Śledztwo ws. neonazistów. "Tylko trzech podejrzanych wiedziało, kiedy Hitler urodził się naprawdę"

Polska
Śledztwo ws. neonazistów. "Tylko trzech podejrzanych wiedziało, kiedy Hitler urodził się naprawdę"
Polsat News

- Na siedmiu podejrzanych tylko trzech wiedziało, kiedy Hitler urodził się naprawdę - powiedziała rzeczniczka gliwickiej prokuratury Joanna Smorczewska, relacjonując, że pytani o wybór daty "uroczystości" podejrzani o wzięcie udziału w "urodzinach Hitlera", wskazywali, że "chyba" urodził się 13 maja, inni zaś mówili, że po prostu wybrali ciepły dzień.

Postępowanie w sprawie ubiegłorocznych wydarzeń, pokazanych w styczniowym reportażu telewizyjnym, prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, która dotychczas postawiła siedmiorgu uczestnikom "obchodów" zarzut propagowania nazistowskiego ustroju państwa przez zorganizowanie i przeprowadzenie 128. rocznicy urodzin przywódcy Rzeszy Niemieckiej, w trakcie której afirmowano jego rządy, prezentowano i wykorzystywano emblematy, nagrania i teksty oraz inne gesty nawiązujące do symboliki nazistowskiej.

 

W kwietniu nie w maju

 

Podczas poniedziałkowej konferencji "Totalitaryzm - geneza, fakty, przeciwdziałanie" w Wodzisławiu Śląskim prok. Smorczewska przedstawiła prokuratorską metodykę prowadzenia postępowań karnych w sprawach tzw. przestępstw z nienawiści, odnosząc ją także do czynności prowadzonych w śledztwie dotyczącym pokazanych w reportażu wydarzeń z 13 maja ub. roku - to wówczas grupa osób związanych ze stowarzyszeniem "Duma i Nowoczesność" zorganizowała obchody urodzin Hitlera, choć faktycznie urodził się on 20 kwietnia.

 

- Na siedmiu podejrzanych tylko trzech wiedziało, kiedy Hitler urodził się naprawdę - powiedziała prok. Smorczewska. - Uważając, że był to wspaniały przywódca niemieckiej Rzeszy, czcząc rocznicę jego urodzin, robią to w terminie dogodnym dla siebie, nie mając tak naprawdę pojęcia, kiedy się urodził; potrafią apoteozować jego rządy, ale kompletnie nieważna jest dla nich prawda historyczna. Skoro nawet to nie było dla nich ważne, to żadne informacje dotyczące tego, ilu zginęło ludzi i jak wyglądała II wojna światowa, również nie były dla nich ważne - zauważyła prokurator.

 

Szybkie wyparcie motywacji

 

Jak mówiła, w tego typu sprawach postępowanie dowodowe jest bardzo skomplikowane i wymaga drobiazgowego zbierania materiału dowodowego, żeby skutecznie wykazać, jaka była faktyczna motywacja podejrzanych, wypierających się propagowania nazizmu czy działania z nienawiści.

 

- Co charakterystyczne, oni bardzo szybko wypierają się tej motywacji. Nie jest tak, że którykolwiek z nich przyszedł do prokuratury, doprowadzony przez funkcjonariuszy ABW, i powiedział: tak, rzeczywiście, obchodziłem (urodziny Hitlera - PAP), bo mi się podoba, bo lubię, bo uważam że Adolf Hitler jest wspaniałym człowiekiem. Takie słowa padały w trakcie protokołu, ale oni wcale nie przyznawali się do tego, że to jest dla nich propagowanie nazizmu - mówiła prok. Smorczewska.

 

W zetknięciu z prokuratorem podejrzani często wycofują się ze swoich słów, tłumacząc, że określone działanie nakazał im "szef", lub że narzuciła je grupa ("bo myśmy tak wszyscy...") i nie miało to poważnego charakteru ("w ogóle to była tylko i wyłącznie zabawa..."). Szef stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność" Mateusz S. początkowo oświadczył w prokuraturze, że obchody miały być "rekonstrukcją historyczną". Wycofał się z tego po pytaniach prokuratora, jakie wydarzenie historyczne miało być rekonstruowane - nie są bowiem znane przekazy (np. filmowe) dotyczące obchodów urodzin Hitlera.

 

- Oni w taki sposób działają. Dlatego też na początku postępowania karnego, jaki mamy, niezwykle ważne jest pokazanie, że (sprawcy - red.) działali z motywacji, która jest związana z nienawiścią, z ich poglądami, które wcześniej, przed zdarzeniem, okazywali - wyjaśniła prokurator, wskazując, że takie informacje w tego typu postępowaniach śledczy uzyskują najczęściej, przesłuchując np. znajomych osób podejrzanych czy analizując wcześniejszą aktywność sprawców w portalach społecznościowych.

 

Dwa małżeństwa

 

Prok. Smorczewska zdradziła, że wśród siedmiorga podejrzanych w tej sprawie są dwa małżeństwa. - Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, są osobami, które nie tylko działają w stowarzyszeniu (...), ale też wzięli udział w obchodach rocznicy urodzin Adolfa Hitlera; oni rodzinnie uważają, że ten rodzaj totalitaryzmu to coś wspaniałego, coś, co należy apoteozować i uważać za coś niezwykłego - mówiła rzeczniczka gliwickiej prokuratury.

 

Jej zdaniem, na przykładzie sprawy z Wodzisławia Śląskiego można zobaczyć mechanizm tego typu działań, które, zrodzone w sferze prywatnej, wychodzą na zewnątrz. "To nie jest tak, że ktoś sobie w domu powiesił taką czy inną flagę, chodzi w mundurze, fascynuje go Adolf Hitler. Ci ludzie są bardzo blisko nas (...), oni naprawdę tak myślą, naprawdę są zafascynowani Hitlerem, wyprawili mu rocznicę urodzin, mieli tort - to wszystko rzeczywiście się dzieje, i dzieje się na naszych oczach" - powiedziała Smorczewska.

 

Prokurator przyznała, że tego typu postępowaniach problemy może rodzić ocena, czy doszło do publicznego propagowania nazizmu - w tym przypadku, choć obchody zorganizowano w lesie, prokuratura nie ma wątpliwości, że było to miejsce publiczne.

 

- Funkcjonariusze ABW, policji, którzy w pierwszych dniach zabezpieczali teren zdarzenia, wspaniale pokazali: teren lasu w Wodzisławiu jest lasem, ale lasem, do którego ma dostęp nieograniczona ilość osób. Mamy oględziny, z których wynika, że ludzie tam chodzą na spacer (...), że flagi, zapalone świece czy symbole były widoczne z daleka, z ponad 100 metrów; niedaleko jest również restauracja - argumentowała rzeczniczka.

 

"Żeby w ogóle coś zrobić"

 

Według Smorczewskiej, nawet gdy w innych podobnych sprawach trudno jest udowodnić, że miejsce ma charakter publiczny, także wtedy prokuratura nie może pozostać bierna. "Niezwykle ważne jest to, żeby w ogóle coś robić; żeby nie patrzeć na to tak, że skoro to był las albo prywatny dom, to nie róbmy nic, bo to nie jest szkodliwe - to zawsze jest szkodliwe i zawsze wyjdzie dalej" - oceniła.

 

- Jeżeli zareagujemy odpowiednio wcześnie, to mamy dużo więcej szans na to, że sprawcy - wyśmiani, skazani - albo zaprzestaną swojej działalności, albo w pewien sposób przyjdzie do nich refleksja - dodała prokurator, przypominając, że bardzo często "zło rodzi się po cichu", w zamkniętych i hermetycznych grupach. Stąd w poszukiwaniu dowodów, oprócz przesłuchań świadków, śledczy przeglądają też komputery i telefony podejrzanych czy przeszukują ich mieszkania - tak było również w sprawie z Wodzisławia Śląskiego.

 

Jak mówiła rzeczniczka prokuratury, podejrzani w tego typu sprawach najczęściej są przekonani o swojej bezkarności; twierdzą, że nie uczynili czegoś publicznie, albo że mają prawo do swoich poglądów i ich wypowiadania; nie mają świadomości, że nie mają prawa ani do gloryfikowania ustroju totalitarnego, ani do tego, by z nienawiścią zwracać się do jakiejkolwiek grupy społecznej. Prok. Smorczewska zaapelował, by nie bagatelizować podobnych spraw.

 

- Sprawcy (z Wodzisławia Śląskiego - red.) to ludzie, którzy normalnie funkcjonują społecznie - mają rodziny, mają dzieci, mają pracę, żony uczestniczą w ich działalności; oni mają jakichś sąsiadów, wywodzą się z jakiegoś środowiska. Myślę, że wszyscy powinniśmy jak najbardziej i jak najszybciej reagować; prokuratura również swoje na sumieniu w tym zakresie ma - czasem brak reakcji, czasem reakcję spowolnioną - przyznała prokurator.

 

"Może przekształcić się w coś gorszego"

 

"Myślę, że sprawa wodzisławska wszystkich nas nauczyła jednego: że to zło, które gdzieś się urodziło, później przybiera taką postać, jaka miała miejsce w reportażu - a to może przekształcić się w coś jeszcze dużo gorszego" - podsumowała rzeczniczka gliwickiej prokuratury.

 

W styczniu "Superwizjer" TVN24 ujawnił wyniki dziennikarskiego śledztwa, dotyczącego działalności niektórych polskich środowisk narodowych, m.in. stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność". Na nagraniach z ukrytej kamery widać m.in. obchody 128. urodzin Adolfa Hitlera zorganizowane w 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego.

 

Materiał pokazuje m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i "ołtarzyk" ku czci Adolfa Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką, drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku zostaje podpalona. Widać też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu, wznoszenie toastów "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" i częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy.

 

PAP

bas/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze