Wałęsa: w Polsce nie dzieje się dobrze, zlekceważyliśmy demokrację i mamy problemy

Polska

- Miałem ostatnio więcej wyjazdów zagranicznych, to było potrzebne, żeby światu powiedzieć: nie lekceważcie demokracji, chodźcie na wybory, bo przez przypadek ludzie zorganizowani, choć niepoważni, mogą demokratycznie zdobyć władzę i jest kłopot. W Polsce nie dzieje się dobrze, zlekceważyliśmy demokrację i mamy problemy - powiedział w programie "Graffiti" w Polsat News były prezydent Lech Wałęsa.

Były prezydent ocenił, że obecnie w Polsce mamy do czynienia z "bałaganem" i "ludźmi, którzy nie potrafią rządzić". - Dlatego czas na zmiany. Trzeba zrobić wszystko, by poważniejszych ludzi ustawić na rządzenie - dodał Wałęsa.

 

Były przywódca "Solidarności" stwierdził również, że popiera protest nauczycieli i jest gotów się dołączyć. - Tylko pamiętajcie, że mam 75 lat, więc te moje dołączenie oszczędzajcie - zaznaczył.

 

Zapytany przez prowadzącego program Piotra Witwickiego o ostatnie słowa prezydenta Dudy, który zarzucił grupie sędziów łamanie konstytucji, odpowiedział, że gdyby zapytać o to sędziów na całym świecie, to z całą pewnością stwierdziliby, że to "pan prezydent narusza prawo, a nie sędziowie".

 

"Dziękuję" i "do zobaczenia"

 

Wałęsa był również pytany o relacje z prezydentem Dudą podczas lotu do USA na pogrzeb byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a H.W. Busha.

 

- Nie rozmawialiśmy, przez 9 godzin do Waszyngtonu były trzy zdania tylko, a z powrotem powiedziałem tylko: "dziękuję", pan prezydent odpowiedział: "do zobaczenia" i to było z powrotem przez 8,5 godziny wszystko - relacjonował.

 

Wałęsa odniósł się również do swojej koszulki z napisem "konstytucja", którą założył na uroczystości pożegnalne Busha.

 

-  Oceniłem, że moja koszulka będzie mówiła wszystko panu prezydentowi (Dudzie - red.), na wszystkie pytania będzie mu odpowiadała, a ja nie muszę rozmawiać, bo wiem, że rozmowa nie ma sensu. Ten pan jest ukształtowany, ten pan jest niereformowalny, tylko wybory mogą coś tu uratować - powiedział Wałęsa.

 

Jak dodał, zamierza nosić koszulki z napisem "konstytucja" zamiast wszystkich innych koszul, "aż w Polsce zmieni się stosunek do konstytucji".

 

"Musimy poprawić organizacje polityczne i programy polityczne"

 

Zapytany o swoje preferencje polityczne, o to kto w polskiej polityce go przekonuje, Wałęsa stwierdził, że "w Polsce mamy naprawdę bardzo zdolnych ludzi, tylko nie mają szansy przebicia".

 

- Demokracja miała pozwalać na to, by najmądrzejsi ludzie, najmądrzejsze rozwiązania, dochodziły do możliwości realizacyjnej. Jak widzimy, potworzyły się zamiast partii jakieś grupy wzajemnej adoracji i przepychają różne przypadki wyborcze i to powoduje, że nie jesteśmy zadowoleni. Musimy poprawić organizacje polityczne i programy polityczne. Ja ponad 20 lat głosiłem i głoszę, że na epokę komputerów trzeba ludzi zorganizować zgodnie z przekrojem społecznym. Wtedy nawet nie będą chodzić na zebrania, nie będą uczestniczyć w życiu politycznym, ale będą wiedzieli, w którym miejscu są i do jakiej partii właśnie należą, bo mają takie predyspozycje - powiedział.

 

Były prezydent skomentował również doniesienia, że w 2004 r. miał otrzymać listowną reprymendę m.in. od generała Czesława Kiszczaka.

 

W grudniu 2004 roku generałowie Czesław Kiszczak i Florian Siwicki udzielili listownej reprymendy Lechowi Wałęsie po jego wypowiedzi w telewizji. Były prezydent utrzymywał publicznie, że w grudniu 1981 r. miał wiedzę, iż masakra strajkujących w kopalni "Wujek" górników była zaplanowana - informuje "Rzeczpospolita".  

 

"Oni nie chcieli mnie na agenta, mieli lepszych"

 

Wśród "Kiszczak Papers" odnaleziono również szkic listu do Wałęsy napisany przez byłego szefa MSW. Jest on znacznie ciekawszy od tego wysłanego oficjalnie dwa dni później. "Widać w nim wyraźnie, że generałowi puściły nerwy i zamierzał parę rzeczy Wałęsie wypomnieć" - piszą dziennikarze. W odnalezionym brudnopisie Kiszczak pisał do Wałęsy: "Jak wiadomo pierwsze dni stanu wojennego spędził Pan w dobrze urządzonej i zaopatrzonej willi MSW, w Chylicach k. Piaseczna. Odwiedzali Pana biskupi i księża a także wysocy przedstawiciele Międzynarodowej Organizacji Pracy, Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Polskiego Czerwonego Krzyża, oficerowie Służby Bezpieczeństwa i wiele innych osób. Podejmował ich Pan obiadami".

 

Były prezydent zapewniał, że Kiszczak takiego listu nie napisał.

 

- Kiszczak, mimo jego kiepskich zasług, był dość inteligentny i nigdy by takiego listu nie napisał, dlatego że znał prawdę. W tamtym czasie chodziło o to, żeby mi zabrać poparcie, aby mnie zohydzić społeczeństwu, dlatego rozsyłano takie listy. Nigdy nie mógłby napisać, bo wiedział, że ja nigdy nie byłem agentem, tylko robiono mnie agentem, żebyście wy w to uwierzyli. Chodziło o to, żebym ja stracił poparcie. To była walka. Oni nie chcieli mnie na agenta, mieli lepszych - wytłumaczył.

 

- Kiedy startowałem na prezydenta, te listy, które wysyłał Kiszczak, zaczęły wracać do Kancelarii Prezydenta, te listy zbierał minister Kozłowski i wkładał w kopertę. Przejął to Macierewicz i uznał to za teczkę "Bolka". Zobaczył to Kaczyński i na razie nie uznawał ich bo wiedział, że to jest lipa, ale po jakimś czasie, kiedy przygotował paru ludzi, by dopasowali te listy, zaczął głosić, że to jest teczka "Bolka". Taka jest prawda. Wierzycie mi, albo wierzycie tym niepoważnym ludziom - zakończył.

dk/luq/zdr/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze