Czarnecki o głosowaniu ws. senatora Koguta: prezes oczekiwał, że PiS będzie jak żona Cezara - poza wszelkimi podejrzeniami

Polska

- Myślę, że pan prezes miał rację, oczekując, że Prawo i Sprawiedliwość będzie jak żona Cezara - poza wszelkimi podejrzeniami. Mogło zadziałać to, że senator Kogut jest lubiany. Zadziałała pewna solidarność korporacyjna - powiedział w "Gościu Wydarzeń" Ryszard Czarnecki. Dodał, że głosowanie w Senacie nie zaszkodzi wizerunkowi PiS, ponieważ "każdy zapamięta, jaka była wola prezesa".

Senat nie zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie senatora Stanisława Koguta, o co wnioskowała do izby prokuratura. Śledczy chcą postawić Kogutowi kilka zarzutów dotyczących łapownictwa. Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas czwartkowego posiedzenia senackiego klubu Prawa i Sprawiedliwości, rekomendował poparcie wniosku prokuratury.

 

"Wola prezesa była jednoznaczna"

 

Gość Beaty Lubeckiej, odnosząc się do sprawy, wysnuł przypuszczenie, że za utrzymaniem immunitetu mogli głosować również senatorowie PO, bo "za jakiś czas w podobnej sytuacji mogą być już nie tylko senatorowie z PiS".

 

Dodał, że podoba mu się inicjatywa marszałka Stanisława Karczewskiego, który zapowiedział, że będzie dążył do takich zmian, aby w przyszłości tego typu głosowania były "jawne i transparentne". - Każdy biorący udział w głosowaniu powinien wziąć odpowiedzialność personalną za głos, który oddaje. Powinno być to jasne i jawne dla opinii publicznej - powiedział Czarnecki.

 

Dodał, że wyborcy zapamiętają, "czego chciał" od parlamentarzystów Jarosław Kaczyński. - Prezes wielokrotnie podkreślał, że w naszej formacji nie ma miejsca na tego typu odruchy solidarności koleżeńskiej - mówił europoseł. Na pytanie, czy dzisiejsze głosowanie było wizerunkowym "strzałem w stopę", odpowiedział, że "nikt nie będzie miał pretensji do »Naczelnika«, bo jego wola była jednoznaczna".

 

"To nie będzie »tercet egzotyczny«"

 

- To będą różne spotkania, nie żaden "tercet egzotyczny", tylko dwa oddzielne spotkania przewodniczącego Tajaniego ze mną, a później z panią europoseł z PO (Różą Thun - red.). To na pewno będzie bardzo ciekawa rozmowa - powiedział Czarnecki o planowanej rozmowie z szefem PE ws. jego odwołania z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego.

 

Powodem przedłożenia takiego wniosku na sesji europarlamentu jest wypowiedź Ryszarda Czarneckiego dla portalu niezalezna.pl, w której nazwał Różę Thun "donosicielką na własny kraj". - Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek - powiedział w wywiadzie. Wypowiedź ta później została opublikowana również na jego blogu.

 

- Nie widzę powodu, dla którego miałbym przepraszać. Jako historyk tylko porównywałem pewne negatywne postawy w polskiej historii. Takim negatywnym zjawiskiem, nie porównując tego bezpośrednio, jest mechanizm zwracania się do obcych, aby załatwić nasze polskie sprawy, jest absolutnie niedopuszczalne - tłumaczył Czarnecki. 

 

"Podwójne standardy"

 

- Przewodniczący Tajani uznał słowa Verhofstadta, który powiedział, że w Marszu Niepodległości maszerowało 60 tys. faszystów, za wolność słowa. To są podwójne standardy. Tutaj Ryszard Czarnecki, na którym zaraz będzie egzekucja, a Verhofstadt proszę bardzo - wolność słowa. Chyba ta zasada powinna dotyczyć wszystkich - komentował w programie Czarnecki. 

 

Dodał, że słowa o "maszerujących faszystach" padły w Parlamencie Europejskim. - Do tej pory było tak, że karano europosłów za słowa wypowiedziane na terenie PE. 

 

 

polsatnews.pl

 

nro/grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze