Jest wyrok ws. śmierci 2-letniej Lilianny: kara więzienia dla ojczyma i matki

Polska
Jest wyrok ws. śmierci 2-letniej Lilianny: kara więzienia dla ojczyma i matki
PAP/Jakub Kaczmarczyk

Dwuletnia Liliana zmarła wskutek uderzenia głową w metalową futrynę. A popchnął ją ojczym Szymon B. zdenerwowany niepowodzeniami w grze komputerowej. Mama Liliany nie udzieliła córce pomocy. W środę sąd skazał oboje na kary więzienia: mężczyznę na 12 lat i 2 miesiące za znęcanie się nad dzieckiem i nieudzielenie mu pomocy, matkę, Angelikę B. - na 2 lata.

Dwuletnia Lilianna trafiła do szpitala w marcu ubiegłego roku w ciężkim stanie. Miała złamane kości czaszki i krwiaki. Zmarła na stole operacyjnym. 

 

Według aktu oskarżenia, ojczym "chwycił dziecko za ręce, obrócił tyłem do siebie i popchnął z dużą siłą, w wyniku czego dziecko upadło i bezwładnie uderzyło głową w metalową futrynę drzwiową oraz podłogę".

 

Z kolei matka, Angelika B., "będąc świadkiem zachowania swojego męża (...) i mając pełną wiedzę, że Lilianna doznała poważnych obrażeń głowy, w kolejnych dniach, działając wspólnie i w porozumieniu ze swoim mężem, pomimo pogarszającego się stanu zdrowia córki" nie udzieliła jej pomocy i zataiła przed lekarzami fakt odniesienia przez dziecko obrażeń głowy. Lekarzom mówiła, że córka skarży się na ból głowy, ale zaprzeczała, by dziecko doznało jakiegoś urazu głowy.

 

Prokuratura podkreśliła, że Szymon B. "wspólnie i w porozumieniu ze swoją żoną nie udzielił dziecku żadnej pomocy, a podczas wizyty w szpitalnym oddziale ratunkowym w Pile zataił przed lekarzami (...) fakt odniesienia przez nie ciężkiego urazu głowy, czym doprowadził do śmierci dziecka". Miał też stosować różnego rodzaju kary wobec dzieci, w tym zamykać je w ciemnej łazience.

 

Mężczyzna usłyszał również zarzut podania swojej żonie substancji psychotropowych.

 

Ojczym: traktowałem, jak swoje

 

Pytany przez śledczych, jaki był jego stosunek do dzieci, opowiedział:, "ja je pokochałem i traktowałem jak swoje. Później już więcej czasu spędzałem z dziećmi Andżeliki niż ze swoją biologiczną córką. Stosunek Andżeliki do dzieci był taki, jak matki do dzieci - dobry, kocha je" - zaznaczył.

 

W trakcie przesłuchania Szymon B. przyznał, że jest człowiekiem impulsywnym, wybuchowym i nerwowym, "jak się zdenerwowałem, to nie myślałem racjonalnie" - podkreślił.

 

Zaraz jednak dodał, że "w stosunku do dzieci nie był agresywny". Nie przyznał się do winy.

 

"Po uderzeniu w głowę stała się senna"

 

Angelika B. także nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Wyjaśniła, że w dniu kiedy doszło do zdarzenia, "Szymon grał na komputerze, a gra mu nie szła".

 

- Córka chciała przejść ze swojego pokoju do mnie, ja przebywałam w tym samym pokoju, co mój mąż, tylko po drugiej stronie. Córka, żeby przejść do mnie, musiała przejść koło mojego męża, ona wtedy jeszcze tak wolno chodziła. Szymon się zdenerwował, bo gra mu nie szła, nie chciał, żeby córka wychodziła ze swojego pokoju i w momencie, gdy znalazła się naprzeciwko Szymona, złapał ją za prawą rączkę, obrócił w ten sposób, że dziecko stanęło do niego tyłem i z całej siły popchnął ją w kierunku jej pokoju. Córka potknęła się o własne nóżki i prawą stroną głowy uderzyła w metalową futrynę - mówiła.

 

Bała się męża

 

- Gdy córka upadła, to nie straciła przytomności. Ja do niej podbiegłam, wzięłam ją na ręce. Gdy spojrzałam na Szymona, to on na mnie spojrzał tym swoim dziwnym wzrokiem, który oznacza, że mam nic nie mówić. Wzięłam córkę i zaniosłam do pokoju dziecięcego; przytulałam i uspokajałam - relacjonowała.

 

Jak wyjaśniała Angelika B., po tym zdarzeniu córka stała się senna. W szpitalu nie powiedziała o uderzeniu w głowę, więc lekarze nie wykluczali jakiejś infekcji. W śledztwie kobieta tłumaczyła, że nie mówiła lekarzom o urazie głowy, bo bała się męża. Mówiła też, że była zastraszana, że mąż wielokrotnie szarpał ją, wyzywał i groził, że zrobi jej krzywdę.

 

Szymon B. miał także często zażywać narkotyki i jak mówiła Angelika B. był uzależniony od gier komputerowych.

maw/dro/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze