Pod wpływem dopalaczy zabił swoją dziewczynę. "Diabeł kazał mu to zrobić". Wyrok utrzymany

Polska

Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał w środę karę 15 lat więzienia dla 27-letniego mężczyzny za brutalne zabójstwo jego dziewczyny. Zbrodnia miała miejsce ponad dwa lata temu w lesie k. Bisztynka (Warmińsko-Mazurskie). Orzeczenie jest prawomocne.

Do zbrodni doszło w grudniu 2016 r. Feralnego dnia para zażywała dopalacze, a wkrótce po tym mężczyzna zaczął mieć halucynacje; uważał, że w domu są kamery, jest nagrywany, więc wyszedł do lasu, a jego dziewczyna za nim. Nadal pobudzony i agresywny, zaczął ją katować. Bił ją kijem (w akcie oskarżenia mowa była o przynajmniej pięciu bardzo poważnych ranach tłuczonych) i pięściami po głowie, kopał po całym ciele. Jak potem mówił, "diabeł kazał mu to zrobić".

 

"Zabrały go w inny świat"

 

Skatowaną, wykrwawiającą się dziewczynę zostawił w lesie. Po kilku godzinach przyszedł do domu swojej dalszej rodziny i powiedział, że dokonał zabójstwa. Powiadomiona policja odnalazła 19-latkę leżącą na śniegu, była nieprzytomna i wyziębiona. Mimo reanimacji, a także udzielonej pomocy medycznej, zmarła kilka godzin później w szpitalu w Bartoszycach, wskutek wykrwawienia i wyziębienia.

 

Prokuratura oskarżyła młodego mężczyznę o zabójstwo. Ten początkowo przyznał się, ale twierdził, że nie był świadomy tego, co zrobił, gdyż był pod wpływem dopalaczy, które "zabrały go w inny świat", miał urojenia i stracił kontakt z rzeczywistością. Potem zmienił zeznania i do zabójstwa się nie przyznał.

 

15 lat więzienia

 

Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał go na 15 lat więzienia; przyjął, że sprawca działał z zamiarem ewentualnym zabójstwa. Ocenił też, iż oskarżony był pod wpływem dopalaczy, ale nie miało to wpływu na jego poczytalność. Jednocześnie wprost nie wskazał na motyw działania sprawcy.

 

Wyrok zaskarżyły obie strony; prokuratura chciała kary 25 lat więzienia przy przyjęciu zamiaru bezpośredniego zabójstwa. Obrona argumentowała, że zamiarem nie było pozbawienie życia, dlatego chciała zmiany kwalifikacji prawnej czynu, tzn. przyjęcia, iż doszło do spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co wiązałoby się ze znacznie łagodniejszą karą. Uważała też, że nawet przy utrzymaniu zarzutu zabójstwa, 15 lat więzienia było w tym przypadku karą zbyt surową.

 

Wyrok utrzymany

 

Sąd apelacyjny wyrok jednak w środę utrzymał. Uznał też za właściwe przyjęcie przez I instancję, iż sprawca działał nie z zamiarem bezpośrednim, a z ewentualnym zabójstwa. Wziął pod uwagę przede wszystkim opinię biegłego medycyny sądowej co do obrażeń, których doznała ofiara.

 

Odnosząc się do kwestii poczytalności oskarżonego, sędzia Halina Czaban podkreślała w ustnym uzasadnieniu wyroku, że zażycie dopalaczy nie wyłącza jego odpowiedzialności, bo sam wprawił się w ten stan (mówi o tym Kodeks karny w art. 31 par. 3) "będąc świadomy tego, jakie skutki dopalacze na organizm człowieka mogą wywołać". "A wiemy z doświadczenia życiowego, że skutkiem zażywania dopalaczy jest m.in. to, że osoby takie stają się pobudzone, agresywne i między innymi taka sytuacja stała się udziałem oskarżonego" - mówiła sędzia.

 

Sąd przypominał, że za zabójstwo grozi od 8 do 15 lat więzienia, 25 lat lub dożywocie. I zgodził się z oceną, iż nie mogła w tej sprawie zapaść "kara o charakterze eliminacyjnym" 25 lat więzienia, przy przyjęciu zamiaru ewentualnego sprawcy. Sędzia Czaban mówiła, że - biorąc pod uwagę dotychczasowe życie mężczyzny - nie ma dowodów, iż konieczne jest wyeliminowanie go ze społeczeństwa. Jednocześnie zaznaczała, iż nie było okoliczności, które mogłyby wpłynąć na orzeczenie kary niższej, niż 15 lat więzienia.

pgo/luq/ PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze