Pawłowicz interweniowała w sprawie odebranych z hodowli, zaniedbanych psów. Twierdziła, że są zdrowe

Polska
Pawłowicz interweniowała w sprawie odebranych z hodowli, zaniedbanych psów. Twierdziła, że są zdrowe
Facebook/Pogotowie dla Zwierząt

28 psów z hodowli w Halinowie k. Mińska Mazowieckiego decyzją prokuratury odebrano właścicielom. Lekarz weterynarii, który w asyście policji uczestniczył w interwencji stwierdził, że zwierzęta są zaniedbane, a dalsze ich przebywanie w tym miejscu zagraża ich zdrowiu. W sprawę włączyła się posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która w piśmie do prokuratury zapewniła, że zwierzęta są zdrowe.

Sprawa psów toczy się od września ubiegłego roku. Klienci, którzy kupili buldogi francuskie z hodowli w Halinowie, zawiadomili stowarzyszenie "Pogotowie dla Zwierząt", że psy są chore. 

 

Stowarzyszenie wraz z policją i lekarzem weterynarii interweniowało w hodowli.


Jak podało "Pogotowie dla Zwierząt", "psy trzymane były w złych warunkach - na dworze w boksach, we własnych odchodach. Miały zapalenie przestrzeni międzypalcowych od stałego przebywania w moczu, choroby skóry, złamania, z ich uszu lała się ropa".


- Psy były także niewłaściwie rozmnażane - twierdzi Grzegorz Bielawski z "Pogotowia dla Zwierząt".

 
"Sygnalizowała, że mogło dojść do jakichś nieprawidłowości"


Stowarzyszenie wystąpiło do Prokuratury Rejonowej w Mińsku Mazowieckim o zabranie psów z hodowli i zabezpieczenie ich jako dowodów rzeczowych w sprawie o znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura przychyliła się do wniosku, psy odebrano i oddano pod opiekę fundacji SOS Bokserom.


Właściciele hodowli zaskarżyli decyzję prokuratury do sądu. "Jednak Sąd Rejonowy w Siedlcach, który zapoznał się z całą dokumentacją, przyznał rację organizacjom pro zwierzęcym, które brały udział w interwencji: Pogotowiu dla Zwierząt oraz Fundacji SOS Bokserom. Odbiór tych zwierząt był słuszny, miał podstawy prawne i był przeprowadzony w sposób prawidłowy" - napisał Bielawski.


Hodowcy o pomoc poprosili posłankę PiS Krystynę Pawłowicz, która interweniowała w prokuraturze rejonowej.


- W piśmie sygnalizowała, że właścicielki hodowli przekazały jej informacje dotyczące nieprawidłowości związanych głównie z czynnością odbierania zwierząt - poinformowała polsatnews.pl Krystyna Gołąbek, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.


"Zapewniam, że obydwie właścicielki psów działają zgodnie z prawem, prowadzą zarejestrowane hodowle, ich zwierzęta są zdrowe - co potwierdza lekarz weterynarii opiekujący się psami" - miała napisać Pawłowicz.


"Pawłowicz nie widziała tych psów"


Bielawski twierdzi jednak, że nawet weterynarz, który miał zajmować się psami na polecenie właścicielek, przyznał podczas interwencji, że zwierzęta są chore. Jak poinformował, koszty leczenia 27 psów wyniosły do tej pory ponad 20 tys. zł. - Krystyna Pawłowicz nie widziała tych psów - powiedział w rozmowie z nami.


Próbowaliśmy się skontaktować z posłanką, żeby zapytać na jakiej podstawie stwierdziła, że zwierzęta są zdrowe. Pawłowicz nie odebrała telefonu i nie odpisała na sms.


Stowarzyszenie twierdzi, że po interwencji posłanki, sprawę przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.


"12 tomów akt"


- Pismo nie miało wpływu na wniosek o przejęcie sprawy przez naszą jednostkę - podkreśliła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.


Jak zaznaczyła, sprawa została przeniesiona "na wniosek prokuratora rejonowego ze względu na złożoność stanu faktycznego". - Materiał jest bardzo obszerny, akta liczą 12 tomów - dodała.


- Obecnie postępowanie jest prowadzone w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Nikomu nie przedstawiono zarzutów - poinformowała Gołąbek. Prokurator prowadzący sprawę w Prokuraturze Okręgowej podtrzymał decyzję o odebraniu zwierząt.


- Psy pozostają zabezpieczone jako dowody rzeczowe i są pod opieką fundacji SOS Bokserom - poinformowała Gołąbek.


Jak podkreśliła prokurator, właścicielki hodowli "najbardziej kwestionują zasadność decyzji, że zwierzęta im odebrano".


Prokurator poinformowała, że hodowla była zarejestrowana i działała legalnie, a postępowanie prowadzone przez prokuraturę dotyczy wyłącznie ewentualnego znęcania się nad zwierzętami.


"Prokurator szuka haków, aby postawić nam zarzuty"


Właścicielka hodowli oświadczyła, że "to, co wypisuje PdZ jest mało wiarygodne".

 
Jak argumentuje, w marcu sąd w Poznaniu nakazał rozwiązanie stowarzyszenia, które było oskarżone o "działania wbrew prawu i bezzasadne odbieranie zwierząt". Wyrok nie jest prawomocny.


"Prokurator szuka haków, aby postawić nam zarzuty. To pod opieką PdZ i Prokuratora zostało uśmierconych 14 szczeniąt, a nieudolność opieki weterynaryjnej sprawiła, że przy porodach dwóch suczek pękły im macice" - napisała właścicielka.


Zaznaczyła też, że "nasze »znajomości« z politykami, konkretnie Panią Poseł Profesor Krystyną Pawłowicz nie mają nic wspólnego z toczącym się postępowaniem. Pani Profesor Krystyna Pawłowicz sprawdziła tylko, czy nikt nie majstruje przy »rzekomym akcie oskarżenia«".

 

polsatnews.pl

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze