"Idziecie na wojnę z kobietami". Posłowie debatowali o pigułkach "dzień po". Kobiet nie wpuszczono

Polska
"Idziecie na wojnę z kobietami". Posłowie debatowali o pigułkach "dzień po". Kobiet nie wpuszczono
PAP/Marcin Obara

W nowym prawie farmaceutycznym dostęp do tabletek "dzień po" ma zostać ograniczony - i właśnie o tym m.in. posłowie debatowali w środę w Sejmie. W debacie udział chciały wziąć kobiety, ale nie zostały wpuszczone do parlamentu. - Traktujecie Polki jakby były bezmózgie - stwierdziła posłanka Nowoczesnej Monika Rosa. Poseł PO Bartosz Arłukowicz uznał, że rząd PiS "ma jakiś problem z kobietami".

Pigułki "dzień po" - najbardziej skuteczne, gdy są zażywane do 72 godzin po stosunku - były dostępne bez recepty dla kobiet, które ukończyły 15. rok życia od kwietnia 2015 roku.


Rząd PiS przyjął na początku roku projekt, zgodnie z którym wszystkie tabletki antykoncepcyjne będą dostępne wyłącznie na podstawie recepty wystawianej przez lekarza.

 

"Lista zablokowana przez szefową Kancelarii Sejmu"


W środę sprawą zajęli się posłowie, a głosowanie w tej sprawie poprzedziła dyskusja. Posłowie opozycji zauważyli, że na sali nie było autora projektu, ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.


Na debatę o nowym prawie farmaceutycznym nie wpuszczono przedstawicielek organizacji kobiecych. Mimo, że wcześniej zostały wpisane na specjalną listę, a jeszcze we wtorek lista została wysłana do Kancelarii Sejmu.

 

- Okazało się, że ta lista została zablokowana przez szefową Kancelarii Sejmu, Agnieszką Kaczmarską - relacjonowała "Gazecie Wyborczej" Natalia Jakacka, lekarka jednego z warszawskich szpitali.

 

- Idziecie na wojnę z kobietami - skomentował podczas debaty ten fakt posłanka PO Monika Wielichowska. 

 

Arłukowicz: my nie jesteśmy w XIX wieku

 

W trakcie debaty parlamentarzyści z opozycji nie zostawili na projekcie suchej nitki. - Zakończyliście program in vitro, zmieniliście standardy okołoporodowe. My nie jesteśmy w XIX wieku. Dzisiaj debatujemy nad tym, czy ograniczyć dostęp do tabletki, o której cała Europa wie, że nie jest szkodliwa. To się dla was źle skończy - mówił poseł PO Bartosz Arłukowicz.


- Traktujecie Polki jakby były bezmózgie. Ale my potrafimy się o siebie troszczyć. Wprowadźcie porządną edukację seksualną do szkół - apelowała Monika Rosa, posłanka Nowoczesnej.

 

Marek Hok, poseł PO, przypomniał, że rozwiązanie, by pigułka "dzień po" była dostępna tylko na receptę, jest stosowane obecnie jedynie na Węgrzech, inne kraje europejskie dopuszczają bez recepty tzw. antykoncepcję awaryjną. - Nawet Malta, która jest w tych sprawach bardzo restrykcyjna, wprowadziła ten lek bez recepty - wskazał.

 

Kozłowski: ideologiczny atak na wolność jednostki


- Cała państwa krucjata wymierzona przeciwko pigułce "dzień po" jest oparta tylko i wyłącznie na kłamstwie, które próbujecie wbić do głowy Polkom i Polakom. Mówiliście, że pigułka "dzień po" to środek wczesnoporonny; mówiliście, że polskie kobiety łykają te pigułki niczym dropsy. Te wszystkie stwierdzenia to kłamstwa - mówiła Monika Rosa z Nowoczesnej.

 

Jerzy Kozłowski (Kukiz'15) ocenił, że ograniczenie dostępu do tzw. awaryjnej antykoncepcji jest "niedopuszczalne". - Jest to ideologiczny atak na wolność jednostki - powiedział Kozłowski zapowiadając, że jego klub nie może poprzeć tego projektu ze względu na kwestie naruszające wolność kobiet.

 

Wiceminister zdrowia: pigułka jest nadużywana

 

Ograniczenia dostępności pigułek "dzień po" bronił w środę w Sejmie wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. Przekonywał, że znaczny wzrost sprzedaży pigułki w ostatnich latach dowodzi, że jest ona nadużywana.


Powołując się na dane firmy IMS Pharmascope, poinformował, że w 2014 r., gdy pigułka ellaOne była jeszcze dostępna jedynie na receptę, zużyto ponad 10 tys. tabletek. Od kwietnia 2015 r. kobiety mogły tę tabletkę kupić bez recepty i w efekcie tej zmiany w sumie w całym 2015 r. zużycie wzrosło do 166 tys., a w 2016 r. - do ponad 227 tys. tabletek i dodatkowo 11,6 tys. w ramach importu równoległego.


- Bardzo niedobrze, że cała dyskusja zarówno na komisji, jak i dzisiaj, skupia się wokół jednego leku, a tak naprawdę ustawa niesie wiele bardzo dobrych rozwiązań dla pacjentów - podkreślił Tombarkiewicz. Odnosząc się do pytań posłów, zaznaczył, że "nikt nie walczy w Ministerstwie Zdrowia ani w rządzie z kobietami, nikt nie zamierza ograniczać praw kobiet".


Tombarkiewicz przekonywał, że pigułkę można przyjmować do 5 dni po stosunku i w tym czasie kobiety mogą skonsultować się z lekarzem.

 

Czym różni się Wielichowska od Arłukowicza? Kancelaria Sejmu: płcią

 

- Stworzono czarną listę z nazwiskami kobiet, które nie mają wstępu do Sejmu - powiedział były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Dodał, że posłowie nie mogą również wprowadzić kobiet na swoje prywatne zaproszenie. - Po interwencji w Kancelarii okazało się, że możemy, ale tylko na galerię, po kolejnej interwencji okazało się, że możemy, ale nie wszyscy - wyjaśniał Arłukowicz. Wprowadzać kobiety może np. poseł Arłukowicz, ale posłanka Wielichowska nie.

 

- Zapytałam czym różni się posłanka Wielichowska od posła Arłukowicza, usłyszałam, że różnimy się płcią - powiedziała Monika Wielichowska z PO.

 

Poseł Arłukowicz stwierdził, że rząd PiS boi się kobiet. - Ma jakiś problem z kobietami - powiedział.    

 

 

Na temat dostępności pigułki "dzień po" rozmawiać będą goście w programie #DorotaGawrylukZaprasza dziś o godz. 21:00 w Polsat News. 

 

wyborcza.pl. polsatnews.pl, PAP

grz/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze