dyskusja w ramach rządu i zgodna na obniżkę akcyzy i opłaty przejściowej - mówił minister dziennikarzom.

Jak zaznaczył, dzięki temu uzyskano w sumie 9 mld zł, nie obciążając nadzwyczajnie spółek energetycznych. Zgodnie z ustawą, sprzedawcy, którzy w 2019 r. kupią energię na rynku drożej, niż ustalona cena sprzedaży będą otrzymywać bezpośredni zwrot utraconego przychodu z tworzonego przez ustawę Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny.

Minister zaznaczył, że koszty każdej transakcji będą musiały być sprawdzone przed rozliczeniem.

 


Przypomniał też, że miliard zł z tych 9 mld przeznaczone zostanie na zielone inwestycje. Tchórzewski podkreślił, że wspólnie z ministrem środowiska Henrykiem Kowalczykiem zdecydowali, że z tego funduszu wspierani będą prosumenci

 

Około godziny 17.30 w piątek Sejmie rozpoczęło się drugie czytanie rządowego projektu, który ma zapobiec podwyżkom cen energii w 2019 r.

 

Maciej Małecki (PiS) przedstawiając sprawozdanie z prac nad projektem połączonych komisji energii i skarbu państwa oraz finansów publicznych powiedział, że podczas posiedzenia zgłoszone zostały dwie poprawki. Komisje je przyjęły, przyjęły projekt ustawy bez głosów sprzeciwu i zarekomendowały uchwalenie zmian przez Sejm.

 

Występując w imieniu klubu PiS Małecki powiedział, że "celem ustawy jest ochrona polskich rodzin, polskich firm, przemysłu i samorządów przed negatywnymi skutkami skokowego wzrostu cen energii elektrycznej, jaki obserwujemy w całej Polsce".

 

Poseł zaznaczył, że przyczyn wzrostu cen prądu w kraju oraz Europie jest kilka.

 

- Ale źródłem problemu horrendalnego wzrostu cen energii były złe decyzje z roku 2008. Tych decyzji nie zawetowali nasi poprzednicy i dziś musimy to naprawiać. Rząd wypracował mechanizm, który szerokim parasolem ochroni przed podwyżkami cen zarówno odbiorców domowych, jak firmy i samorządy - tłumaczył.

 

Dodał, że zaproponowany mechanizm da też potrzebną energię polskiej gospodarce, która dobrze się rozwija, ale "oczekujemy w przyszłym roku jeszcze lepszych wyników".

 

- Jest to mechanizm z wizją na przyszłe lata, nie tylko na rok 2019. Dlatego też warto ten mechanizm docenić. Nie jest to łatanie dziur, ale budowanie stabilnej przyszłości dla niskich cen energii w Polsce - podkreślił. Zapewnił, że przyjmując ustawę Polacy zostaną uchronieni przed wzrostem cen energii elektrycznej.

 

- Wzrost cen dla miasta stołecznego Warszawa od nowego roku to 67 proc. Ale nie wszyscy przejmują się podwyżkami prądu. 65 tys. zł - czy Wysoka Izba wie, co oznacza ta liczba? - pytał z mównicy sejmowej poseł PO Michał Szczerba.

 

PO-KO: chce pomóc obywatelom, by nie płacili za nieudolność władzy

 

- Zniszczenie rynku energii doprowadziło wprost do tego, że znaleźliśmy się w przededniu Nowego Roku w sytuacji bez wyjścia (...). Deklaracje, że "nie będzie wzrostu cen" - to były puste deklaracje, jak widać dzisiaj. Do czego doprowadzono w konsekwencji braku polityki energetycznej: że na naszym rynku stworzony (został- red.) w 2015 r. monopol - wytwórcy energii i spółek paliwowych - dyktują ceny. Proszę przyjąć do wiadomości (...), że nie ma konkurencji na rynku - mówił poseł PO-KO, b. minister skarbu Andrzej Czerwiński  podczas sejmowej debaty nad sprawozdaniem sejmowych komisji finansów publicznych oraz energii i skarbu nad rządowym projektem, Czerwiński wzywał do tego, żeby patrzeć na ręce premierowi Mateuszowi Morawieckiemu.

 

Jak zaznaczył, Platforma Obywatelska i Koalicja Obywatelska chce w tej sytuacji pomóc - i pomoże - obywatelom, bo "nie może za nieudolność władzy płacić Bogu ducha winny obywatel".

 

- Ale deklaruję z tej pozycji, że od 2 stycznia będziemy składać propozycje zmian ustawowych, będziemy patrzeć na ręce, bo niech mi ktoś z posłów powie, w którym miejscu ta ustawa obniża koszty wytwarzania energii elektrycznej? Nie ma nic o ograniczeniu kosztów - spółki państwowe będą to miały, co będą chciały, a płacił będzie - bez względu na wszystko - odbiorca końcowy, czyli obywatel - dodał Czerwiński.

 

B. minister skarbu poinformował zarazem, że PO-KO zgłasza dwie poprawki, które - według niego - dają szansę odtworzenia rynku energii. Zakładają one m.in. zwiększenie obniżki akcyzy do 4,50 zł oraz "druga, ważniejsza (...), żeby kontrakty, które zawarły spółki z odbiorcami końcowymi, były nieważne, a handel energią odbywał się w 100 proc. na giełdach energii - powiedział.

 

Rządowy projekt "to wyższa kreatywna księgowość"

 

Józef Brynkus (Kukiz'15) określił rządowe rozwiązania "wyższą kreatywną księgowością". "To jest przelewanie z pustego z próżne" - dodał poseł.

 

Ironizował, że przedstawione przez rząd uzasadnienie do projektowanych zmian przypomina mu słowa b. I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. "Przypomina mi się słynne zdanie Gomułki, który mówiąc o sytuacji gospodarczej w Polsce Ludowej, mówił tak: +przed 1939 rokiem staliśmy nad przepaścią, a teraz zrobiliśmy krok naprzód+. I tak właśnie wygląda krok naprzód, to właśnie robicie" - zwrócił się do posłów PiS.

 

Zarzucił też politykom Prawa i Sprawiedliwości, że w ciągu trzech lat swych rządów nie zrobili nic, by wprowadzić "prawdziwy miks energetyczny". W tym kontekście wspomniał m.in. o elektrowni wodnej na zaporze Świnna Poręba, która - jak mówił - była już dwukrotnie "szumnie otwierana", ale wciąż nie produkuje prądu.

 

Zwrócił przy tym uwagę na koszt węgla - podstawowego surowca, który służy do wytwarzania energii w Polsce. Przypomniał, że węgiel obłożony jest kilkudziesięcioma różnymi opłatami, począwszy od akcyzy, skończywszy na opłacie środowiskowej. - To jest główne pole do obniżki cen energii elektrycznej, to rząd powinien zaproponować - wskazał Brynkus.

 

Ocenił, że opracowane przez rząd zmiany to "proteza, rozwiązanie tymczasowe". Ostrzegał, że w Polsce i tak dojdzie do wzrostu cen energii. Poseł Kukiz'15 zaapelował też do PiS, by zrezygnowało z "Bizancjum", które panuje obecnie w spółkach skarbu państwa.

 

65 tys. zł miesięcznie dla dyrektor w NBP

 

-  Tyle wynosi miesięczna pensja "Pixie" i "Dixie", asystentek pana "Glapy" (Adama Glapińskiego - prezesa NBP – red.) w NBP. Ale również 65 tys. zł to pięcioletnia emerytura dla 220 tys. Polek i Polaków. Wstyd panie premierze, dopuszcza pan do takiego… - poseł nie dokończył, bo upłynęło 30-sekund, które posłowie mieli na zadanie pytania, więc marszałek Sejmu wyłączył mu mikrofon. 

 

Szczerba nawiązał do publikacji mediów sprzed kilku dni, według których obecna dyrektor departamentu komunikacji i promocji w Narodowym Banku Polskim ma zarabiać ok. 65 tys. zł miesięcznie. To więcej niż poprzedni prezes NBP Marek Belka, który miał otrzymywać 57 tys. zł miesięcznie.

 

 

Morawiecki: Tusk powinien zawetować pakiet klimatyczny

 

Przyczyną dzisiejszej sytuacji z cenami energii jest niezawetowanie przez premiera Donalda Tuska negocjacji pakietu klimatycznego UE w 2008 r. - oświadczył premier Mateusz Morawiecki w czasie dyskusji nad projektem ustawy ws. cen energii.

 

Jak mówił, "negocjacje były zaplanowane w taki sposób, aby na koniec można było je zawetować. A premier Donald Tusk powiedział, że nie będzie wetował" - stwierdził Morawiecki. - Jak ktoś na początku negocjacji mówi, że odkłada do szuflady swoją broń bardzo skuteczną, to jaką ma pozycję negocjacyjną? - pytał Morawiecki.

 

- Brak weta wtedy, a Pan Prezydent Lech Kaczyński mówił, że można je było zastosować, doprowadziło nas dzisiaj do tarapatów. Wtedy można było tego użyć - mówił Morawiecki. Jak oświadczył, gdyby wtedy rządził PiS, weto zostałoby użyte.

 

- Już dzisiaj mamy w UE jedne z najniższych cen dla gospodarstw domowych. Utrzymujemy je na tym poziomie; nie doprowadzimy do wzrostu cen energii (...) Te rozwiązania będą też dobre dla samorządów - zapewnił w Sejmie premier.

 

Jak dodał, "wypracowywane są też metody w przypadkach, gdy dystrybucyjne firmy prywatne już wypracowały jakieś nowe kontrakty z samorządami". - Tworzymy mechanizm powrotu do cen sprzed 1 lipca 2018 r. - oświadczył Morawiecki.

 

- Pokazujemy determinację do walki o niskie ceny energii w okolicznościach niesprzyjających; za rządów PO-PSL, tylko przez cztery lata, 2008-2012, ceny energii dla gospodarstw domowych wzrosły o 50 proc. - mówił Mateusz Morawiecki.

 

Szef rządu podkreślił, że przygotowane przez Radę Ministrów rozwiązanie będzie dobre dla polskich rodzin, dla Polaków. - My pokazujemy jednocześnie determinację do walki o niskie ceny energii w okolicznościach niesprzyjających - oświadczył Morawiecki.

 

Dodał, że w czasach rządów PO-PSL ceny energii dla gospodarstw domowych wzrosły w ciągu czterech lat o 50 proc. - Jak macie teraz czelność stać wobec Polaków i nie tłumaczyć się z tego, co wy zrobiliście wtedy? Jak mogliście doprowadzić do takiego stanu, do takich podwyżek między rokiem 2008 a 2012? - pytał premier, zwracając się do posłów opozycji.

 

Prezent na Nowy Rok od PiS

 

Poseł PiS Maciej Małecki zapewniał natomiast, że podwyżek nie będzie  w 2019 roku. 


Dotrzymujemy słowa, że w 2019 r. ceny prądu nie wzrosną - mówił Małecki oceniając rządowy projekt obniżający akcyzę za energię elektryczną. Zadeklarował, że PiS poprze te rozwiązania.

 

Małecki mówił, że rząd zaproponował całościowy i "mocny" mechanizm zatrzymania wzrostu cen energii, wypracował i przedstawił konkretne rozwiązania, które dają gwarancję natychmiastowego działania.

 

- Nasze ceny prądu muszą być konkurencyjne. Polacy nie mogą ponosić zbyt wysokich rachunków za energię elektryczną, polskie firmy muszą mieć możliwość konkurowania na rynku Unii Europejskiej, a ceny prądu są tu kluczowe - mówił.

 

Dodał, że jednocześnie musimy dbać o nasze bezpieczeństwo energetyczne, czyli o rozwój naszego sektora energetycznego. - Prawo i Sprawiedliwość twardo stoi na stanowisku, że koszt energii musi stanowić przewagę konkurencyjną naszej gospodarki - zaznaczył.

 

- Dotrzymujemy słowa, jakie daliśmy Polakom, że w roku 2019 ceny prądu nie wzrosną - podkreślił. Zaprosił wszystkich w Sejmie do przyłączenia się do "tych korzystnych i potrzebnych działań". Ocenił, że projekt jest m.in. szansą, aby Polakom dać na Nowy Rok prezent, którego oczekują.

 

PO: zachowujecie się jak wyciągnięci z średniowiecznego skansenu

 

Zdaniem Sławomira Neumanna z Platformy Obywatelskiej stwierdził, że PiS proponuję ustawę "która działa w 2019 r., potem może być drogo, ale was to już nie interesuje. Wysokie ceny prądu to wyłącznie wasza wina". - Ludzie, wy się zachowujecie, jak wyciągnięci z średniowiecznego skansenu - dodawał polityk opozycji, przypominając, że minister Tchórzewski zawierzył energetykę Matce Boskiej.

 

Z kolei poseł Andrzej Czerwiński ocenił, że w sprawie cen prądu panuje chaos. - Za ten chaos będą płacić i płacą odbiorcy końcowi, w tym gospodarstwa domowe" - mówił. "Przez trzy lata braku koordynacji działań, braku wizji energetyki w długiej perspektywie doprowadzono do tego, że ceny energii w Polsce wywindowały się bardzo wysoko do góry - dodał.

 

- Ceny energii już wzrosły - mówił Czerwiński powołując się na doniesienia z samorządów, które już podpisały umowy na energię na cały rok.

 

Czerwiński zapowiedział, że podczas debaty nad rządowym, projektem PO zaproponuje "systemowe poprawki".

 

- Zobaczymy, czy rządowi zależy na tym, żeby porządkować sprawy energetyczne, czy tylko mrugać okiem do wyborców, że podejmuje się decyzje, za które obywatele płacić nie będą. Będą płacić, już płacą. Chaos, który jest wprowadzony każdy może zobaczyć na cenie rachunku, bo tym akurat interesują się wszyscy - mówił. - Będziemy stanowczo żądać od następnego roku, od 2 stycznia, rozwiązań systemowych, które wprowadzą konkurencyjny rynek energii, które ochronią obywatela przed skutkami tego monopolu, który jest wprowadzony, które uczyni naszą gospodarkę konkurencyjną w Europie - dodał.

 

Poseł PO dodał, że premier Mateusz Morawiecki "obiecywał, że nie będzie podwyżek cen energii". - I do czego to doszło, że przed dwa dni przed końcem roku jak straż pożarna zwołany został do pożaru Sejm, który nagle ma przyjąć projekt ustawy, który obniży cenę energii, tylko dlatego, żeby się sprzedać wyborcom, że przez parę miesięcy nie będą płacili więcej energię - powiedział Czerwiński.

 

Nowoczesna: ręczne sterowanie cenami rodem z PRL-u

 

Po rządowej autopoprawce projekt ws. obniżenia akcyzy za prąd budzi szereg wątpliwości - oświadczyła w piątek w Sejmie przewodnicząca Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. W związku z tym - jak powiedziała posłanka Paulina Hennig-Kloska - klub tego ugrupowania jest zmuszony do wstrzymania się od głosu.

 

- O ile pierwszy projekt, który wpłynął, można było uznać za działanie celowe - obniżenie akcyzy, które spowodowałoby, że koszt energii w przyszłym roku dla gospodarstw domowych byłby niższy - o tyle po poprawkach, które zostały złożone, budzi szereg naszych wątpliwości, ponieważ te poprawki idą tak naprawdę w bardzo złym kierunku - oceniła na konferencji prasowej przed rozpoczęciem piątkowego posiedzenia Sejmu Lubnauer.

 

Jak doprecyzowała Hennig-Kloska, która zasiada z ramienia Nowoczesnej w sejmowej komisji finansów publicznych, rządowa autopoprawka jest - w opinii klubu Nowoczesnej - "sprzeczna z unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji".

 

- Prawo unijne zobowiązuje nas do tego, abyśmy 50 proc. dochodów ze sprzedaży uprawnień do emisji przeznaczyć na inwestycje nakierowane na ochronę klimatu, a (...) PiS chce w tej autopoprawce, aby 80 proc. tych pieniędzy po prostu przejeść, dosypując do spółek, które dystrybuują głównie pochodzący z węgla. Można powiedzieć śmiało, że jest to niewywiązywanie się przez rząd, a wręcz łamanie zobowiązań klimatycznych i na to niestety zgodzić się nie możemy - wyjaśniła posłanka.

 

Jak dodała, Nowoczesna nie może się też zgodzić na "ręczne sterowanie cenami, w tym przypadku prądu, rodem z PRL-u". "Mimo że zazwyczaj popieramy obniżki podatków, to te pozostałe elementy sprawią, że będziemy musieli się tak naprawdę w tym przypadku wstrzymać i nie popierać tego rozwiązania, mimo że pierwotnie wydawało się, że idzie to w takim kierunku, by pomóc Polakom przetrwać te najtrudniejsze lata" - powiedziała Hennig-Kloska.

 

Przedstawicielki Nowoczesnej skrytykowały również tryb, w jakim odbywa się dedykowane projektowi ws. obniżenia akcyzy za prąd posiedzenie Sejmu, który - zdaniem Lubnauer - pokazuje, że rząd Mateusza Morawieckiego "tak naprawdę nie potrafi rządzić, nie potrafi przewidywać na dłużej niż kilka dni do przodu, nie potrafi zarządzać problemami czy kryzysami".

 

PiS zapowiedział stabilizację cen

 

Premier Mateusz Morawiecki i minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedzieli w poprzedni piątek (21 grudnia) wprowadzenie mechanizmów, które będą stabilizowały ceny energii.

 

W ubiegłym tygodniu rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej i obniżającej akcyzę na prąd. W czwartek do tego projektu wniesiono autopoprawkę. 

 

"(...) sama obniżka podatku akcyzowego oraz opłaty przejściowej może być niewystarczająca dla zachowania cen energii elektrycznej sprzed wzrostów, czyli z I półrocza 2018 r. dla niektórych grup odbiorców, dlatego wprowadza się mechanizm utrzymania cen energii elektrycznej, przy jednoczesnej wypłacie utraconych przychodów przedsiębiorstwom obrotu oraz dystrybucyjnym" - napisano w autopoprawce do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw.

 

Jak zaznaczono w uzasadnieniu do autopoprawki, "projekt ustawy zakłada ustabilizowanie ceny sprzedaży energii elektrycznej dla odbiorców końcowych w roku 2019. Dzięki projektowanemu rozwiązaniu ceny energii elektrycznej dla wszystkich odbiorców w kraju nie wzrosną w 2019 r. w porównaniu do roku 2018".

 

"Wzrosty cen energii związane z polityką klimatyczną"

 

W uzasadnieniu do rządowego projektu podano, że potrzeba uchwalenia ustawy "jest związana z występującymi w 2018 r. dynamicznymi wzrostami cen energii elektrycznej na rynku hurtowym". Wzrosty te są silnie związane z prowadzoną w Unii Europejskiej polityką klimatyczną - podkreślono.

 

Napisano też, że projektowane obniżenie stawki akcyzy i opłaty przejściowej zapewni "nawet przy spodziewanej podwyżce opłat wprowadzonych przez przedsiębiorstwa energetyczne utrzymanie łącznych kosztów odbiorców, w szczególności odbiorców w gospodarstwie domowym, na poziomie zbliżonym do roku 2018". Negatywne skutki dla budżetu państwa zostaną zniwelowane przez wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji, o której także mowa w projekcie.

 

jm/dro/paw/mta/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze