Birgfellner po raz czwarty w prokuraturze. "Dochodzi do skandalu"

Polska

Gerald Birgfellner w piątek po raz czwarty stawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Prokuratura ma kontynuować przesłuchanie austriackiego biznesmena. - Oczekujemy natychmiastowego wszczęcia śledztwa - powiedział pełnomocnik Austriaka, mec. Roman Giertych. Nie wykluczył, że pełnomocnicy skierują dokumentację sprawy do austriackiej prokuratury.

- Wczoraj minęło 30 dni od chwili, kiedy złożyliśmy wniosek do prokuratury. Oczekujemy natychmiastowego wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Czas minął - powiedział dziennikarzom mec. Giertych, który wraz ze swoim klientem przybył około godz. 9.30 do prokuratury.

 

Piątkowe przesłuchanie Birgfellnera w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zakończyło się około godz. 19.30.

 

- Dochodzi do skandalu, w ciągu miesiąca od zawiadomienia prokuratura powinna wszcząć śledztwo. Nasz klient łącznie składa już zeznania ponad 30 godzin - powiedział w pełnomocnik Geralda Birgfellnera mec. Jacek Dubois.

 

"Chcemy poczekać do poniedziałku"

 

- Jesteśmy po 10 godzinach bardzo zmęczeni, natomiast z punktu widzenia merytorycznego dzień uważamy za bardzo udany. Wydaje się nam, że już bardziej tego obrazu opisu czynu zabronionego nie można przedstawić. Pojawiły się nowe okoliczności, złożyliśmy szereg nowych dowodów uprawdopodobniających, iż doszło do popełnienia czynu zabronionego - powiedział mec. Dubois dziennikarzom po wyjściu z prokuratury w piątek wieczorem.

 

Adwokat zaznaczył, że za kilka dni planowane jest kolejne przesłuchanie Birgfellnera - nie ma jeszcze konkretnej daty.

 

Jak dodał, na razie nie ma konkretnej odpowiedzi, kiedy miałaby być podjęta decyzja w sprawie wszczęcia śledztwa. - Jest przewidywany termin za kilka dni, natomiast my podważamy prawo prokuratury do prowadzenia przesłuchań w tym trybie. Uważamy, że obowiązkiem prokuratury jest wszcząć postępowanie - poinformował mec. Dubois.

 

- To nie jest tak, że trzeba przesłuchać klienta na wszystkie okoliczności, tylko to powinno być tak, że składa się zawiadomienie, wszczyna postępowanie i potem prokuratura dowiaduje się szczegółów. Natomiast dochodzimy do sytuacji irracjonalnej, kiedy prokuratura wymyśla tryb, że można wiecznie prowadzić postępowanie wyjaśniające - mówił pełnomocnik Austriaka.

 

Mec. Dubois dodał, że "w tej sprawie od miesiąca jest słuchany nasz klient", a przez ten czas "mogliśmy mieć zabezpieczone dokumenty i przesłuchanych świadków". - Można coś w tej sprawie zrobić, a nie trzymać ją w zamrażarce pod pozorem kolejnego przesłuchania - zaznaczył.

 

- Chcemy poczekać do poniedziałku, natomiast mamy pewne koncepcje, żeby by doprowadzić prokuraturę do tego, by wywiązywała się ze swoich ustawowych zobowiązań - zapowiedział mecenas.

 

 

Zawiadomienie Kaczyńskiego


W końcu stycznia "Gazeta Wyborcza" opublikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 r. m.in. prezesa PiS z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez powiązaną ze środowiskiem PiS spółkę Srebrna. Złożone pod koniec stycznia w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS dotyczy braku zapłaty za złożone austriackiemu biznesmenowi zlecenie związane z przygotowaniami do budowy dwóch wieżowców.


Mec. Giertych zaznaczył, że - jak to określił - ma świadomość "trików podejmowanych przez prokuraturę". - Te wszystkie w gruncie rzeczy śmieszne próby obciążenia nas odpowiedzialnością za przedłużanie postępowania, kiedy my się stawiamy praktycznie na każdym możliwym terminie, kiedy zainicjowaliśmy całą procedurę, składamy wszystkie dokumenty oraz próby przerzucenia na nas odpowiedzialności za tłumaczenie, kiedy wiadomo, że prokuratura musi sama tłumaczyć takie dokumenty - wymieniał.

 

"Sparaliżowani strachem przed Kaczyńskim"


Jak ocenił, to wszystko są "triki mające na celu uniknięcie wydania jakiegokolwiek postanowienia w tej sprawie". - Wydanie postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa zostałoby natychmiast zaskarżone do sądu i jestem przekonany, iż sąd od razu uchyliłby to bardzo szybko i z wielkim hukiem - dodał mec. Giertych. Dodał, iż "mamy do czynienia z dziecinną próbą ochraniania Jarosława Kaczyńskiego".


- Nie wykluczamy tego, że skierujemy całą dokumentację do urzędu prokuratorskiego Republiki Austrii. Zapowiadaliśmy to już od samego początku. Jeśli polska prokuratura jest sparaliżowana strachem przed Jarosławem Kaczyńskim i jego akolitami, to być może pan Birgfellner będzie musiał dochodzić swych praw w rodzimej prokuraturze - zaznaczył mec. Giertych.

 

Na Twitterze adwokat poinformował, że odpowiedziała ambasada Austrii, którą w imieniu Birgfellnera poprosili o ochronę dyplomatyczną i dopuszczenie jej przedstawiciela do udziału w przesłuchaniach biznesmena. Pełnomocnicy Austriaka zwrócili się do ambasady zaniepokojeni dotychczasowym przebiegiem postępowania oraz informując o możliwości złamania konstytucyjnej zasady równości wobec prawa. 

 

"Ambasador zapewnia mnie o uważnym śledzeniu sprawy (...) oraz sugeruje, że ewentualne większe zaangażowanie Ambasady byłoby możliwe po osobistym zwróceniu się o pomoc przez zawiadamiającego Austriaka" - napisał Roman Giertych.

 

"Ingerencja w zeznania"


Prokuratura dwukrotnie przesłuchiwała Birgfellnera w związku ze złożonym zawiadomieniem 11 i 13 lutego. Następnie prokuratura wydała postanowienie o nałożeniu dwóch kar porządkowych po 3 tys. zł na Birgfellnera za niestawienie się na przesłuchaniach zaplanowanych na 21 i 22 lutego. Trzecie z przesłuchań odbyło się 28 lutego. Nie wiadomo jak długo potrwa piątkowe przesłuchanie. 


W ubiegłym tygodniu rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Łukasz Łapczyński przekazał, że prokuratura nie uwzględniła wniosku o wyłączenie prokurator prowadzącej postępowanie sprawdzające, w ramach którego przesłuchiwany jest Birgfellner.


O złożeniu takiego wniosku w zeszłym tygodniu informował mec. Giertych. Uzasadnieniem wniosku - jak przekazywał - były działania podejmowane na przesłuchaniu, które - jak pisał - "były próbą zapisania zeznań, które nie zostały wypowiedziane przez świadka" i "próbą utrwalenia w protokole tak zapisanych zeznań pomimo sprzeciwu świadka i jego pełnomocników".


Także w zeszłym tygodniu prok. Łapczyński przekazał, że mec. Giertych miał ingerować w odpowiedź świadka i zmieniać treść tłumaczenia. Łapczyński zaznaczał, że prowadząca postępowanie prokurator "udaremniła próby ingerencji w przesłuchanie" Austriaka.

 

"Prokurator próbowała pisać coś innego niż Birgfellner zeznał"


Mec. Giertych odnosząc się do doniesień prokuratury zapewnił, że w ogóle nie ingerował w treść zeznań Austriaka. - Pan Birgfellner składa zeznania samodzielnie. Jedyne czego pilnowaliśmy, to aby to co zeznał pan Birgfellner, było zapisane w protokole. Natomiast pani prokurator próbowała doprowadzić do tego, żeby pisać coś innego, niż on rzeczywiście zeznał. Mamy na to dowody - zaznaczył Giertych.


Prokuratura oświadczała zaś, że czynności podejmowane przez Birgfellnera i jego adwokatów wskazują na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności, co prowadzi do uniemożliwienia podjęcia przez prokuratora decyzji procesowych. - Mocno należy podkreślić fakt, że dotychczas zeznania zawiadamiającego są bardzo zdawkowe, a on sam zasłania się w wielu wypadkach niepamięcią - mówił prok. Łapczyński.


W stanowisku prokuratury podkreślano, że "czynności podejmowane przez zawiadamiającego i jego adwokatów - takie jak niestawiennictwo na wskazane przez prokuratora terminy, brak doręczenia oryginałów nagrań, a także dotychczasowa treść zeznań - wskazują na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności, co prowadzi do uniemożliwienia podjęcia przez prokuratora decyzji procesowych w tym postępowaniu".


Drugi z pełnomocników Austriaka mec. Jacek Dubois mówił, że "prokuratura dokonuje społecznej dezinformacji". Jego zdaniem, śledczy dostali "cały podstawowy materiał, który daje dane uprawdopodabniające, iż do czynu zabronionego doszło".

prz/dro/ked/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze