Wystawa Mariny Abramović w Toruniu: list kuratorów i artystów ws. wynagrodzenia dla performerów

Kultura
Wystawa Mariny Abramović w Toruniu: list kuratorów i artystów ws. wynagrodzenia dla performerów
flickr.com/ Andrew Russeth/ CC BY-SA 2.0

"Do czysta" to przekrojowa wystawa poświęcona twórczości Mariny Abramović. Od marca wystawę będzie można oglądać w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. CSW zaprosił do współpracy osoby, które chciałyby odtworzyć performance artystki. Kontrowersje wzbudziła stawka dla performerów. List poruszonych kuratorów i artystów, adresowany do Mariny Abramović, podpisało wiele osób ze środowiska sztuki.

Wystawa "Do czysta" rozpocznie się w Toruniu 8 marca i potrwa do 11 sierpnia. Zwiedzający zobaczą około 120 dzieł Mariny Abtramović, a także rekonstrukcje niektórych performance’ów artystki, które będą prezentowane na żywo obok rysunków, obrazów, rzeźb, obiektów, fotografii, materiałów wideo i fragmentów archiwalnych scenografii. 28 listopada Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu ogłosiło nabór dla chętnych, którzy chcieliby wziąć udział w reperformance'ach.

 

Wynagrodzenie dla performerów

 

Kontrowersję wybudziła stawka przewidziana dla osób, które chciałyby wziąć udział w projekcie. W ogłoszeniu zaznaczono, że mile widziani będą artyści i artystki ze wszystkich dyscyplin performatywnych, a także osoby o bogatym doświadczeniu w takich dziedzinach jak taniec czy teatr. Jednym z wymagań była również dyspozycyjność w wybrane dwa weekendy (sobota i niedziela) w czasie trwania wystawy oraz w długi weekend majowy (1–5 maja 2019 r.).

 

Przesłuchania odbyły się między 4 a 6 stycznia. Ci, którzy zostali wybrani, przed otwarciem wystawy wezmą udział w 5 lub 6-dniowych warsztatach szkoleniowych, które poprowadzi współpracowniczka Mariny Abramović - Lynsey Peisinger.

 

"25 Euro - to stawka jaką proponuje mi i moim kolegom Toruńskie CSW za wykonanie performensu Mariny Abramović. Na pytanie o wynagrodzenie za próby odpowiadają, że tego typu warsztaty kosztują 1800 euro, a my jako szczęśliwcy i wybrańcy, jesteśmy zwolnieni z tej opłaty. Ten kilkudniowy warsztat miałby polegać między innymi na niejedzeniu, pełnej ciszy i nie komunikowaniu się z innymi uczestnikami. CSW nadal nie zna konkretnych dat reperformensów, ale wymaga dostępności w okresie marzec - sierpień 2019. Warto dodać, że spotkanie z artystką w dniu wernisażu to koszt nawet do 500 zł (miejsce parkingowe wliczone w cenę). Bilet na wernisaż to koszt 50 zł" - pisze na swoim Facebooku jeden z uczestników castingu.

 

- Stawka dla performera odtwarzającego performance na wystawie "Do czysta" wynosi 25 euro za godzinę, wliczając w to również przerwę, jaką performerzy mają w trakcie pracy. Dodatkowo zwracamy artystom koszty podróży oraz noclegu, czego nie oferowała dotąd żadna inna instytucja prezentująca retrospektywę, choćby we Florencji, skąd bezpośrednio wystawa przyjedzie do Polski - mówi dyrektor CSW i jednocześnie kurator wystawy Wacław Kuczma. Jak dodaje dyrektor, performerzy zyskają także ubezpieczenie oraz podpisana będzie z nimi stosowna umowa.

 

- Pamiętajmy, że żyjemy w Polsce, więc 25 euro za godzinę, to stawka, której nie powstydziłby się profesor. My jedynie zaprosiliśmy chętnych do współpracy, przedstawiając nasze warunki i możliwości finansowe. Podjęcie z nami działań, to decyzja dobrowolna - przekonuje Kuczma. - Aktualnie trwają rozmowy z wybraną grupą, ustalamy szczegóły, dostosowujemy się do dyspozycyjności artystów w poszczególnych terminach. Harmonogram performensów jest na tyle elastyczny, że udaje nam się pogodzić potrzeby artystów i wymagania wystawy - dodaje kurator.

  

List do Mariny

 

"Chcemy, abyś poznała kontekst w jakim zaproszono Ciebie i wystawę »Do czysta« do Centrum Sztuki Współczesnej »Znaki Czasu« w Toruniu. Tym razem zostałaś użyta, wykorzystana do cudzych celów i może chciałabyś o tym wiedzieć" - tymi słowami artyści i kuratorzy m.in. dr Dorota Chilińska z UMK w Toruniu, dr Katarzyna Lewandowska z ASP w Gdańsku, artystka wizualna Liliana Piskorska, rozpoczynają list do Mariny Abramović.

 

Następnie autorzy zarzucają dyrektorowi Wacławowi Kuczmie tworzenie w przestrzeni CSW wystaw pomijających dorobek artystek, wspominają przy tym o "nadużyciu kuratorskim", powołują się na ostatnią wystawę "I po co nam wolność?".

 

"13 kwietnia otworzono wystawę »I po co nam wolność«. Kuratorem był dyrektor tej instytucji, Wacław Kuczma, wraz z Jerzym Brukwickim. Pokazano prace 37 artystów oraz dwóch męskich grup artystycznych. Jedyna artystka dostała się tam, ponieważ wykonała portret swojego ojca, tak tytułując pracę (później okazało się, że jest to wizerunek jej nauczyciela-mistrza A. Rząsy)" - czytamy w liście.

 

- Jak nazwać wystawę, na której prezentowane są prace samych artystek, czy ona też wzbudzałaby taki sprzeciw? - odpowiada na zarzuty Wacław Kuczma. - Wybierając prace, nie kierowałem się nazwiskami, tyko tym, czy pasują one do koncepcji. Chciałem, żeby tej wystawie przyświecało pytanie o wolność, ale rozumianą a priori, jako akt świadomości - dodaje Kuczma.

 

 

"Niejednoznaczny kontekst"

 

Autorzy listu zwracają uwagę na sam tytuł wystawy "Do czysta". "W Polsce naznaczonej historycznymi traumami (także tymi z okresu transformacji ustrojowej) tytuł »Do czysta« jest bardzo niejednoznaczny. Odnosząc się do II Wojny Światowej – w ówczesnej Generalnej Guberni było najwięcej fabryk śmierci - obozów zagłady dbających o aryjską czystość rasową. Kilka lat temu w Polsce za cichym przyzwoleniem państwa »czyściciele kamienic« wykupywali kamienice w miastach razem z tak zwanym »wkładem mięsnym« - tak jak o tym mówili, czyli z mieszkańcami" - można przeczytać w liście.

 

- Nie rozumiem podejścia autorek listu, na początku piszą o tym, jak wielki wzorem jako artystka jest dla nich Marina Abramović, a następnie podważają tytuł wystawy, który wymyśliła sama artystka. Tytuł ten też trzeba interpretować jako próbę postawienia pytania o relację międzyludzkie przez Abramović, trzeba go interpretować poza kontekstem lokalnym, bo pod takim tytułem ta wystawa odwiedzała inne kraje europejskie. To, co jest w tym liście wręcz obraża artystkę - mówi dyrektor CSW.

 

"Toruński kontekst jest również niejednoznaczny, historyczne miasto Kopernika i współcześnie ojca Rydzyka (zakonnik-biznesmen, który szantażuje polski rząd, otrzymuje od władzy miliony PLN, a obecnie zakłada własna partię polityczną o skrajnie prawicowym profilu), który jest przeciwko połowie ludzkości - przeciwko kobietom. Czyści przestrzeń z wolności kobiet, wpływając na polityków, zakazując między innymi legalnej aborcji, czy ochrony przeciw przemocy w rodzinie. Milcząc przyzwala na haniebne czyny księży - pedofilii. Cały współczesny kościół na to przyzwala" - dodają autorzy listu.

 

- Wystawa w Toruniu pojawiła się z mojej inicjatywy. Poznałem Marinę w 2004 roku. Już wtedy chciałem pokazać jej prace w Polsce, ale z różnych względów się to nie udało. Gdy usłyszałem, że ta przekrojowa wystawa zawitała do Europy, postanowiłem, by zagościła także w Toruniu. Artystka była w mieście 9 października, obejrzała aranżację, naniosła niewielkie poprawki. Była bardzo zadowolona z przygotowań, podobał jej się Toruń - opowiada Kuczma.

 

Jak dodał dyrektor, nie rozumie zarzutów odnośnie niejednoznacznego kontekstu Torunia i miasta o. Rydzyka. - Sam nie wiem, jak to nazwać... Każdy ma prawo wyrażać własne zdanie, ale jeśli ktoś walczy o wolność wypowiedzi, to powinien ją też szanować u drugiej strony, nawet jeśli poglądy są odmienne. Bez względu na to, co myślę o ojcu Rydzyku, póki co żyjemy w demokratycznym kraju i należy szanować wybory ludzi, te związane z tym kogo chcą słuchać, a także na kogo głosować - mówił Kuczma.

 

"Praca quasi-niewolnicza"

 

Kuratorzy i artyści zaznaczają w liście do Abramowić, że ceny biletów na spotkanie z artystką są za drogie. Przywołując się na dane z GUS piszą, że "najczęściej powtarzające się wynagrodzenie w kraju, wyniosło 2074,03 zł brutto, 1511,61 zł netto (to, co dostaje dla siebie pracownik) i to jest Marino około 360 euro na miesiąc. Koszt biletu na spotkanie z Tobą i możliwość zajęcia godnego miejsca aby Ciebie zobaczyć to około 1/3 najpopularniejszej polskiej pensji, czyli 120 euro. Nie stać będzie na taki bilet nauczycielek, sprzedawczyń, nauczycielek akademickich, sprzątaczek, bibliotekarek, ochroniarek, pracowniczek muzeów czy galerii, pielęgniarek i młodych lekarek".

 

Podejmują też sprawę wynagrodzeń dla performerów, przywołują cytat z wpisu Artura Bieńkowskiego na Facebooku, kończą lisy słowami: "czy kuratorzy mówili Ci zatem, że będziesz w swoim reperformensie zarządzała ciałami w ramach pracy quasi-niewolniczej: kiedy to ludzie pozbawieni pieniędzy zgodzą się pracować za urągająca stawkę? Czy kuratorzy uprzedzili Cię o tym?".

 

Wacław Kuczma pytany o sens napisania listu do Mariny Abramović odpowiada, że nie rozumie intencji autorek.

 

- Brakuję mi słów. Ludzie, którzy powinni być świadomi społecznie, wykształceni w dziedzinie sztuki piszą takie rzeczy. Ci, którzy powinni być sumieniem społeczeństwa, artyści, stają się jego przeciwieństwem. Nie chcę stawiać się na pozycji ofiary, ale odbieram ten list jako atak na moją osobę - dodaje. 

ked/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze