- Ujawnienie danych personalnych szeregowych policjantów, którzy dbają o porządek, a następnie wywołanie tym fali hejtu i gróźb kierowanych do dzieci, do bliskich, najbliższych policjantów jest niespotykana. Dlatego Komendant Główny Policji w tej sprawie polecił zebrać wszelkie materiały dowodowe związane z ujawnionymi na portalach społecznościowych wpisami, groźbami kierowanymi w stosunku do najbliższych policjantów i składa zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury - powiedział Ciarka podczas konferencji prasowej.

 

Jak podkreślił, od osób publicznych, jakimi są posłowie wymaga się znacznie więcej niż od zwykłych obywateli, ponieważ ich świadomość prawna powinna być dużo większa. - Nie może być i nie ma przyzwolenia na to, aby nasi policjanci i ich rodziny były narażone na niebezpieczeństwo - dodał.

 

 

 

Ciarka poinformował, że w mediach zostały ujawnione wizerunki kilku policjantów. Dodał, że pod opublikowanymi zdjęciami pojawiły się wpisy "ze wskazywaniem zdjęć policjantów, wskazywaniem, gdzie mają rodzinę, bliskich i sąsiadów". - To, co teraz ci najbliżsi czują, czego się obawiają, to nie wymaga nawet komentarza - ocenił.

 

- Jest to nieodpowiedzialne działanie(...). Zawiadomienie o przestępstwie, które Komendant Główny Policji złoży w najbliższym czasie, zostanie poddane ocenie prokuratora. Prokurator będzie decydował, czy zachowanie (tych osób) wyczerpuje znamiona przestępstwa, czy nie. My kierujemy zawiadomienie o przestępstwie w sprawie. My nie wskazujemy, na chwilę obecną, kto takie przestępstwo mógł popełnić, to należy do prokuratury. Nie chcemy też być sędzią we własnej sprawie. Mówimy tutaj m.in. o groźbach kierowanych w stosunku do funkcjonariusza publicznego, bo takim jest policjant - policjant jest chroniony prawem i tutaj musimy sobie z tego zdawać sprawę - jak i w stosunku do osób najbliższych - podkreślił Ciarka.

 

"Jeśli będzie spokojnie, policjanci nie będą musieli reagować"

 

Poinformował, że policja zabezpiecza wszystkie wpisy, które pojawiły się na portalach społecznościowych, łącznie ze "zdjęciami, jakie tam były zamieszczane, z danymi identyfikującymi osoby, które mogły dopuścić się popełnienia przestępstwa". - Są to różnego rodzaju wpisy, również wprost nawołujące do przemocy. I takie zawiadomienie zostanie skierowane przez Komendanta Głównego Policji, do prokuratury - podkreślił.

 

Ciarka zwrócił się do protestujących z apelem, by zachowywali się spokojnie. - Jeżeli będzie spokojnie podczas protestów przed Sejmem, jeżeli protestujący będą korzystać z przysługującego im prawa do protestu, wyrażania swoich opinii - chociażby przez głośne okrzyki, przekazywane bardzo często przez megafon, transparenty, poprzez kierowanie żądań, haseł do decydentów - policjanci będą tak naprawdę stali tutaj, nie będą musieli reagować - zapewnił rzecznik KGP.

 

Jednocześnie zaznaczył, że jeżeli protestujący będą "podchodzili do policjantów, znieważali ich, atakowali, szarpali, popychali i próbowali się dostać na teren parlamentu", wtedy policja będzie podejmować "zdecydowane działania".

 

"Nasze dzieci, nasi bliscy się na to nie pisali"

 

Jak zaznaczył rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak, dla policjantów, których wizerunek został ujawniony w mediach, największym problemem jest fakt, w jaki sposób na tę sprawę zareagowali ich bliscy.

 

- Mówimy tutaj o rodzinach, mówimy tutaj o partnerach, partnerkach, dzieciach. I to jest, proszę państwa, poniżej jakiejkolwiek krytyki. (...) My jako policjanci jesteśmy gotowi na wszystko, tak naprawdę, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy podejmować ryzyko w swojej służbie. Ale nasze dzieci, nasi bliscy, na to się nie pisali. I w tym przypadku nasz apel gorący do wszystkich osób: zastanówmy się nad tym, co robimy, bo decyzja nasza może mieć ogromny wpływ na to, co będzie się działo później w rodzinach osób, o których nawet w wolnej chwili nie pomyślimy - zaznaczył.

 

 

Szczerba opublikował zdjęcia z interwencji i dane policjanta, który brał udział z zatrzymaniu Bartosza Adamczyka podczas piątkowego protestu przed Sejmem. W odpowiedzi  szef MSWiA Joachim Brudziński zleciłem "w trybie pilnym Departamentowi Prawnemu MSWiA zajęcie się wpisem Szczerby".

 

 

W drugim niedzielnym wpisie szefa MSWiA czytamy: "Jest dla mnie oczywistym, że na każdy atak na policję w związku z wykonywaniem obowiązków i czynności służbowych, bez względu czy przeprowadzony przez groźnego przestępcę, chuligana czy przez nieodpowiedzialnego posła na Sejm RP to państwo polskie ma obowiązek reagować".

 

W piątek przed Sejmem odbyła się demonstracja przeciw zmianom w sądownictwie. Zorganizowali ją m.in. Obywatele RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Komitet Obrony Demokracji w odpowiedzi na przygotowaną przez PiS nowelizację ustaw m. in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Chodziło m.in. o zmiany procedur wyboru I prezesa SN i kwestie obsady stanowisk w tym sądzie.

 

"Cwaniakowałeś cały dzień, teraz się doigrasz"

 

Podczas protestu doszło do przepychanek manifestantów z policjantami. Funkcjonariusze zatrzymali wtedy cztery osoby. Wśród nich byli Dawid Winiarski i właśnie Bartosz Adamczyk. Obu reprezentuje adwokat Jarosław Kaczyński. 

 

- "Cwaniakowałeś cały dzień, teraz się doigrasz" – to są słowa, które mój klient Dawid Winiarski usłyszał od policjantów po tym, jak już został skuty i odprowadzony w miejsce, gdzie nie było kamer. Policjanci uderzali nim o ścianę, drugą ścianę, następnie został upuszczony na ziemię - mówił Kaczyński.

 

- Pan Bartosz i pan Dawid nie zrobili nic złego, protestowali. Na nagraniach z kamer widać, że nie popełnili żadnego przestępstwa. Byli bardzo aktywni, aktywni w sposób dopuszczalny, protestowali w sposób pokojowy - dodał Kaczyński.

 

Wśród obrażeń, jakich mieli doznać zatrzymani, są: rozbity łuk brwiowy, uszkodzony bark, bolesne ślady na ciele i liczne obrażenia rąk. 

Poseł Piotr Misiło (Nowoczesna) zapowiedział, że w poniedziałek złoży do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez policję. 

 

Policja: osoby zatrzymane nie były spokojne

 

Rzecznik KSP, kom. Sylwester Marczak tłumaczył natomiast, że zachowanie policjantów pod Sejmem było profesjonalnie, zdecydowane i takie powinno być. Podkreślił, że była to sytuacja dynamiczna, w której została naruszona nietykalność funkcjonariuszy publicznych.

 

Poinformował również, że w piątek w związku ze zgromadzeniem pod Sejmem zatrzymano najbardziej agresywnych protestujących; do aresztu policyjnego trafiło czterech zatrzymanych; podczas działań rannych zostało dwóch policjantów.

 

Wszystkie cztery osoby zatrzymane usłyszały zarzuty naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego, policjanta, na podstawie art. 222. Grozi im odpowiedzialność karna 3 lat pozbawienia wolności.

 

PAP