"Dawny »Frog« wcisnąłby gaz do dechy". Robert N. o zatrzymaniu przez policję

Moto

"Jadąc zgodnie z przepisami, nie narażając nikogo na utratę choćby włosa z głowy, zatrzymałem się do rutynowej kontroli. Dawny »Frog« wcisnąłby gaz do dechy i w mediach mogliby co najwyżej napisać o poszukiwaniach kierowcy białego porsche, który skutecznie uciekł Policji. Ja stwierdziłem, że to bez sensu" - napisał na Fecbooku Robert N., pseudonim "Frog" odnosząc się do zatrzymania przez policję.

W środę policjanci z dzielnicy Wola zatrzymali "Froga" kierującego Porsche Panamera, mimo sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Samochód odholowano, a Robert N. otrzymał wezwanie na przesłuchanie. 

 

"Frog" znany był z łamania przepisów i niebezpiecznej jazdy ulicami Warszawy, którą nagrywał i publikował w sieci. Właśnie z tego powodu sąd zakazał mu siadać za kierownicą. 

 

Wersja "Froga"

 

"Stało się. Nie ma co się oszukiwać, że wsiadanie za kółko podczas obowiązującego zakazu jest głupotą - bez względu na okoliczności" - przyznał Robert N., komentując wydarzenia z środy.

 

Przyznał, że "jest dumny", że zatrzymał się do policyjnej kontroli i jest "w pełni gotowy na poniesienie odpowiedzialności za incydent, do którego nie powinienem dopuścić" i którego bardzo żałuje.

 

"Wszyscy ci, którzy nadal uważają, że powinna spotkać mnie dotkliwa kara niech przemyślą, co tak naprawdę się stało. Po prostu jechałem samochodem. Nie uciekałem, nie byłem pijany, nie łamałem przepisów. Jechałem, jak miliony ludzi na świecie. O ile moje »wyczyny« sprzed lat, z perspektywy czasu sam oceniłbym za karygodne, to ten przypadek poza samym faktem łamania zakazu nie jest niczym szczególnym, co zasługiwałoby na kolejny lincz społeczny" - ocenił. 

 

Wcześniej zapewniał, że jeździ tylko rowerem

 

To kolejne już oświadczenie "Froga" odnoszące się do prowadzenia przez niego pojazdów. Pod koniec sierpnia, a więc przed policyjną kontrolą, przekonywał on, że od kilku lat żyje zgodnie z prawem i obowiązującymi normami społecznymi. "Mam zakaz prowadzenia pojazdów i konsekwentnie po ulicy jeżdżę jedynie rowerem" - zapewniał.

  

O mężczyźnie było głośno, gdy w czerwcu 2014 r. w internecie pojawił się film nagrany kamerą umieszczoną w aucie, na którym widać jak mężczyzna - później, w trakcie śledztwa potwierdzono, że był to Robert N. - jadąc ulicami Warszawy, wjeżdża na skrzyżowanie na czerwonym świetle, prowadzi auto z dużą prędkością slalomem między innymi pojazdami, a także ściga się z motocyklistami.  W 2016 roku uprawomocniło się pięć wyroków związanych z łamaniem przepisów drogowych przez mężczyznę. Sąd zadecydował między innymi o trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów.

 

polsatnews.pl 

mos/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze