Nielegalne składowisko odpadów w Zgierzu. Miasto bezradne wobec ich właściciela

Polska

- Muchy i smród. W gorące dni to jest po prostu nie do zniesienia - opowiada jedna z mieszkanek Zgierza. Na gigantyczne już składowisko miały trafiać odpady z zagranicy, które miały być w Polsce poddane recyklingowi. Ale ponad 50 tys. ton odpadów zalega na placu. To kolejne takie składowisko w Zgierzu. Miastu na razie nie udaje się zmusić byłego już najemcy terenu do jego uprzątnięcia.

Śmieci z Europy Zachodniej, które jeszcze kilka lat temu były wywożone do Chin, teraz trafiają głównie do Polski, właśnie w okolice Zgierza. - Miasto powoli staje się śmietnikiem Europy - mówi reporterka Polsat News Ewa Żarska.

 

Najemcy terenu w zaledwie trzy tygodnie mieli zwieźć na składowisko ponad 50 tys. ton odpadów z Wielkiej Brytanii, Włoch, Niemiec i Szwecji. Miały być poddane recyklingowi, tak się jednak nie stało. Co więcej, z końcem kwietnia wygasła umowa na ich składowanie w tym miejscu. Oznacza to, że od ponad miesiąca składowisko jest nielegalne.

 

Na sąsiedztwo wysypiska narzekają zarówno mieszkańcy, jak i pracownicy okolicznych firm.

 

- Przede wszystkim muchy i smród. Przychodzą gorące dni, to jest po prostu nie do zniesienia - powiedziała Polsat News jedna z mieszkanek.

 

"Zagraża życiu i zdrowiu"

 

Mieszkańcy obawiają się zagrożenia epidemiologicznego, plagi insektów i szczurów.

 

Z zagrożenia, jakie niesie za sobą składowanie odpadów w tym miejscu zdają sobie sprawę również władze Zgierza; od kilku miesięcy informowały o tym starostwo, które wydało zgodę na funkcjonowanie składowiska.

 

- Już od zeszłego roku słaliśmy pisma do starostwa, na początku o pilne kontrole, potem o cofnięcie zgody na składowanie, ponieważ to, co się tam dzieje, według nas, zagraża życiu i zdrowiu mieszkańców - powiedział Polsat News wiceprezydent Zgierza Bohdan Bączak.

 

Zarobił miliony złotych

 

Do odpowiedzialności za składowisko nie poczuwa się jego właściciel, najemca terenu, z którym kontakt jest utrudniony. Z informacji Polsat News wynika, że za tonę śmieci, które mają zostać poddane przetworzeniu, zainkasował 200-300 zł. W ciągu trzech tygodni właściciel mógł więc zarobić co najmniej kilka milionów złotych.

 

Niestety, na razie miasto nie może wyegzekwować od niego usunięcia odpadów. Można ukarać go mandatem wynoszącym do 50 tys. zł.

 

Problem odpadów musi więc rozwiązać właściciel terenu, czyli miasto, które musi śmieci usunąć i zapłacić za rekultywację terenu. Koszty całej operacji mogą wynieść nawet do 100 mln złotych.

 

Polsat News, polsatnews.pl

dk/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze