"Traktuję to z pewną przykrością". Zdrojewski o propozycji Schetyny ws. powrotu do polityki krajowej

Polska
"Traktuję to z pewną przykrością". Zdrojewski o propozycji Schetyny ws. powrotu do polityki krajowej
zdrojewski.info

- Zadeklarowałem możliwość powrotu do polityki krajowej, ale nie w przypadku startu do parlamentu - powiedział polsatnews.pl Bogdan Zdrojewski. - Na pewno nie będę już ministrem kultury i na pewno nie wrócę już ani do Sejmu, ani do Senatu - dodał polityk. To odpowiedź europosła na propozycję Grzegorza Schetyna dot. poprowadzenia wrocławskiej listy PO w wyborach parlamentarnych.

W piątek zarząd Platformy zatwierdził kandydatów partii na listy wyborczych Koalicji Europejskiej tworzonej przez PO, PSL, SLD, Nowoczesną i Zielonych.

 

Ochojska "jedynką" we Wrocławiu

 

Zgodnie z ustaleniami, "jedynką" na Dolnym Śląsku ma być szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. W 2014 roku wrocławską listę PO otwierał ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Ale teraz na tej liście go nie ma.

 

Lider PO Grzegorz Schetyna powiedział na konferencji prasowej, że będzie proponował europosłowi powrót do polityki krajowej. - Zależy mi na tym, żeby prowadził listę wrocławską w wyborach parlamentarnych - powiedział Schetyna.

 

Jak mówił, dochodzą głosy, że "premier Mateusz Morawiecki będzie chciał startować z Wrocławia".

 

- Wierzę głęboko, że Bogdan Zdrojewski skutecznie poprowadzi listę Platformy Obywatelskiej, czy też koalicji, którą uda nam się zbudować (...) i skutecznie wprowadzi wielu posłów do Sejmu i wygramy te wybory w całym kraju, a we Wrocławiu szczególnie - podkreślił lider Platformy Obywatelskiej.

 

- Brakuje mi (na listach - red.) paru osób, które mają znakomite wyniki wyborcze i było dla mnie oczywiste, że będą kandydowały - powiedziała w programie "Wydarzenia i Opinie" Julia Pitera, europosłanka PO. Zapytana, kogo jej na tych listach brakuje, wymieniła Bogdana Zdrojewskiego.

 

"Nie wracam do funkcji, które piastowałem"

 

Portal polsatnews.pl zapytał Zdrojewskiego o to, czy zapadła już decyzja dotycząca braku jego nazwiska na listach Koalicji do europarlamentu. - Mam nadzieję, że nie. Natomiast traktuję tę zapowiedź decyzji z pewną przykrością, z dwóch powodów. Po pierwsze, jestem po rozmowie z przewodniczącym Schetyną i zadeklarowałem możliwość powrotu do polityki krajowej, ale nie w przypadku startu do parlamentu - powiedział.

 

Europoseł PO podkreślił, że ta droga "jest już za nim". - Nigdy nie wracam do funkcji, które piastowałem, a piastuje zazwyczaj funkcje dość długo - dodał.

 

Powiedział, że zawsze odmawiał powrotu do wrocławskiego ratusza, mimo że był do tego "wielokrotnie namawiany". - Na pewno nie będę już ministrem kultury i na pewno nie wrócę już ani do Sejmu, ani do Senatu, dlatego z przykrością przyjąłem samą zapowiedź tej decyzji, a zwłaszcza jej uzasadnienie - dodał Zdrojewski.

 

Uzasadnienie to dotyczyło - według relacji europosła - wspomnianego powrotu do polityki krajowej, aby "zetrzeć się" we Wrocławiu z Mateuszem Morawieckim. - Uważam, że z Mateuszem Morawieckim powinien "ścierać się" kandydat na premiera, to po pierwsze. Po drugie, (...) powrót do polityki krajowej jest możliwy, ale nie do naszego Sejmu - podkreślił.

 

Były minister kultury stwierdził także, że "deklaracja startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie oznacza, że mandat trzeba wypełnić do końca, jeżeli pojawią się jakieś funkcje rządowe".

 

"Nie jestem zwolennikiem przenoszenia kandydatów"

 

Zdrojewski stwierdził, że Janina Ochojska "nie jest złą kandydatką". - Uważam, że ma za sobą pewne atuty i zadeklarowałem także gotowość pomocy w prowadzeniu jej kampanii na Dolnym Śląsku, bo ta pomoc będzie konieczna. Trzeba pamiętać, że Janina Ochojska nie jest związana z Wrocławiem, więc ta kampania nie będzie dla niej łatwa - podkreślił.

 

Europoseł zauważył, że startując do różnych gremiów, przyniósł Platformie blisko milion głosów.

 

- Wydaje mi się, że te głosy byłyby pomocne także po to, żeby lista dostała minimum dwa, a ma szansę uzyskać trzy mandaty, czyli tyle, ile obecnie ma Koalicja na Dolnym Śląsku - dodał.

 

Podkreślił jednak, że nie jest zwolennikiem "przenoszenia kandydatów między regionami".

 

- Uważam, że to mogą być wyjątki. Akurat w przypadku Janiny Ochojskiej nie jest to zły wyjątek, ale to powinny być wyjątki, nie reguła - ocenił.

 

"Przydałoby im się ładne podziękowanie"

 

Z rekomendacji zarządu PO wynika, że w przyszłej kadencji w europarlamencie zabraknąć może m.in. Barbary Kudryckiej, Michała Boniego czy Danuty Huebner.

 

Zdrojewski powiedział w rozmowie z polsatnews.pl, że 19-osobowa reprezentacja polityków Platformy w PE była "ekipą pracującą na bardzo wysokim poziomie odpowiedzialności i szanowana nie tylko w grupie Europejskiej Partii Ludowej, ale także w całym parlamencie".

 

- To, że część z tych osób nie startuje, czasem wynika to z ich decyzji, ale według mnie, nawet w takich przypadkach przydałoby się im takie ładne podziękowanie - dodał.

 

Jak podkreślił, praca Boniego, Kudryckiej czy Julii Pitery "była pełna zaangażowania i wkładanych emocji". - Mieliśmy także europosłów z grupy EPP, którzy nie należą do PO, mowa o Danucie Huebner czy Dariuszu Rosatim, i również muszę powiedzieć, że ocena ich pracy jest naprawdę bardzo wysoka - stwierdził Zdrojewski.

 

Zdaniem europosła, "najgorzej w PE mają debiutanci". - Ten pierwszy okres jest okresem i straty, i nauki. Ja uważam, że jeśli Polska ma być państwem znaczącym w PE i w instytucjach europejskich, musi być spora doza kontynuacji, żeby tego doświadczenia nie utracić - ocenił. 

 

"To PO mnie wypycha"

 

"Chcę startować i robić dobrze, to co robiłem. Ale muszę mieć jakąś szanse. Nie dano mi jej" - napisał Michał Boni na Twitterze.

 

Europoseł dopytywany, czy sformułowanie "Platformo, może do zobaczenia..." oznacza, że rozważa rezygnację z kandydowania z list Koalicji Europejskiej, przekazał, że piąte miejsce na liście nie daje szansy na wybór do PE.

 

Jak zauważył, szansę taką daje jeszcze miejsce czwarte albo dziesiąte.

 

- Polska jest najważniejsza, robiłem dla niej różne, dobre rzeczy razem z PO. To PO mnie wypycha, ale jest wiele spraw dalej do zrobienia, jeśli będę komuś potrzebny - podkreślił Boni.

 

"Mam nadzieję, że pan poseł Boni przemyśli tę sprawę"

 

Rzecznik PO Jan Grabiec powiedział, że przedstawione w piątek rekomendacje dotyczące miejsc na listach są propozycją zarządu i będą zatwierdzane w sobotę, 23 marca przez Radę Krajową. - Po to jest ten tydzień do Rady Krajowej, żeby takie sprawy wyjaśniać. Zapewne jakieś spotkania, rozmowy się w tej sprawie odbędą - oświadczył.


Grabiec zwrócił uwagę, że w związku z tym, że Platforma tworzy listę koalicyjną, "nie jest możliwe utrzymanie takiego stanu, jaki był pięć lat temu, gdy tylko PO otwierała listy i wszyscy kandydaci byli wyżej". - Dzisiaj, kiedy oddajemy w czołówce miejsca koalicjantom, wiadomo, że te miejsca się oddalają. Ale każdy ma szansę na mandat, zwłaszcza w takim okręgu jak Warszawa - mówił.

 

- Mam nadzieję, że pan poseł Michał Boni, który jest bardzo aktywnym posłem przemyśli tę sprawę. Jeżeli nie europarlament, to za pół roku są wybory do Sejmu, do Senatu i z pewnością ci europosłowie, którzy nie znaleźli się dzisiaj w tej rekomendacji, również będą dostawali propozycje, żeby wzmacniać nasze listy i kandydować - oświadczył rzecznik PO. Dodał, że zmiany są możliwe, jednak - jak zaznaczył - "trzeba uwzględnić różne interesy i zobowiązania wobec koalicjantów".

 

Hübner: nie mogłam przyjąć oferty startu z czwartego miejsca na liście

 

Danuta Hübner europosłanka i b. komisarz UE, która w ubiegłych wyborach do PE startowała z "jedynki" na liście warszawskiej, gościła w piątek w Gdańsku.

 

Pytana przez dziennikarzy, czy będzie startowała w majowych wyborach do PE,  Hübner powiedziała, że "nie mogła przyjąć oferty, którą złożył jej przewodniczący Platformy Obywatelskiej". - To było czwarte miejsce na liście warszawskiej. Pomyślałam sobie, że nie chcę uczestniczyć z czwartego miejscach w tej bardzo takiej trudnej walce, która - myślę - będzie się toczyła. Pomyślałam sobie, że mogę pracować w Europie, dla Europy, dla Polski w Europie także w różnych innych miejscach - podkreśliła.

 

Pytana, co sądzi o Koalicji Europejskiej i czy czuje się pokrzywdzona miejscem, które jej zaoferowano,  Hübner odpowiedziała, że "nie czuje się pokrzywdzona". - Myślę, że podejmując decyzję o takim charakterze tej koalicji i o tym, jak będą wyglądały listy, myślę, że większość kolegów i koleżanek z Parlamentu Europejskiego z Platformy Obywatelskiej taką świadomość wszyscy mamy. Natomiast to nie oznacza, że musimy to zaakceptować. Ja myślę, że postaram się inaczej służyć Polsce - mówiła europosłanka.

 

- Na razie jest parę godzin po podjęciu tej decyzji - zaznaczyła.

zdr/hlk/bas/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze