Radosław Sikorski w "Graffiti": emigrują ci, którzy boją się talibów

Polska
Polsat News
Radosław Sikorski gościem "Graffiti"

- Wydaje mi się, że stać nas na okazanie im ludzkiej solidarności, wobec kraju, który poświęcił milion poległych na wojnę ze Związkiem Radzieckim. Dzięki temu mamy niepodległą Polskę - powiedział w "Graffiti" eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej, były szef MSZ i marszałek Sejmu Radosław Sikorski.

Prowadzący "Graffiti" Marcin Fijołek zapytał Radosława Sikorskiego o to, co oprócz ewakuacji oraz wysłania polskiego wojska może zrobić polski rząd w sprawie konfliktu w Afganistanie. 

 

- To jest trudna sytuacja, w Kabulu panuje chaos. Trudno jest zebrać ludzi i przedostać się na lotnisko. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy nie wyjechali, gdy nasz kontyngent i ambasada były "zwijane", bo wtedy było jeszcze bezpiecznie, że teraz się załapią i ten problem rozwiążemy powiedział Sikorski. 

 

ZOBACZ: Polska wyśle żołnierzy do Afganistanu. Trwa ewakuacja z Kabulu [RELACJA]

 

- Decyzja o likwidacji ambasady była słuszna. Za tę decyzję premier Morawiecki powinien dziękować, bo gdybym jej nie podjął, to musiałby teraz likwidować i ewakuować ambasadę. Ona była zbędna po likwidacji naszego kontyngentu. Utrzymanie jednej ambasady pokojowej to jest koszt 3-4 mln dolarów rocznie, a wojennej, takiej jaką była placówka w Afganistanie 2-3 razy tyle. Po wycofaniu polskiego kontyngentu ambasada straciła rację bytu. Dzisiaj rząd PiS-u jest beneficjentem tego, że zawczasu przewidując, że niestety misja zachodu w Afganistanie skończy się fiaskiem, na czas tą placówkę zamknęliśmy - powiedział. 

Kto emigruje z Afganistanu?

- Emigrują ci, którzy się boją talibów, fundamentalistów religijnych. Emigrują lekarze, adwokaci, wykształcone kobiety, czyli ludzie, którzy są uformowani na modłę niefundamentalistyczną. Stanowią z definicji mniejsze zagrożenie niż jakaś średnia afgańska. Wydaje mi się, że stać nas na okazanie im ludzkiej solidarności, także wobec kraju, który poświęcił milion poległych na wojnę ze Związkiem Radzieckim. Dzięki której mamy niepodległą Polskę - przyznał były szef MSZ. 

 

ZOBACZ: Dworczyk: o 10 wyląduje kolejny samolot z ewakuowanymi z Afganistanu

 

Radosław Sikorski odniósł się również do wzrastającej liczby migrantów, którzy starają się przedostać do Polski z Białorusi. - Nie możemy dać się szantażować Łukaszence. On chce zmusić UE do jakiegoś "dealu", w zamian za wypełnianie swoich zobowiązań międzynarodowych. Granica musi być kontrolowana. Ponadto to Łukaszenka łamie przepisy międzynarodowe, ponieważ uchodźcy mają do złożenia wniosku o azyl polityczny w pierwszym bezpiecznym kraju, w którym się znajdą. Z tego punktu widzenia Białoruś jest dla nich bezpieczna - tłumaczył. 

 

- Widzimy hipokryzję naszych władz, która znowu próbuje odgrzać antyemigranckie nastroje mimo,  że to rząd PiS-u dał kilkadziesiąt tysięcy wiz obywatelom Nepalu, Bangladeszu, Pakistanu, których widzimy na naszych ulicach i którzy dżihadu jeszcze nie zrobili przyznał. 

 

WIDEO: Radosław Sikorski gościem "Graffiti"

"Myślałem, że granica z Białorusią jest dość bezpieczna"

Eurodeputowany został zapytany o to, czy jako minister spraw zagranicznych wydałby decyzję o zabezpieczeniu granicy polsko-białoruskiej drutem kolczastym. 

 

- To raczej sprawa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ja nie wiedziałem, że to jest potrzebne, bo nasza granica z Białorusią to była granica między PRL, a Związkiem Radzieckim. Myślałem, że ona jest dość bezpieczna. Większy problem ma Litwa, czy Łotwa o to ich granica z Rosją czy Białorusią to była wewnętrzna granica Związku Radzieckiego, granica administracyjna, gdzie żadnych instalacji nie było - wyjaśnił. 

 

ZOBACZ: MSWiA: granica z Białorusią jest uszczelniona; Straż Graniczną wspierają żołnierze Wojska Polskiego

 

Jak przyznał Polska nie może popełnić tego samego błędu co Grecja, która przed laty odmówiła pomocy innych państw grupy Schengen, powołując się na suwerenność. - U władzy też mamy nacjonalistów, opętanych źle rozumianą definicją suwerenności. Mam nadzieję, że ten europejski problem wspólnie, po europejski rozwiążemy - powiedział Sikorski. 

"Opozycja powinna współpracować"

Były marszałek Sejmu został zapytany o niedawne wydarzenia z polskiego parlamentu, gdzie marszałek Elżbieta Witek zarządziła reasumpcję, po tym jak został przegłosowany wniosek o przerwę w obradach. 

 

- Mam wrażenie, że PiS utrzymuje lekką przewagę metodami zastraszania i przekupywania majątkiem państwowym. Skandaliczne. To są metody z XVIII w., z ery upadku polskiego parlamentaryzmu. Tymi metodami chyba mają większość. Marszałek Sejmu przestrzegający regulaminu jest w interesie wszystkich ugrupowań. PiS kugluje i chce przyjąć ordynację wyborczą dyskryminującą opozycję, a Pani Witek pokazała, że każdą decyzję Kaczyńskiego wykona. Opozycja powinna współpracować bezwarunkowo - skomentował. 

 

Sikorski odniósł się do słów Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL), który w środowym "Graffiti" przyznał,  że po reasumpcji głosowania, ze względu na pomyłkę posłów Kukiz'15, nie należy piętnować Pawła Kukiza, tylko z nim rozmawiać. 

 

ZOBACZ: Paweł Kukiz: jestem ostatnią osobą, której zależałoby na kolejnej kadencji

 

- Jak ktoś kłamie, to trzeba to napiętnować. Pani marszałek Witek kłamała, że dokonuje reasumpcji decyzją własną, a Kukiz i jego ludzie kłamali, że się pomylili. Gdyby się pomylili, to by natychmiast protestowali, a im się przypomniało, że się pomyli po godzinie, czy półtorej - przyznał. 

 

Jak dodał "to jest złamanie ślubowania poselskiego i wymaga potępienia". 

 

Radosław Sikorski odniósł się również do doniesień na temat ewentualnego prezydenckiego weta ustawy medialnej. - Mało kto wierzy, że prezydent Duda jest w stanie sprzeciwić się Kaczyńskiemu. Jestem ciekaw jak ocenią to Amerykanie. Nie wierzę, że prezydentowi "urośnie kręgosłup" - podsumował. 

 

Wszystkie "Graffiti" do obejrzenia na portalu polsatnews.pl

dsk/Polsat News/Polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!