Auto z prezesem PiS miało wjechać pod prąd, zatrzymał je policjant. W policji już nie pracuje

Polska
Auto z prezesem PiS miało wjechać pod prąd, zatrzymał je policjant. W policji już nie pracuje
sebdok/Wikimedia Commons/CC-BY-SA-3.0-PL

PO chce wyjaśnień od premiera, szefa MSWiA i komendanta głównego policji w sprawie doniesień na temat zachowania kierowcy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wobec policjanta na służbie. Po tym, jak policjant zatrzymał auto jadące pod prąd, kierowca miał grozić mu zwolnieniem z pracy. Interweniujący funkcjonariusz nie służy już w policji. Według KGP, procedura przeniesienia zaczęła się wcześniej.

30 września w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy odbywała się samorządowa konwencja wyborcza PiS. Jak opisuje portal wp.pl, przed budynkiem auto z prezesem PiS miało wjechać pod prąd na drogę jednokierunkową, gdzie zostało zatrzymane przez policjanta. Z auta miał wysiąść "mężczyzna, który przedstawił się jako kierowca Jarosława Kaczyńskiego" i w sposób opryskliwy zażądał przepuszczenia samochodu. Po tym jak policjant odmówił, kierowca miał grozić mu zwolnieniem z pracy. W poniedziałek wieczorem portal wp.pl poinformował, że interweniujący wtedy funkcjonariusz nie służy już w policji.

 

Posłowie PO: Marcin Kierwiński i Krzysztof Brejza oświadczyli podczas wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie, że wysłali rano "trzy interwencje" w tej sprawie.

 

Pierwsze pismo posłowie Platformy skierowali do premiera Mateusza Morawieckiego; chcą przeprowadzenia "kontroli działań" Komendy Głównej Policji w związku z opisaną sprawą. Druga interwencja została skierowana do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego - PO chce wiedzieć, czy był on "osobiście zaangażowany w tę sprawę". Trzecie pismo wysłano do komendanta głównego policji gen. Jarosława Szymczyka. Jak powiedział Brejza, zwrócono się do niego o ujawnienie notatki służbowej policjanta, w której szczegółowo ma on opisywać, "w jak skandaliczny sposób został potraktowany przez  »dwór« Jarosława Kaczyńskiego". PO chce też odpowiedzi na pytanie, dlaczego KGP próbowała "zastraszyć" policjanta.

 

 

"Sprawa symboliczna"

 

Posłowie PO zaapelowali ponadto do szefa PiS Jarosław Kaczyńskiego, aby - jak mówił Brejza - "przeprowadził pogadankę ze swoimi »dworzanami« i ze swoimi ochroniarzami, żeby nie szykanowali w ten sposób funkcjonariuszy policji".

 

Brejza podkreślił, że w sprawie bydgoskiego incydentu "doszło do szeregu dziwnych telefonów i wydarzeń". - Sprawą nagle zainteresowała się Komenda Główna Policji, zjawiła się w Bydgoszczy kontrola z KGP i ten policjant ostatecznie, jak ujawniają dzisiaj media, z policji odszedł. Szykanowany policjant (...) któremu ochroniarz Jarosława Kaczyńskiego groził zwolnieniem z pracy - mówił poseł PO. - Miało też dojść do poniżania tego policjanta na ulicy - dodał.

 

- Arogancja tej władzy poraża, poraża to, w jaki sposób traktowane są służby państwowe, poraża to, w jaki sposób traktowane są przepisy polskiego prawa - podkreślił Kierwiński. - Jeżeli policjant, który realizuje swoje obowiązki ma problemy, dlatego że nie pozwolił samochodowi z Jarosławem Kaczyńskim przejechać pod prąd czy też zaparkować w miejscu, które do tego nie było przeznaczone, no to mamy już do czynienia z takimi standardami republik bananowych - ocenił. Kierwiński zapewnił też, że PO "nie zostawi tej sprawy, bo jest ona bardzo symboliczna".

 

KGP: procedura przeniesienia rozpoczęła się przed incydentem

 

"To może nie jest wielka sprawa, to nie jest sprawa taka jak afera KNF-u, jak rozliczne afery rządu PiS-u, ale to jest sprawa bardzo, bardzo symboliczna, bo sprawa pokazująca, że w zderzeniu z tym aparatem państwa zawłaszczonym przez PiS, normalnie pracujący funkcjonariusz, normalnie pracujący obywatel nie ma po prostu żadnych szans" - podkreślił Kierwiński.

 

Portal wp.pl poinformował, że policjant, który miał przeciwstawić się kierowcy prezesa PiS, pracuje teraz w wojsku, "pracę zmienił po 30 września", a więc po opisywanym przez portal incydencie. Jednak, jak zapewniła portal Komenda Główna Policji "procedura przeniesienia policjanta do wojska rozpoczęła się jeszcze przed 30 września".

 

Rzecznik KWP w Bydgoszczy podinsp. Monika Chlebicz poinformowała, że funkcjonariusza nie spotkały żadne konsekwencje, a kierowca prezesa PiS został pouczony.

 

"W związku z zabezpieczeniem w dniu 30 września br. w Bydgoszczy wizyty osób ochranianych przez SOP, prowadzono czynności związane z podsumowaniem zabezpieczenia i sprawdzeniem prawidłowości związanych z jego przygotowaniem. Dowódcy zabezpieczenia wskazano »obszary« wymagające korekty w przyszłości. Postępowanie nie skutkowało żadnymi konsekwencjami dyscyplinarnymi. Nie kontrolowano zachowania funkcjonariusza, który zareagował na popełnione wykroczenie zgodnie z przepisami. W stosunku do tego policjanta nie prowadzono żadnych czynności. Kierowca, który nie zastosował się do organizacji ruchu, został pouczony za popełnione wykroczenie. Policjant na własną prośbę przeszedł do służby w wojsku, a rozmowy z tym związane prowadzone były przed 30 września" - napisała w oświadczeniu podinsp. Chlebicz.

mta/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze