Nawałnica zalała wieś. Strażacy mieli święto, a gmina zareagowała trzy dni później

Polska

Nawałnica przeszła nad niewielkim Osiekiem koło Brodnicy. W ciągu kilku minut woda zaczęła wdzierać się na podwórka i do domów. Ludzie mają żal do lokalnych służb i urzędników, że zostali z problemem sami. Bo w czasie ulewy miejscowa straż pożarna świętowała. W dodatku urzędnicy zareagowali na problem dopiero po weekendzie. Ich pomoc jest minimalna.

- To trwało pięć minut, nie dłużej, bo córka zdążyła wyprowadzić z podwórka jedno auto, a reszta została zalana - opowiada o wydarzeniach z piątku 11 maja Marzena Sztenderska.

 

- Straciliśmy dorobek całego życia: meble, sprzęt rtv, agd, wszystko. Dom jest do kapitalnego remontu, do zrywania są posadzki. A do dzisiaj nie dostaliśmy żadnej pomocy ze strony wójta - mówi Rafał Klufczyński.

 

"W pantoflach i garniturze nawet bym tam nie doszedł"

 

Kiedy mieszkańcy Osieka walczyli z nawałnicą, trwały obchody stulecia miejscowej straży pożarnej. Wójt także uczestniczył w uroczystościach. Ludzi ratowali strażacy z sąsiednich miejscowości.

 

- Jak przyjechałam do Osieka, to wójt był ze strażakami w hali sportowej. Zrobiło się poruszenie jak weszłam, bo pojechałam w stroju roboczym, w gumiakach. Nie dano mi dojść do głosu - wspomina Agnieszka Brach w rozmowie z reporterką "Interwencji".

 

- Ja w pantoflach i garniturze nawet bym tam nie doszedł. Może to moja wina, może powinienem pojechać do domu, przebrać się, wziąć gumowce i pojechać do państwa - tłumaczy Kazimierz Wolfram, wójt gminy Osiek.

 

Najbardziej poszkodowane są dwie rodziny z dziećmi. Jedna mieszka u swoich bliskich, druga u sąsiadów, bo jak twierdzą, władze gminy nie miały im nic do zaproponowania.

 

- Straciliśmy wszystko, mieszkamy kątem u sąsiadów, a pomocy żadnej nie otrzymaliśmy. Nikt nie przyszedł się zapytać, czy mamy wodę do picia, czy mamy coś do jedzenia, czy mamy w co ubrać dzieci - opowiada Daria Guzowska, której dom zalała woda.

 

"Powiedział, że mamy iść do Caritasu"

 

- Poszedłem w poniedziałek do biura, my nie mamy nic, nawet środków higieny, a wójt mówi: co, ja mam iść wam d.. jeszcze podcierać? Przysięgam, tak mówił - zarzeka się Rafał Klufczyński.

 

- Jak mu przedstawiałem jakieś argumenty, to zaraz nerwy i "proszę stąd wyjść", a to ja płacę podatki na tę osobę, a nie ona na mnie - dodaje inny poszkodowany Tomasz Jóźwiak.

 

A wójt tłumaczy: Ci ludzie dach nad głową mieli, nie zostali tak, że na podwórku usiedli i nie mieli gdzie mieszkać.

 

- W sobotę żadnej pomocy, w niedzielę też, w poniedziałek chodzili z gminy, ale nie od rana, tylko po południu. Byliśmy dziś u wójta, poprosiliśmy o mieszkania socjalne, to nas wyśmiał. Powiedział, że mamy iść do Caritasu - twierdzi Monika Jarząb.

 

Pierwsza pomoc tydzień po nawałnicy

 

O tym, co się stało, wójt powinien zawiadomić również sanepid. Ale tego nie zrobił. Telefony mieszkańców nic nie dały.

 

- Dzwonię do sanepidu, proszę żeby coś w tej kwestii zrobili, a oni mówią, że nie mają pieniędzy w Brodnicy. Nasze dzieci będą chciały latać po podwórkach, a my nie wiemy, czy możemy je tam puszczać, czy np. jest ten tężec, czy inne choróbska  - mówi Tomasz Jóźwiak.

 

- Otrzymaliśmy informację od Telewizji Polsat o tym i w ślad za tym podjęliśmy działania od razu. Zaleciliśmy przeprowadzenie dezynfekcji przez specjalistyczną firmę, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się drobnoustrojów chorobotwórczych - informuje Danuta Kowalkowska-Szramka, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Brodnicy.

 

Dopiero po tym jak sprawą zainteresowali się dziennikarze "Interwencji" dwie najbardziej poszkodowane rodziny dostały pierwszą pomoc finansową od gminy - stało się to po tygodniu od nawałnicy. A rodziny potrzebują dosłownie wszystkiego i z niepokojem patrzą w niebo, bo to nie pierwszy raz, kiedy Osiek został zalany.

 

Interwencja, fot. archiwum prywatne/Interwencja 

dk/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze