Kontrkandydatka Krasnodębskiego na stanowisko po Czarneckim wycofała swoją kandydaturę

Świat
Kontrkandydatka Krasnodębskiego na stanowisko po Czarneckim wycofała swoją kandydaturę
flickr/euranet_plus

Belgijska europosłanka Europejskich Konserwatystów i Reformatorów Helga Stevens, która była jedyną kontrkandydatką europosła PiS Zdzisława Krasnodębskiego w staraniach o nominację grupy na stanowisko wiceszefa PE, wycofała swoją kandydaturę. O wycofaniu się Stevens poinformował na Twitterze sam europoseł Krasnodębski.

- Helga Stevens zgłosiła swoją kandydaturę, zanim ogłoszono moją. Nie chciała po prostu narażać się na porażkę w głosowaniu. To jest zrozumiała postawa. Należy więc założyć, że będę jedynym kandydatem EKR-u. Oczekujemy, że inne grupy polityczne będą głosowały zgodnie z niepisanymi zasadami PE i własnymi deklaracjami, głosując na kandydata EKR, czyli na mnie - powiedział Krasnodębski w poniedziałek.

 

 

We wtorek Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy będą decydować, kto otrzyma nominację grupy do stanowiska wiceprzewodniczącego PE w związku z tym, że w styczniu został odwołany europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

 

Głosowanie w sprawie nowego wiceprzewodniczącego odbędzie się w PE w czwartek.

 

 

"To przekroczenie czerwonej linii" 

 

Liderzy największych grup politycznych jeszcze przed głosowaniem w sprawie odwołania Czarneckiego zadeklarowali poparcie dla kandydata, którego wystawi grupa EKR.

 

W pierwszej połowie stycznia przewodniczący czterech frakcji w PE (chadeków, socjalistów, liberałów i Zielonych) napisali list do szefa PE Antonio Tajaniego, domagając się odwołania Czarneckiego w związku w tym, że porównał on eurodeputowaną PO Różę Thun do szmalcownika. Była to reakcja na jej wystąpienie w krytycznym wobec działań polskich władz reportażu francusko-niemieckiej telewizji Arte. Liderzy większości frakcji w PE uznali to za "przekroczenie czerwonej linii" i zawnioskowali o dymisję.

 

"Rozważa podważenie trybu głosowania"

 

Sam europoseł PiS nie wyklucza, że odwoła się od decyzji o pozbawieniu go funkcji wiceprzewodniczącego, bo - jak powiedział korespondentce Polsat News w Brukseli Dorocie Bawołek  - "radzą mu to profesorowie prawa międzynarodowego i uznani prawnicy". Sugeruje, że "rozważa podważenie trybu głosowania"
 
- W artykule regulaminu Parlamentu Europejskiego, który wykorzystano do odwołania Czarneckiego, nie ma mowy o możliwości podważenia tej decyzji - przekonuje jeden z urzędników PE.
 
Głosowanie ws. Czarneckiego 7 lutego na sesji plenarnej PE w Strasburgu było tajne. Do odwołania potrzebna była większość 2/3 głosów. Za odwołaniem głosowało 447 europosłów, przeciw - 196, a 30 wstrzymało się od głosu. 
 
O "naciągnięciu regulaminu" mówił szef delegacji PiS w PE Ryszard Legutko, argumentując, że nie wzięto pod uwagę głosów wstrzymujących się. Według niego, gdyby je policzono Czarnecki utrzymałby stanowisko. Ale pytany tuż po głosowaniu, czy politycy PiS odwołają się od decyzji europarlamentu, Legutko zapewnił, że nie ponieważ  "nie ma żadnego ciała, do którego można by się odwołać".
 
PAP, polsatnews.pl
zdr/Dorota Bawołek/dro

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze