Od dwóch lat mieszkają na klatce schodowej. Stracili mieszkanie przez oszustów

Polska

Nocują na klatce domu, w którym mieszkali całe życie. I tak od dwóch lat. Stracili mieszkanie, gdyż zostali oszukani przez firmę oferującą "chwilówki". Lokalu od miasta nie dostaną, bo mają zbyt wysokie dochody.

Są cztery ściany i dach nad głową, choć trudno nazwać to domem.


- To nie jest dom, to jest wegetacja - stwierdza Witold Ibsz, który wspólnie z żoną od dwóch mieszka na klatce schodowej jednego z bloków w Lublinie. Gotują na targu, gdzie przesiadują w dzień, myją się  i piorą u sąsiadów, śpią na łóżkach polowych w kątach.


- Jest ta toaleta tutaj - mówi Zofia Ibsz wskazując na wiaderko.

 

"Ja po prostu temu człowiekowi zawierzyłam"


Ale najgorsze nie są wcale warunki, ale to, że codziennie mijają mieszkanie, w którym spędzili 36 lat. 


- Ja po prostu temu człowiekowi zawierzyłam, do tego stopnia, że ja w ogóle nie myślałam, że tak się stanie - przyznaje Zofia ibisz.


Ibszowie spłacali kredyt. W ich ręce wpadła chwilówka. Firma zaproponowała odwróconą hipotekę.


- Z tym obiecaniem, że my będziemy tu do końca życia mieszkać, a zrobił nas tak w balona, że mi się odechciało wszystkiego - podkreśla Witold Ibsz.

 

Firma pożyczkowa zapadła się pod ziemię


Przedstawiciel firmy obiecywał, że zostanie właścicielem mieszkania po śmierci lokatorów, ale po dwóch latach Ibszowie musieli się wynieść. Firma zapadła się pod ziemię, a Ibszowie stali się bezdomni.


- Jak można człowieka na bruk wyrzucić? To jest poniżej krytyki - mówi oburzona pani Anna, sprzedawczyni na targu.


Ibszowie mają wspólnie dwa tysiące złotych dochodu, co, jak twierdzą, nie wystarczy na wynajem mieszkania i życie. Miasto nie może pomóc.


- Przekraczają kryterium dochodowe, które określa uchwała rady miasta w sprawie wynajmu lokali wchodzących w skład mieszkaniowych zasobów miasta Lublin - zauważa Tomasz Kępa z Urzędu Miasta Lublin.

 

Prokuratura zapowiedziała działania


Pan Witold zgłaszał oszustwo na policję, ale ta umorzyła sprawę. Dzisiaj, po tym jak sprawą zajęli się dziennikarze, prokuratura zapowiedziała działania.
 

- Mamy dla państwa kilka propozycji - zapewniła Małgorzata Domagała, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie, która odwiedziła państwa Ibszów. - Jest szok - stwierdziła, oceniając warunki w jakich mieszkają Ibszowie.


I zaproponowała przeprowadzkę w kilka miejsc, oczywiście jeśli para musi się zgodzić. Przez dwa lata małżeństwo nie chciało pomocy.


- Były proponowane różne formy pomocy, chociażby zapewnienie schroniska czy też noclegowni - powiedziała Małgorzata Domagała.

 

"Może odwróci się w życiu ta karta"

 
Ibszowie myślą już powoli o zimie i starają się nie poddawać.  - Nie załamuję się, kiedyś może odwróci się w życiu ta karta - stwierdza Witold Ibsz.

 

polsatnews.pl

grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze