29. rocznica masakry na placu Tiananmen w Pekinie. "Jesteśmy dalej od demokracji niż byliśmy wtedy"

Świat
29. rocznica masakry na placu Tiananmen w Pekinie. "Jesteśmy dalej od demokracji niż byliśmy wtedy"
Wikimedia Commons/Rabs003/plac Tiananmen w Pekinie

29 lat temu chińskie wojsko otworzyło ogień do demonstrantów, domagających się swobód i reform politycznych. Zginęły setki, a może nawet tysiące osób. Władze wciąż cenzurują wzmianki o wydarzeniu, które przeszło do historii jako masakra na placu Tiananmen.

- Huk wystrzałów obiegł całe centrum Pekinu. Nie ustawał. (...) Żołnierze strzelali do wszystkich - mówiła ówczesna korespondentka BBC News w Pekinie, relacjonując wydarzenia, które rozegrały się tam w nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku, gdy chińska armia tłumiła trwający od tygodni protest setek tysięcy studentów, robotników i przedstawicieli inteligencji.

 

Chiny nigdy nie ogłosiły oficjalnej listy ofiar wydarzeń z 4 czerwca - przypomina agencja Reutera. Szacunki organizacji praw człowieka i naocznych świadków wahają się od kilkuset do kilku tysięcy zabitych w Pekinie. 1600 osób skazano na wyroki więzienia za udział w protestach, które oficjalna chińska prasa określała jako antysocjalistyczną rebelię.

 

Pekin nie wziął na siebie odpowiedzialności

 

Brutalne działania chińskich władz w odniesieniu do swoich własnych obywateli wstrząsnęły światem. Choć od tragicznych wydarzeń upłynęły już prawie trzy dekady, Pekin wciąż nie wziął na siebie odpowiedzialności, a zdaniem wielu komentatorów pod rządami obecnego prezydenta Xi Jinpinga jeszcze bardziej oddalił się od demokratycznych ideałów, o które wówczas walczono.

 

- Jesteśmy dziś nawet dalej od demokracji niż byliśmy w 1989 roku. (...) Stłumienie pokojowego ruchu demokratycznego przy pomocy czołgów i karabinów, które skończyło się tragiczną masakrą, miało duży wpływ na gospodarkę i rynki, ale system polityczny nie rozwinął się z nimi - ocenił działający poza granicami Chin obrońca praw człowieka Teng Biao, cytowany przez dziennik "Financial Times".

 

Policja rozwija system nadzoru nad obywatelami

 

Obserwatorzy zwracają uwagę, że od kiedy w 2012 roku Xi doszedł do władzy, w Chinach zaostrzyła się cenzura prasy, sieci i dyskursu akademickiego. Setki aktywistów i obrońców praw człowieka trafiły do więzień, a wszechobecne kamery monitoringu i rozwijane przez policję inteligentne systemy nadzoru dają władzom kontrolę nad obywatelami, jakiej nie miał żaden dotychczasowy rząd.

 

O ile w 1989 roku demonstranci wyrażali niezadowolenie ze zbyt wolnego tempa liberalnych przemian politycznych, obecnie Xi odwrócił ich kierunek - uważa część ekspertów. Zamiast odwilży, na którą do niedawna liczono, Komunistyczna Partia Chin (KPCh) stopniowo zacieśnia swoją władzę w każdej dziedzinie życia, a dzięki niedawnym zmianom w konstytucji Xi może teraz rządzić bezterminowo.

 

"Policja legitymowała wszystkich obcokrajowców"

 

Wydarzenia z 4 czerwca są w Chinach kontynentalnych tematem tabu, a wszelkie wzmianki czy próby ich upamiętniania są stanowczo tępione przez władze. Jak zwykle w okolicach rocznicy Pekin zaostrzył cenzurę, a Reporterzy bez Granic (RsF) informują o zatrzymaniach blogerów i wysyłaniu ich na "przymusowe wakacje".

 

W poniedziałek policja legitymowała wszystkich obcokrajowców w punkcie kontrolnym oddalonym o kilometr od centralnego placu Pekinu. Reporter agencji Reutera nie został wpuszczony, gdyż - jak mu wyjaśniono - prowadzenie wywiadów na placu bez zezwolenia jest tego dnia zabronione.

 

Wielu Chińczyków nie zdaje sobie dziś sprawy, co stało się w czerwcu '89

 

Do dziś nie wiadomo, co stało się z Nieznanym Buntownikiem (ang. Tank Man), który w pojedynkę zastąpił drogę kolumnie czołgów na pekińskiej alei Chang’an. Niezidentyfikowany mężczyzna w białej koszuli i czarnych spodniach, z siatkami zakupów w rękach, przeszedł do historii jako symbol oporu nieuzbrojonych obywateli przeciwko brutalnej sile wojska.

 

W związku z całkowitą cenzurą wielu Chińczyków nie zdaje sobie dziś sprawy, co stało się w czerwcu 1989 roku. W nieoficjalnej ankiecie przeprowadzonej w 2014 roku przez korespondentkę amerykańskiego radia NPR Louisę Lim wśród studentów prestiżowych pekińskich uczelni tylko 15 osób na 100 rozpoznało słynne zdjęcie Nieznanego Buntownika, wstrzymującego przejazd kolumny czołgów. 19 myślało, że fotografia przedstawia paradę wojskową.

 

W poniedziałek, jak zwykle z okazji rocznicy, dziesiątki tysięcy mieszkańców Hongkongu zapalą świece w Parku Wiktorii. W przeciwieństwie do Chin kontynentalnych, w byłej brytyjskiej kolonii wolno otwarcie upamiętniać tragedię z 4 czerwca 1989 roku.

 

 

PAP

nro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze