Wrócił do domu dwa miesiące po swoim pogrzebie

Świat
Wrócił do domu dwa miesiące po swoim pogrzebie
pixabay/carolynabooth
Zdjęcie ilustracyjne

63-letni Aigali Supygaliew wyszedł z domu na obrzeżach miasta Atyrau w Kazachstanie i przepadł bez wieści. Rodzina zgłosiła jego zaginięcie policji, która po kilku tygodniach poinformowała o odnalezieniu spalonego ciała. Tożsamość miały potwierdzić badania DNA. Bliscy pochowali szczątki domniemanego Aigalego. Po prawie dwóch miesiącach po pogrzebie Supygaliew cały i zdrowy wrócił do domu.

63-latek wyszedł z domu nad ranem 20 czerwca. Przez dłuższy czas nie kontaktował się z rodziną, która 9 lipca powiadomiła policję o jego zaginięciu.

 

Funkcjonariusze po kilku tygodniach odnaleźli spalone zwłoki. Podejrzewając, że może być to zaginiony mężczyzna zlecili przeprowadzenie testów DNA. Badanie, którego skuteczność wynosi 99,2 proc., potwierdziły, że to ciało Supygaliewa. Rodzinie wydano akt zgonu, a ta pogodzona z faktem utraty bliskiego, wyprawiła uroczysty pogrzeb. Na nagrobku podano datę śmierci - 4 września.

 

Ku zaskoczeniu wszystkich, 28 października, Supygaliew o własnych siłach wrócił do domu. - Gdy wujek Aigali stanął w progu, moja córka prawie dostała ataku serca - relacjonuje portalowi azh.kz brat mężczyzny.

 

 

"Zastanawiamy się, kogo pochowaliśmy"

 

63-latek wytłumaczył, że po wyjściu z domu udał się na miejscowy targ. Tam poznany przez niego mężczyzna zaproponował mu pracę w pobliskiej wiosce. Supygaliew udał się tam niezwłocznie i pracował przez cztery miesiące. Gdy skończył pracę wrócił do domu, nie zdając sobie sprawy z całego zamieszania.

 

Policja nie udzieliła komentarza w tej sprawie. Kryminolog, który przeprowadził badanie DNA, podkreśla, że margines błędu w takich sytuacjach jest naprawdę znikomy, ale "nigdy nie można wykluczyć tego 0,8 proc.".

 

Rodzina, która zapłaciła za nagrobek i ceremonię zapowiada podjęcie kroków prawnych. Zaznaczają, że po tym jak 63-latek został uznany za zmarłego przez dwa miesiące musieli zwracać do urzędu jego emeryturę.

 

- Zastanawiamy się też kogo właściwie pochowaliśmy. Może szuka go jego własna rodzina - mówią bliscy Supygaliiewa.

bas/dro/ azh.kh, BBC

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze