"Polowanie" na wnyki w woj. wielkopolskim. Łowczy znaleźli siedem pułapek

Polska

Niezwykłe "polowanie" w lasach pod Grodziskiem Wielkopolskim. Kilkudziesięciu łowczych wyruszyło nie po to, by strzelać do zwierząt, ale by usunąć zastawione na nie wnyki i schwytać kłusowników.

Jest godz. 10 rano, na termometrze -15 stopni Celsjusza. Łowczy wyruszyli do lasu w poszukiwaniu zastawionych wnyków. Mają do przejścia 200 hektarów.

 

Po piętnastu minutach myśliwi znaleźli pierwszy z siedmiu wnyków, a tuż obok wyłożoną przez kłusownika karmę.

 

- Pomaga sobie wykładając tę karmę, nęcąc tę zwierzynę. Zwierzyna wiedziona głodem tą ścieżką podąża i czeka ją coś niemiłego - powiedział jeden z łowczych Romuald Dziechciarek.

 

 

"To są męczarnie"

 

Zwierzęta mają szczęście, gdy pętla zaciśnie się na szyi. Wtedy giną szybko.

 

- Ale jak się za badyl złapie, to są obłamane kości, pourywane kończyny, to są męczarnie, tego się nie da zrozumieć, tego się nie da wytłumaczyć - wyjaśnił Marcin Dziechciarek, leśniczy.

 

Dwóch zatrzymanych

 

W Wielkopolsce do tej pory nie było tradycji kłusownictwa.

 

- Przez 50 lat nie mieliśmy problemu z kłusownictwem, przynajmniej przy pomocy wnyków,  i od dwóch lat obserwujemy nasilenie się tego zjawiska - powiedział Jerzy Wachowiak z Polskiego Związku Łowieckiego.

 

Tej zimy w Wielkopolsce udało się złapać tylko dwóch kłusowników. To obywatele zza wschodniej granicy, którzy przyjechali tu za pracą.

 

Polsat News, polsatnews.pl

mr/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze