"Skończyła się cierpliwość do tego, co wyprawia PiS" i "Komisja przekroczyła swoje uprawnienia". Komentarze po decyzji KE

Polska

- W UE skończyła się cierpliwość do tego, co wyprawia PiS. Rząd nie był w stanie przekonująco tłumaczyć swoich racji - powiedział w środę Rafał Trzaskowski (PO), odnosząc się do decyzji KE o uruchomieniu wobec Polski art. 7.1 traktatu unijnego. Zdaniem europosła PiS Ryszarda Legutki, decyzja KE to "kolejny pokaz arogancji KE wobec Polski".

- Rząd jest dziś na marginesie integracji europejskiej - powiedział w środę Rafał Trzaskowski (PO), były wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich w rządzie PO-PSL.


Ocenił, że PiS wciąż może wycofać się z decyzji, które - jego zdaniem - "naruszają niezależność sądownictwa". W przeciwnym razie - dodał - rząd mogą spotkać "bardzo srogie konsekwencje". - Przede wszystkim ewentualność odebrania głosu - dodał.


- Niestety zmiana premiera na Mateusza Morawieckiego, który miał lepiej tłumaczyć polskie racje, na nic się nie zdała, ponieważ Komisja Europejska podejmuje decyzje w oparciu o czyny, a nie o to, jak wygląda premier i czy mówi w języku angielskim - powiedział polityk PO. Stwierdził też, że nowy szef rządu nie zapowiedział zmiany dotychczasowej polityki Prawa i Sprawiedliwości.

 

Trzaskowski: PO jest przeciwna nałożeniu na Polskę sankcji


Polityk PO zapytany został o słowa rzeczniczki PiS Beaty Mazurek, która wcześniej w środę napisała na Twitterze, że uruchomienie art. 7.1 wobec Polski, to "osiągnięcie i odpowiedzialność" Platformy Obywatelskiej. - Donoszenie na własny kraj niestety przyniosło skutek - dodała.

- Jeżeli PiS chce taką narrację narzucić, że oto Platforma Obywatelska jest wszechmocna, wszystko w UE może, przekonuje do swoich racji wszystkie rządy, instytucje, a PiS nie jest w stanie przekonywać do swoich racji absolutnie nikogo, no to gratuluję tego typu narracji - powiedział Trzaskowski.


Jak mówił, rządy państw członkowskich UE oraz instytucje Wspólnoty mają dostęp do informacji o sytuacji w Polsce i związku z tym - jak przekonywał - "nie muszą się nikogo radzić; niczyje pośrednictwo nie jest potrzebne".


Polityk PO nawiązał też do wcześniejszego powrotu premiera Morawieckiego z ubiegłotygodniowego szczytu UE. - Premier wystąpił przed polskimi kamerami, a potem, w trakcie szczytu zniknął i nie miał czasu, żeby przeprowadzić dogłębne rozmowy z kimkolwiek - powiedział. - Tutaj konieczne są rozmowy, przekonywanie partnerów, a co najważniejsze - gotowość do zmiany decyzji, której nie widać - dodał.


Trzaskowski wyraził nadzieję, że Polacy "nie dadzą się nabrać" na "tłumaczenia PiS-u, że za to co się stało, winę ponosi PO i UE". Jego zdaniem, głównym winnym uruchomienia wobec Polski art.7.1 jest rząd Prawa i Sprawiedliwości.


Ocenił, że jedną z konsekwencji decyzji KE, oprócz odebrania Polsce prawa głosu, może też być zmniejszenie ilości środków płynących obecnie z unijnego budżetu do polskich rolników, przedsiębiorców czy samorządów. - Ktoś, kto łamie podstawowe zasady UE, nie może liczyć na to, że UE solidarnie będzie podchodzić do jego najważniejszych potrzeb.


Podkreślił ponadto, że Platforma Obywatelska jest przeciwna nałożeniu na Polskę sankcji, ponieważ - jak mówił - uderzą one w obywateli.

 

Kosiniak-Kamysz: nie wolno obarczać Polaków za nieudolne rządy PiS


- Polska znalazła się w niewątpliwym kryzysie; polska pozycja na arenie międzynarodowej nie była tak słaba od prawie 30 lat - mówił szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz na konferencji prasowej w Sejmie. Dodał, że "100 proc. odpowiedzialności za to ponosi Prawo i Sprawiedliwość, prowadząc nieudolną politykę, która zdradziła polski interes narodowy i stoi w sprzeczności z polską racją stanu".


Polityk zaznaczył, że "trzeba cały czas przypominać w Brukseli, że Polska to nie PiS i że nie wolno karać Polski i Polaków za grzechy PiS-u". Jego zdaniem "najlepszym sygnałem dla Europy, płynącym od naszych rodaków, są najbliższe wybory samorządowe". - Jasno trzeba postawić na partie, które są proeuropejskie i które chcą być w Europie - podkreślił, deklarując jednocześnie, że taką właśnie partią jest Polskie Stronnictwo Ludowe. - Nie wolno obarczać rodaków za nieudolne rządy PiS - dodał lider PSL.


- Chcemy jak najwyższych dopłat dla polskich przedsiębiorców i rolników, pieniędzy na politykę spójności i jak najwięcej obecności dobrej UE w Polsce oraz naszej obecności w UE. Ten sygnał musi popłynąć wyraźnie z wyborów samorządowych - oświadczył szef PSL. - Nie wolno obarczać rodaków za nieudolne rządy PiS - dodał.


Kosiniak-Kamysz zaapelował też do innych partii opozycyjnych, "żeby w żaden sposób nie wykorzystywały politycznie tego kryzysu". - Przenoszenie naszych spraw na brukselskie podwórko nigdy dobrze nie służy; zawsze mówiliśmy, że nasze sprawy trzeba rozwiązywać w Polsce i będziemy do tego dążyć - oświadczył.

 

Błaszczak: my postępujmy zgodnie z prawem 

 

W opinii Mariusza Błaszczaka, szefa MSWiA, Komisja Europejska "przekroczyła swoje uprawnienia". "My postępujmy zgodnie z prawem (...) polegającym na tym, że w wyborach został wyłoniony parlament, parlament wyłonił rząd, a rząd ma prawo do tego żeby w tych sprawach decydować" - podkreślił Błaszczak.


Jak dodał, kierowane względem Polski zarzuty są bezpodstawne, co widać przy porównaniu zaproponowanych przez prezydenta i uchwalonych przez parlament rozwiązań z rozwiązaniami funkcjonującymi w innych europejskich krajach.


- Porównajmy system sądownictwa, który został uchwalony przez parlament i teraz czeka na podpis prezydenta z systemem na przykład niemieckim. W Niemczech KRS jest upolityczniony; jest wybierany przez parlament federalny i parlamenty landowe. W Hiszpanii system wymiaru sprawiedliwości jest bardzo podobny do tego, jaki został zaproponowany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jeżeli byśmy myśleli kategoriami Timmermansa, to możemy powiedzieć, że w Niemczech jest bardziej upolityczniony system wymiaru sprawiedliwości, a istnieje i funkcjonuje. Nie słyszałem, by KE wnosiła jakiekolwiek skargi wobec Hiszpanii czy Niemiec - powiedział.


Według Błaszczaka, "wszystko zaczęło się od działań środowisk opozycyjnych". - Totalna opozycja, która walczy z rządem przez ulicę, okazało się to nieskuteczne, teraz walczy przez zagranicę - ale to też okaże się nieskuteczne. Polska jest krajem niepodległym, suwerennym i decyduje o swojej przyszłości. Wymiar sprawiedliwości musiał być zmieniony, takie było oczekiwanie milionów Polaków, którzy głosowali w 2015 roku zarówno w wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę, jak i parlamentarnych, na Prawo i Sprawiedliwość - podkreślił.


Przypomniał, że PiS szedł do wyborów m.in. z programem głębokich zmian w wymiarze sprawiedliwości. - PiS jest konsekwentne, dotrzymuje zobowiązań, w związku z tym reforma sądownictwa właśnie została przeprowadzona - dodał.

 

Kozłowski: PiS uprawia w Sejmie legislację walcową


Zdaniem Jerzego Kozłowskiego z Kukiz'15 odpowiedzialność za uruchomienie art. 7 leży zarówno po stronie PO i Nowoczesnej, jak i PiS. W opinii posła Kukiz'15, PO i Nowoczesna "zaangażowały KE w wewnętrzne sprawy Polski", PiS z kolei - jak mówił - "uprawia w Sejmie legislację walcową".  - Idziemy jak walec, uchwalamy wszystko, nie patrzymy na podpowiedzi różnych stron, m.in. nasze poprawki są odrzucane dlatego, że składa to Kukiz'15 - dodał.


- Mamy bezrefleksyjną legislację i dajemy tym samym paliwo Komisji Europejskiej, która jako ciało wewnętrzne (...) nie wiedząc, o co dokładnie chodzi w reformie sądownictwa, wchodzi w tę reformę, nie znając polskiej specyfiki - mówił. - Jeśli przeegzaminowalibyśmy pana Timmermansa, co wie o polskiej reformie sądownictwa, myślę, że ten egzamin by oblał - dodał.


Zdaniem Kozłowskiego Polska powinna zmienić swoją legislację. - Negatywnie oceniam prace Sejmu. Zastanawiam się, czy Sejm jest w ogóle potrzebny, ponieważ każdy projekt przygotowany przez rząd jest bezrefleksyjnie uchwalany w Sejmie - ocenił. - Niech PiS ogarnie jakaś refleksja. Jest nowy premier, mam nadzieję, że będzie on miał lepsze relacje z UE (...). Ten konflikt jest nam niepotrzebny - stwierdził.


W ocenie posła Kukiz'15 także PO i Nowoczesna powinny "przestać inspirować ciała zewnętrzne do tego, by te wtrącały się w wewnętrzne sprawy Polski".

 

Gasiuk-Pihowicz: narzędzia leżą w rękach prezydenta Dudy

 

- Nie byłoby uruchomienia art. 7, nie byłoby groźby sankcji finansowych dla Polski gdyby nie łamanie konstytucji, umów międzynarodowych oraz traktatów przez obecny rząd. Całą winę za obecną sytuację ponoszą politycy PiS-u. To właśnie z winy PiS-u znaleźliśmy się dzisiaj na europejskim aucie i to co się dzieje, jest wyłącznie konsekwencją ich działań. Niestety rząd PiS po raz kolejny przyniósł Polsce wstyd i straty na arenie międzynarodowej - powiedziała w środę Gasiuk-Pihowicz na konferencji w Sejmie.


Jak dodała, wszyscy Polacy zapłacą rachunek za błędy polityków PiS. - To wszyscy obywatele będą płacić podatki i właśnie z własnej kieszenie będą musieli zapłacić za to, że PiS zamiast reformować, usprawniać działanie polskiego wymiaru sprawiedliwości postanowił po prostu wywrócić go do góry nogami, upartyjnić i naruszyć w ten sposób wartości traktatowe. (...) Musimy wszyscy mieć świadomość tego, że jeżeli PiS-owski rząd nie zakończy tej bezsensownej wojny z instytucjami unijnymi, z KE, to wszyscy Polacy stracą konkretne pieniądze - podkreśliła.


Posłanka Nowoczesnej zaznaczyła, że narzędzia do zatrzymania procedury art.7 unijnego traktatu leżą "w rękach prezydenta Andrzeja Dudy". - W rękach PiS-owskiej większości są wszystkie narzędzia do tego, żeby zatrzymać możliwość nałożenia na Polskę kar finansowych poprzez zmianę ustawy o ustroju sądów powszechnych, poprzez ograniczenie kompetencji ministra sprawiedliwości do decydowania o tym kto właściwie może być w Polsce sędzią po ukończeniu określonego wieku - powiedziała.


- Działania polityków PiS-u, działania rządu PiS-u są sprzeczne z interesami Polaków - zakończyła Gasiuk-Pihowicz.

Poręba: na celu KE zdestabilizowanie sytuacji w kraju

 

- Jest to kolejna, polityczna decyzja Komisji, mająca na celu zdestabilizowanie sytuacji w naszym kraju. Jest to decyzja niepodyktowana troską o Polskę, o prawo i praworządność, ale o to, żeby lewicowo-liberalna Komisja nadal wspierała totalną opozycje w naszym kraju, która aktywnie zabiega od miesięcy o pomoc z zagranicy- powiedział europoseł PiS Tomasz Poręba. Jak ocenił, "powinniśmy zachować spokój".


Poręba zaznaczył, że "na razie sprawa trafia na Radę Ministrów ds. Europejskich, gdzie propozycja KE musi zyskać poparcie 22 krajów". - Potem ewentualny, kolejny krok, to przekazanie sprawy na posiedzenie Rady UE, czyli szefów rządów UE, gdzie będzie wymagana jednomyślność. Jestem pewien, że w finalnym efekcie dojdzie do kompromitacji Komisji Europejskiej, której postulaty nie będą miały aprobaty wszystkich szefów rządów, jako czysto polityczne i nie mające wiele wspólnego z tym co dzieje się w Polsce - mówił Poręba.

 

Na Twitterze Poręba nazwał Fransa Timmermansa lewicowym aparatczykiem. "Lewicowy aparatczyk wskazany do KE przez Holandię żąda i grozi wybranemu demokratycznie rządowi. Soviet Union w pełnej krasie" - napisał eurodeputowany PiS.  

Trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji


Komisja Europejska zdecydowała w środę o uruchomieniu art.7.1 traktatu unijnego wobec Polski. Wiceszef Komisji Frans Timmermans, który poinformował o tej decyzji, podkreślił, że KE daje Polsce trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji.


Art. 7.1 unijnego traktatu mówi, że na uzasadniony wniosek jednej trzeciej państw członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada UE (składająca się z przedstawicieli wszystkich państw członkowskich) większością czterech piątych, po uzyskaniu zgody PE, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych.


PAP, polsatnews.pl

grz/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze