Kłopoty kobiety porwanej do Niemiec. Nie dostała chronionego lokalu

Polska

Ma matkę, więc nie potrzebuje pomocy, orzekli urzędnicy, odmawiając lokalu chronionego mieszkance Słubic uwolnionej po tym, jak dwa tygodnie temu, były partner ją porwał i wywiózł do Niemiec. Dziesięć dni po porwaniu kobieta boi się jeszcze bardziej, bo porywacz jest na wolności. Wypuścił go niemiecki sąd.

- On powiedział, albo będziesz ze mną, albo cię zabiję, dlatego ja bardzo się boję - powiedziała Maria Niedźwiecka reporterowi Polsat News.   

 

Dziesięć dni po porwaniu Maria Niedźwiecka boi się jeszcze bardziej, bo porywacz jest na wolności.

 

Strach przed przechodniami

 

- Kiedy widzę, że nie ma tu nikogo, to jestem niespokojna, nie wiem, co zrobić, bardzo się boję - powiedziała kobieta.

 

Z centrum Słubic w środku dnia dnia porwał ją były partner. Wrzucił do bagażnika i wywiózł 450 kilometrów, w głąb Niemiec. Tam uwolnili ją policjanci. Sąd niemiecki za kaucją wypuścił porywacza na wolność. 

 

- Dla nas teraz każdy na ulicy jest podejrzany - powiedziała matka porwanej.

 

Matka kobiety, twierdzi, że jeszcze przed porwaniem prosiła urzędników o tzw. lokal chroniony dla córki, mieszkanie dla ofiar przemocy domowej.

 

- Nie dostanie córka, ani lokalu chronionego, ani socjalnego, bo ma mnie - powiedziała matka.

 

- W momencie, kiedy ona ma tu rodzinę, świadomie pojawiła się tu na miejscu, nie ma możliwości skorzystania z takiego lokalu - wyjasnił Tomasz Ciszewicz, burmistrz Słubic.

 

Tylko "zasięgała informacji"

 

Urzędnicy twierdzą, że kobieta nie prosiła o pomoc.

 

- Wiem, że ta pani zasięgała informacji, kto może skorzystać z lokalu chronionego i taką informację otrzymała, znam to z relacji pracowników - powiedziała reporterowi Polsat News Alina Baldys, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Słubicach.

 

- Myślę, że to jest typowe pozbycie się problemu, klasyczna spychologia urzędnicza, która odsuwa problem  - powiedział Mariusz Dubadzki z komisji mieszkaniowej w Słubicach, który jest oburzony tą historią.

 

- Trzy miesiące, sześć miesięcy można tu mieszkać, a w tym budynku mieszkają ludzie po rok i więcej, pani Marii powinno się pomóc - powiedział Dubadzki.

 

Według urzędników kobieta w lokalu chronionym byłaby zagrożeniem dla innych i proponują dom samotnej matki połozony sto kilometrów od Słubic.

 

- Jak możemy zabezpieczyć pozostałe osoby, kiedy  ta pani świadomie związała się z taką osobą, która jest gotowa do przestępstwa - pyta Tomasz Ciszewicz, burmistrz Słubic.

 

Muszą opuścić wynajmowany lokal

 

Kobieta i jej matka muszą opuścić wynajmowane mieszkanie. 

 

- 10 grudnia nie mam gdzie iść. Wezmę dziecko i pójdę na ulice i O.K., to oni będą się wstydzili, a ja próbowałam uzyskać pomoc i oni mi jej nie udzielili. I próbują mi wmówić, że czegoś takiego nie było - powiedziała Anna Niedźwiecka.

 

Polsat News

hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze