Sąd o zarzutach za protesty na miesięcznicach: obywatele mają prawo kontrmanifestować i krzyczeć

Polska
Sąd o zarzutach za protesty na miesięcznicach: obywatele mają prawo kontrmanifestować i krzyczeć
Polsat News/ Zdj. archiwalne

"W demokratycznym państwie musi być miejsce dla kontrmanifestacji (…) Swoboda brania w nich udziału nie może być ograniczana, nawet jeśli są na nich prowokacyjne i nieprzyjemne hasła" - powiedział w uzasadnieniu sędzia, który uniewinnił dwóch działaczy ruchu Obywatele Solidarnie w Akcji, obwinionych o zakłócenie rocznicy katastrofy smoleńskiej. Mężczyźni krzyczeli w stronę Kaczyńskiego "kłamca!".

W środę Sąd Rejonowy dla Warszawy wydał wyrok ws. Arkadiusza Szczurka i Macieja Bajkowskiego z ruchu Obywatele Solidarnie w Akcji.

 

Kaczyński się odwrócił. Policja chciała kary


Policja chciała ukarania ich grzywną w wysokości 500 zł, za to, że podczas "uroczystości związanej z upamiętnieniem ofiar katastrofy smoleńskiej" 10 kwietnia 2017 r. "wznosili okrzyki przez megafon, czym wzbudzili zainteresowanie uczestników uroczystości, przez co zakłócili jej przebieg".


Zdaniem policji, popełnili w ten sposób wykroczenie opisane z artykule 51 paragraf 1 kodeksu wykroczeń.

 

Mówi on, że: "Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny".

 

"Będziesz siedział"


Kontrmanifestacja odbyła się na skwerze przy pomniku Bolesława Prusa, obok hotelu Bristol, bo teren przy Pałacu Prezydenckim, gdzie m.in. Obywatele RP organizowali wcześniejsze kontrmanifestacje, policja odgrodziła barierkami. Wstęp na zorganizowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego obchody siódmej rocznicy katastrofy smoleńskiej, miały tylko te osoby, które miały przepustki.


Obaj mężczyźni przyznali się, że podczas kontrmanifestacji, gdy zaczął przemawiać Jarosław Kaczyński, na zmianę krzyczeli przez megafon "kłamca!", "kłamca!" i "będziesz siedział!".


Nie przyznali się jednak do złamania przepisów. Przekonywali, że mieli prawo wyrazić swoje zdanie o prezesie PiS, "który na katastrofie smoleńskiej i związanych z nią teoriach spiskowych zbija polityczny kapitał". Jak argumentowali, używali nagłośnienia, "aby prawda do niego dotarła".

 

"To nie było zakłócanie porządku publicznego"


Sędzia Łukasz Biliński uniewinnił Arkadiusza Szczurka i Macieja Bajkowskiego od zarzutu popełnienia wykroczenia.


Mężczyźni brali udział w legalnym (zarejestrowanym w ratuszu) i pokojowym zgromadzeniu, zorganizowanym "w celu wyrażenia stanowisk, poglądów odmiennych od tych na państwowej uroczystości" - argumentował przewodniczący składu sędziowskiego.

 

- Okrzykami wyrażali swoje opinie. Używali nagłośnienia, które jest elementem większości zgromadzeń. To nie było zakłócanie porządku publicznego - wyjaśnił sędzia.


Sędzia podkreślił także, że zachowanie mężczyzn, nie było zakłóceniem innego legalnego zgromadzenia, czyli rocznicy katastrofy smoleńskiej. Powołał się przy tym na art. 54 Konstytucji i art. 10 i 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które gwarantują wolność słowa, prawo do wyrażania swoich opinii oraz poglądów i wolność zgromadzeń.


- W demokratycznym państwie musi być też miejsce dla kontrmanifestacji. By obywatele mogli się krytycznie odnieść do innych, manifestowanych publicznie poglądów - zaznaczył sędzia Biliński.

 

"Musi być przestrzeń do dyskusji, spierania się"


- Prawo do zgromadzeń zakłada również prawo do organizacji kontrmanifestacji. Nie jest naganne, że obok siebie są dwa odmienne zgromadzenia. A swoboda brania w nich udziału nie może być ograniczana, nawet jeśli są na nich prowokacyjne i nieprzyjemne hasła. Jeśli są one pokojowe to [władza - red.] nie ma podstaw do ingerencji. W demokratycznym państwie musi być przestrzeń do dyskusji, spierania się - dodał.


Jak wyjaśnił sąd, działacze OSA celowo chcieli wzbudzić zainteresowanie, żeby zamanifestować swoje niezadowolenie z tego, co mówi prezes PiS.

 

- Ale nie byli wulgarni, nie nawoływali do przemocy, nie zakłócili modlitw - podkreślił.


Zwrócił także uwagę, że używanie nagłośnienia jest "zrozumiałe", ponieważ sprzętu nagłaśniającego używają także uczestnicy obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej.

 

"Przypomniały mi się czasy w PRL-u"


Zgodnie z ustawą o zgromadzeniach, zgromadzenia publiczne odbywają się na otwartej przestrzeni i są ogólnodostępne. Obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej w kwietniu 2017 roku były ogrodzone barierkami, a wstęp miały tylko osoby z przepustkami.


Według sądu, Bajkowski i Szczurek nie mogli więc naruszyć artykułu 52 Kodeksu Wykroczeń, który mówi o zakłócaniu zgromadzeń, bo miesięcznica w kwietniu 2017 roku nie była w ogóle zgromadzeniem publicznym.


Wyrok nie jest prawomocny. Policja może złożyć apelację.


- Prawie się popłakałem, bo przypomniały mi się czasy w PRL-u, gdy broniłem w podobnych sprawach - powiedział w rozmowie z serwisem OKO.press adwokat Krzysztof Stępiński.

 

polsatnews.pl

 

prz/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze