"Dzisiaj nie tylko mój syn, ale trójka moich wnuków byłaby w radzie nadzorczej Orlenu"

Polska

- Nie ostrzegłem syna przed zainwestowaniem w Amber Gold. Pasja, że będzie realizował coś wielkiego, przesłoniła ostrożność - powiedział przed komisją śledczą ds. Amber Gold b. premier Tusk. W jego ocenie, przy "dzisiejszych standardach" nie tylko jego syn, ale trójka wnuków byłaby w radzie nadzorczej Orlenu. Zarzuty jakoby miał zatajać przed Polakami informacje o Amber Gold nazwał "świństwem".

W czasie przesłuchania Iwona Arent (PiS) zarzuciła b. szefowi rządu, że - mając wiedzę o "dwuznacznym charakterze" działalności Amber Gold i przestrzegając przed nią swojego syna - nie podjął działań uruchamiających odpowiednie służby. - Tak naprawdę ostrzegł pan tylko swojego syna, a nie ostrzegł pan wszystkich Polaków - dodała posłanka.

 

- Polacy zostali ostrzeżeni, przecież także dzisiejsze przesłuchanie dokumentuje to w sposób jednoznaczny. To ostrzeżenie do niektórych nie dotarło, przez niektórych nie było respektowane, ale ostrzeżenie, które było wymogiem prawnym, jest instrumentem polskiego prawa, zostało sformułowane, opublikowane i w dodatku upowszechnione w mediach - podkreślił w odpowiedzi Tusk.

 

Zapewnił jednocześnie, że nie ostrzegł swojego syna przed Amber Gold, zaznaczając, że nie był on zaangażowany w jakąkolwiek działalność tej firmy.

 

- Ja z moim synem rozmawiałem nie jak premier, który ma wyobrażenie, że wszystko może swojemu dziecku załatwić; przy dzisiejszych standardach (...) nie, że mój syn, ale trójka wnuków byłaby w radzie nadzorczej Orlenu (...), ale (...) przy standardach, które obowiązywały mnie jako premiera, ale także w naszej rodzinie, to on podejmował decyzje, a ja mogłem mu radzić, bez większej nadziei, że będzie respektował wszystkie rady swojego ojca - mówił b. premier, nawiązując do współpracy swego syna Michała z liniami lotniczymi OLT Express, należącymi do Amber Gold.

 

- Nie próbujmy w jakikolwiek sposób sugerować (...), że ja dostaję informację od ABW i jadę do syna i go ostrzegam, i jednocześnie tajnie chronię te informacje, żeby Polacy dalej płacili na Amber Gold; to jest po prostu świństwo sugerować w ogóle takie rzeczy - powiedział Tusk.

 

"Nie zapewniłem synowi ochrony kontrwywiadowczej"

 

Został w tym kontekście zapytany, czy jego syn miał ochronę kontrwywiadowczą. - Według mojej wiedzy nie było czegoś takiego - odpowiedział. Wyraził jednocześnie przekonanie, że dyskusja o tym, jak powinna funkcjonować ochrona wysokich urzędników "nie powinna się koncentrować na tym, kto iloma samochodami jeździ, tylko na tym, w jaki sposób ochronić przed takimi przypadkami, złymi przygodami, jakich ofiarą padł mój syn, dzieci tych, którzy dzisiaj rządzą".

 

- Ja tego nie zapewniłem, nie zapewniłem ochrony kontrwywiadowczej, nie miałem takiej wyobraźni; kiedy obejmowałem urząd premiera, raczej starałem się zadbać o to (...), żeby członkowie mojej rodziny nie korzystali z faktu, że jestem premierem, nie jeździli służbowymi samochodami, nie przysługiwała im ochrona - poza wyjątkowymi sytuacjami, kiedy BOR kategorycznie żądał, bo np. pojawiły się groźby karalne wobec mojej córki czy mojego syna - dodał b. szef rządu.

 

Do jego słów odniosła się szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS), która oceniła, że problem tkwi "w tym, że facet, który miał grubą kartotekę, rozkręcił sobie na oczach policji, służb skarbowych, sądu rejestrowego, służb specjalnych, UOKiK-u, KNF-u wielką firmę, okradł ludzi", a jednocześnie przez prawie rok syn Tuska "współpracował z tą firmą".

 

- I nie problem w tym, że pana syn zrobił coś złego; problem polega na tym, że albo państwo polskie ma instytucje i te instytucje rozumieją, że mają funkcje do spełnienia, a nie jest to państwo z dykty i paździerzu (...); my nigdy pana dziecka żeśmy w nic nie wplątali (...), problem, panie premierze, (...) komisji (...) sprowadza się do tego, że od 10 rano pytamy pana o te instytucje, które pan nadzorował bezpośrednio - KNF, służby specjalne, UOKiK (...), i trzy lata na oczach tego państwa grupa z Marcinem P. działająca wykorzystuje Polaków i pana syna - dodała Wassermann.

 

"Premier, który w trakcie działań KNF, podejmowałby własne, naruszałby prawo"

 

Były szef rządu odpowiadał także na pytania Bartosza Kownackiego (PiS), czy podjął jakieś działania po tym, jak ówczesny prezes NBP Marek Belka ustnie zawiadomił go o zagrożeniach, związanych z Amber Gold.

 

- Jeszcze raz powtórzę - w zakresie o jakim rozmawiamy, nie tylko jeśli chodzi o rozmowę z premierem Belką, ale generalnie Amber Gold i OLT, do działania w tych kwestiach precyzyjnie opisane prawem są instytucje i one te działania podejmowały. Premier, który podejmowałby w trakcie tych działań prokuratury, KNF, etc. własne działania, które wykraczałyby poza uprawnienia premiera, łamałby lub naruszał prawo - powiedział Tusk.

 

Kownacki skomentował, że w efekcie tego, iż ówczesny premier miał duże zaufanie do instytucji i nie podjął żadnych działań, "tysiące ludzi straciły pieniądze". - Gdyby pan wtedy zareagował i podjął te działania, w stosunku do ABW, CBŚ czy KNF, być może wiele osób nie utraciłoby swoich pieniędzy - powiedział poseł PiS.

 

Dodał, że np. "poważne gazety", którym Marek Belka także przekazał sygnał w sprawie Amber Gold, wycofały reklamy tej spółki, tymczasem "premier rządu, powiadomiony przez prezesa Belkę, nie zrobił kompletnie nic".

 

Sytuacja LOT-u była tragiczna

 

Poseł PiS Wojciech Zubowski pytał b. premiera, czy zlecił wpływ działalności spółki OLT na LOT. W odpowiedzi Tusk stwierdził, że koncentrował się wówczas na znalezieniu pomocy dla LOT-u i nie zlecał badania wpływu działalności OLT na LOT.

 

Zubowski, powołując się na odpowiedź ministra skarbu państwa w latach 2011-2013 Mikołaja Budzanowskiego na interpelację poselską, zaznaczył, że działalność OLT pozbawiła LOT ok. 34 mln zł. Poseł PiS pytał w związku z tym byłego premiera, czy jego zdaniem działalność OLT mogła zagrozić funkcjonowaniu LOT-u.

 

- Sytuacja LOT-u była tragiczna, ale mówimy o sytuacji, w której zgodnie z rekomendacją ministra skarbu, potrzebna była pomoc rzędu 1 mld zł - myśmy długo się zastanawiali, czy możemy to rozbić na transze i jak będzie wyglądała reakcja Komisji Europejskiej - ale na końcu blisko 1 mld zł na uratowanie LOT-u przeznaczyliśmy - powiedział Tusk.

 

- Skoro szukaliśmy 1 mld zł, żeby uratować LOT, a było to w czasie kryzysu finansowego, to rozumie pan, że ta pańska sugestia, że OLT stanowiło problem dla LOT-u, ona jest nieadekwatna do rzeczywistej skali zagrożeń, jaka wtedy występowała - dodał były premier w odpowiedzi na pytanie Zubowskiego.

 

"Nie dziwi, że LOT nie był magnesem dla potencjalnych inwestorów"

 

W tym kontekście pytany przez szefową komisji Małgorzatę Wassermann (PiS), czy docierały do niego informacje z ABW, że powodem wycofania się Turkish Airlines ze starań o inwestowanie w LOT, było agresywne wejście na rynek linii lotniczych OLT.

 

- Nie, takich informacji nie miałem, i wydaje mi się, mówiąc między nami, że to jest mało prawdopodobna interpretacja (...), tak jak mało prawdopodobny (...), biorąc pod uwagę sytuację w UE (...), wydaje się bardzo mało prawdopodobne, żeby mój rząd lub jakikolwiek inny na końcu zdecydował się dopuścić przewoźnika jako właściciela lub inwestora strategicznego spoza UE, bo to by się mogło wiązać w przyszłości z poważnymi komplikacjami - odpowiedział.

 

Tusk zaznaczył, że nie bardzo wierzył w tamtym czasie, że uda się znaleźć "rzetelnego, dobrego i ratującego LOT inwestora strategicznego". Jak dodał, fakt, że LOT nie był w tamtym czasie "magnesem dla potencjalnych inwestorów strategicznych" nie dziwił go w związku "generalnie z dramatyczną sytuacją finansową w Europie". - To był ten moment, kiedy tych środków za dużo w Europie nie było - powiedział.

 

"Urzędy skarbowe i UOKiK zawiodły w sprawie Amber Gold"

 

Pytany przez posłankę PiS Iwonę Arent o listę instytucji, które jego zdaniem zawiodły, Tusk wskazał UOKiK, mówiąc, że dalej ma wątpliwości co do skuteczności działania w jednym wymiarze - braku determinacji, chociaż Urząd działał zgodnie z prawem.

 

- Ale w ramach prawa wydawała się możliwa większa determinacja jeżeli chodzi o ocenę uczciwości reklam. Chociaż szefowa UOKiK miała inne zdanie, miała na to argumenty i broniła praktyki swojego urzędu - powiedział. UOKiK - dodał - mógł pójść bardziej "na twardo" i uniemożliwić emisje reklam Amber Gold.

 

B. premier wymienił też prokuraturę, zastrzegając, że była wówczas od niego - jako premiera - niezależna. "Trudno mówić o instytucji jako całości, ale konkretni prokuratorzy rzeczywiście bardzo zawiedli" - oświadczył. - Wolałbym nie wyrażać zarzutów wobec konkretnych osób - zastrzegł.

 

Jego zdaniem, zdecydowanie zawiodły urzędy skarbowe i - jak zaznaczył - za tym poszły decyzje personalne. Dodał, że szef Urzędu Lotnictwa Cywilnego także został zwolniony w związku ze sprawą.

 

"Nie wykluczam, że moja intencja była nie do końca trafiona"

 

B. premier ocenił ponadto, że ABW powinna być bardziej skoncentrowana na informacji wyprzedzającej i prewencji, a mniej na funkcjach śledczych. - Z punktu widzenia prezesa Rady Ministrów wydawał się szczególnym dotkliwym deficytem brak wyprzedzającej i zabezpieczającej przed złymi zdarzeniami informacji - mówił, zastrzegając, że to nie zarzut pod adresem ABW, ale "refleksja o charakterze bardziej ustrojowym".

 

Jak dodał, zaproponował też by rozważyć zobowiązanie mediów publicznych do "skuteczniejszego prezentowania decyzji KNF jeśli chodzi o listę ostrzeżeń". Zaznaczył, że później okazało się, iż sam fakt upublicznienia poprzez media takiej listy nie okazał się skuteczny w przypadku Amber Gold. - Nie wykluczam, że moja intencja była nie do końca trafiona - dodał.

 

 

 

msl/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze