"Instytut filmowców - nie polityków". Manifestacja przed siedzibą Instytutu Filmowego

Polska

W poniedziałek Rada Programowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej ma zaopiniować pismo ministra kultury Piotra Glińskiego w sprawie odwołania ze stanowiska w środku kadencji dyrektorki Instytutu Magdaleny Sroki. "Niestety los PISF jest zagrożony" - alarmuje grupa Kobiety Filmowcy, która organizuje manifestację przed siedzibą PISF, by udzielić "wsparcia dla Rady, Instytutu i Polskiego Kina".

Manifestanci zebrali się przed siedzibą PISF o godz. 12:30. Trzymają kartki z hasztagiem #efektpisf oraz tytułami filmów, które miały wpływ na ich życie i powstały przy udziale Instytutu.

 

"Obowiązującą Ustawę o Kinematografii uchwalono 30 czerwca 2005 r. Zanim jednak ustawa weszła w życie, trzeba było stoczyć prawdziwą wojnę - o niezależność polskiego kina, o system jego finansowania, który następnie był wzorem dla innych krajów europejskich, którego zazdroszczą nam Czesi, Rumuni czy Węgrzy" - napisały na facebookowym wydarzeniu organizatorki manifestacji.


Tłumaczą, że jest to system, "w którym kino finansowane jest z daniny publicznej, na którą składają się kina, dystrybutorzy, operatorzy telewizji kablowych, operatorzy telewizji cyfrowych oraz nadawcy telewizyjni, w ramach którego dotacje na rozwój i produkcję filmową, jak również edukację, przyznawane są w drodze konkursów/programów operacyjnych i w oparciu o system ekspercki".


Organizatorki podkreśliły, że "tylko taki Instytut jest gwarantem stabilnego i sprawiedliwego systemu wsparcia najlepszych projektów".

 

"Nasze kino nareszcie odnosi sukcesy"


"Po blisko 12 latach funkcjonowania PISF, oprócz znakomitych wyników frekwencyjnych, nasze kino nareszcie odnosi sukcesy na największych międzynarodowych festiwalach. Na świecie, czeka się na polskie filmy zarówno młodych jak i uznanych twórców" - zauważono w opisie wydarzenia.


Jednak jak alarmują organizatorki, "los PISF jest zagrożony", a "od pewnego czasu pojawiają się ze strony przedstawicieli MKDiN niejasne informacje o zmianach w jego funkcjonowaniu".


Manifestacja przed Instytutem ma być wsparciem dla "Rady, Instytutu i Polskiego Kina".

 

"Nie jest to demonstracja antyrządowa"


"Różnią nas poglądy polityczne i estetyczne, ale jako środowisko filmowe, jako kinomani i obywatele, jesteśmy zgodni co do idei kina niezależnego, niepodległego, różnorodnego i nieupolitycznionego....przez żadną z opcji" - tłumaczą organizatorki.


"Nie jest to demonstracja antyrządowa. Zgromadzenie jest wyrazem dbałości o dorobek filmowców, którzy sami stworzyli Ustawę o kinematografii, sami stworzyli PISF i sami pracują nad ulepszaniem jego działalności, uwzględniając różnice poglądów oczywiste w każdym wielkim środowisku zawodowym" - podkreśliła z kolei Ewa Borguńska, członkini grupy Kobiety Filmowcy, producentka, była dyrektor biura Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych.


"Jesteśmy otwarci na merytoryczne uzgodnienia zmierzające do podnoszenia efektywności działalności instytucji, rangi polskich filmów na arenie międzynarodowej, a przede wszystkim szerokiej oferty dla widzów w polskich kinach" - dodała.

 

Swój udział w manifestacji zapowiedział m.in. Wiktor Zborowski.

 

 

Sellin: szefowa PISF utraciła nasze zaufanie

 

Pytany w programie "Śniadanie w Radiu Zet" o kwestię odwołania dyrektor Sroki wiceminister kultury Jarosław Sellin tłumaczył, że

powodem odwołania jest list, który jedna z pracownic PISF skierowała do stowarzyszenia amerykańskich studiów filmowych Motion Picture Association of America.

 

W liście można przeczytać m. in.: "To przerażające, jak szybko możemy wrócić do absurdalnej cenzury prowadzeni przez ksenofobicznych nacjonalistów w cieniu figury Chrystusa króla Polski, wymazując z podręczników szkolnych Lecha Wałęsę i nazywając go zdrajcą".

 

"Każdy urzędnik powinien wiedzieć, co podpisuje"

 

- Urzędniczka już została zwolniona, ale list podpisała też sama Sroka - wyjaśnił Sellin.

 

- Jest podpis Sroki. Mam nadzieję, że wie, co podpisuje, każdy urzędnik powinien wiedzieć, co podpisuje. Jej podpis jest takim skandalem, że utraciła zaufanie ministra kultury i dziedzictwa narodowego - tłumaczył wiceminister kultury.

 

 

"Aluzje do cenzury w Polsce"

 

Szef Rady Programowej PISF Jacek Bromski ocenił, że list dotyczył zezwolenia na użycie w materiałach reklamowych zdjęć z ceremonii oscarowych, kiedy Andrzej Wajda i Paweł Pawlikowski dostają Oscara.

 

- Był napisany skandaliczną angielszczyzną - adresaci nie bardzo zrozumieli, o co chodzi - powiedział Bromski. Jak dodał, "zawarto tam również aluzje do cenzury w Polsce".

 

"Działanie bezprawne"

 

Kilka dni temu do sprawy odniosła się Magdalena Sroka, która w rozmowie z Radiem ZET powiedziała, że "jeśli minister kultury chce ją zwolnić przed upływem kadencji, to jest to działanie bezprawne".

 

Kadencja Sroki upływa w 2020 r. Jak podało Radio Zet, dyrektor potwierdziła, że do jej biura wpłynęło pismo z ministerstwa, ale "zamierza je otworzyć dopiero po powrocie do pracy ze zwolnienia lekarskiego, a to nastąpi 16 października". Jej zdaniem nie zaistniała żadna z przesłanek, umożliwiających - zgodnie z prawem - jej odwołanie przed upływem kadencji.

 

Magdalena Sroka pełni funkcję dyrektora PISF od 3 października 2015 r. Zastąpiła na tym stanowisku Agnieszkę Odorowicz, pełniącą funkcję przez dwie kadencje.

 

polsatnews.pl, PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze