"To sędziowski rokosz", "Gersdorf dalej jest pierwszym prezesem". Komentarze po decyzji SN

Polska

"Sędziowie chcą by TSUE rozstrzygnął coś, co rozstrzygnął już polski TK" - napisał na Twitterze wiceprzewodniczący komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta, komentując zwrócenie się Sądu Najwyższego do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniami dot. reformy sądownictwa. W jego ocenie decyzja Sądu Najwyższego w tej sprawie "to sędziowski rokosz i kompletnie bezprawne działanie".

Sąd Najwyższy zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pięcioma prejudycjalnymi pytaniami oraz zdecydował się zawiesić stosowanie trzech przepisów ustawy o SN dotyczących o przechodzeniu w stan spoczynku sędziów SN, którzy przekroczyli 65. rok życia.

 

Zdaniem Kalety "sędziowie SN chcą by TSUE rozstrzygnął coś, co rozstrzygnął już polski TK (K 3/98)". "W zakresie sądownictwa UE nie ma kompetencji, a sprawę rozstrzyga polska Konstytucja, która ma prymat nad traktatami (art. 180 ust 4)" - napisał w czwartek na Twitterze komentując decyzję SN.

 

 

W jego ocenie decyzja Sądu Najwyższego w tej sprawie "to sędziowski rokosz i kompletnie bezprawne działanie". "Najśmieszniejsze w tej farsie jest to, że sprawie przed TK w 98 roku przewodniczył prof. Marek Safjan, obecny sędzia TSUE" - dodał w kolejnym wpisie.

 

 

Na wpis Kalety zareagował Borys Budka z PO.

 

 

"Nie widzę podstaw do przedstawienia pytań TS"

 

Zdaniem prof. Anna Łabno z Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego, decyzja SN jest zaskakująca. - Wydaje mi się, że przepisy są jednoznaczne, zgodne z konstytucją i nie miałabym żadnych wątpliwości, że tak jak obowiązują, tak weszły w życie, czyli są stosowane - powiedziała Łabno w Polsat News. 

 

Dodała, że nie widzi żadnych podstaw do przedstawienia takich pytań Trybunałowi Sprawiedliwości w Luksemburgu, bo "tak jak wszyscy, tak i sędziowie SN kończą swoją pracę, to nie narusza żadnej niezawisłości. Te kwestie były w Polsce dyskutowane i nie rozumiem wątpliwości SN".

 

"SN nie jest organem od zawieszania prawa"

 

Członkini KRS, posłanka PiS Krystyna Pawłowicz oceniła, że "Sąd Najwyższy wyszedł poza swoje kompetencje". - SN nie jest organem od zawieszania prawa; może co najwyżej zawiesić postępowanie w jakiejś indywidualnej sprawie. Natomiast nie ma kompetencji do zawieszana prawa - powiedziała Pawłowicz.

 

Według niej czwartkową decyzję SN podął bez postawy prawnej. Jak powiedziała - w polskim prawie nie istnieje instytucja "zawieszenia ustawy czy rozporządzenia". - Tutaj Sąd Najwyższy po prostu gra na przedłużenie procedury powoływania kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego - oceniła.

 

- To czego sędziowie się najbardziej boją i reagują z histerią jest to, że wreszcie powstanie całkowicie nowa Izba Dyscyplinarna (w Sądzie Najwyższym), która nie będzie reprezentantem danego środowiska - oświadczyła posłanka.

 

Chmaj: decyzja SN zgodna z prawem UE

 

Konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj ocenił w Polsat News, że decyzja SN zapadła zgodnie z art 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE. - Zatem sędziowie mają obowiązek wystąpienia do TS UE w Luksemburgu w sytuacji, kiedy mają wątpliwości co do obowiązywania zasad prawa unijnego w akcie prawa krajowego. Sędziowie dostrzegają, że ustawa o SN jest niezgodna z unijną zasadą niezależności sądów, niezawisłości sędziów, oznacza dyskryminację ze względu na wiek oraz jest sprzeczna z wartościami UE, takimi jak praworządność - powiedział prof. Chmaj.

 

Jak stwierdził, "do momentu rozstrzygnięcia przez TS tych pytań prawnych, zawieszone jest stosowanie do konkretnych sędziów, konkretnych przepisów ustawy o SN, a to oznacza, że ci sędziowie, których ustawa przymusowo odsuwała w stan spoczynku (...) mogą orzekać, a pierwsza prezes SN dalej jest pierwszym prezesem SN.

 

"Sąd Najwyższy zadaje pytanie" 

 

Podczas czwartkowego briefingu prasowego rzecznik SN Michał Laskowski mówił, że "Sąd Najwyższy niczego nie wykreśla i niczego nie eliminuje z porządku prawnego". - Sąd Najwyższy zadaje pytanie - dodał.

 

- Wiemy, że odpowiedź na to pytanie, to nie jest kwestia dwóch tygodni, miesiąca czy nawet trzech miesięcy. W tej sytuacji zawieszenie tych przepisów i skutków, które mogą one przynieść (...) jest jak najbardziej uprawnione - oświadczył.

 

W dalszej części briefingu Laskowski tłumaczył, że celem SN było wstrzymanie realizacji "wątpliwych przepisów" do czasu rozstrzygnięcia Trybunału. - Nie chodzi o powstrzymanie wszystkich regulacji zawartych w ustawie o SN, przecież cały szereg regulacji jest przez nas respektowanych, realizowanych, Sąd Najwyższy w ogóle w oparciu o tę ustawę funkcjonuje - podkreślił.

 

Rzecznik podkreślił, że SN zadaje pytanie niezależnemu organowi, "najwyższemu organowi sądowemu w Europie, który nie jest tu uwikłany w żadne spory, nie ma żadnych interesów osobistych, właśnie po to żeby uniknąć takich zarzutów". - Zwracamy się do niezależnego arbitra, który ma rozstrzygnąć te kwestie - powiedział.

 

PAP, Polsat News, polsatnews.pl

paw/ml/zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!