Dali tabletkę, udaru nie rozpoznali. "Potraktowali mnie jak zwierzaka"

Polska

20-letnia pani Weronika Strupczewska mieszka z 57-letnią matką w niewielkim mieszkaniu w Dzierzążniu koło Płońska. 20 czerwca nad ranem matka pani Weroniki poczuła się źle. Skarżyła się na silny ból głowy. Zadzwoniła po pogotowie. Przyjechała nocna pomoc medyczna. Od tego momentu zaczęły się problemy, bo kobiety twierdzą, że medycy nie zajęli się odpowiednio panią Jolantą i nie rozpoznali udaru.

- Jak karetka przyjechała, to potraktowali mnie jak zwierzaka. Dali mi jakiś lek, spojrzała się na mnie i dała pod język. Dopóki lek działał, to ja usnęłam. Za jakiś czas zaczęła mnie tak głowa boleć, że ratunku wołałam - mówi Jolanta Strupczewska.


12 godzin później kobieta trafiła do szpitala w Płońsku. Tego samego, z którego nad ranem przysłano karetkę. Na izbę przyjęć dojechała już na własną rękę, po skierowaniu od lekarza rodzinnego. Tym razem stwierdzono udar.

 

"Nie było wskazań do hospitalizacji"


- Podjechałyśmy pod płoński szpital, posadziłam ją na fotelu na izbie przyjęć. Było skierowanie pilne - mówi Weronika Strupczewska, córka pani Jolanty.


Czy ekipa ze szpitala zachowała się odpowiednio? Czy miała rację zostawiając kobietę nad ranem w domu? Czy w końcu w placówce odpowiednio zajęto się panią Jolantą? Ostatecznie szpital wypowiedział się w tej sprawie wyłącznie pisemnie:


"W dniu 20.06.2018 o godz. 6:35 pomocy medycznej pani Jolancie udzielił lekarz nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej w ramach wizyty domowej (…) gdzie jedynym powodem wezwania był silny ból głowy. (…) Nie było wskazań do hospitalizacji. Przedstawienie sprawy przez rodzinę jest niesprawiedliwe i krzywdzące dla szpitala. (…) Lekarze nocnej pomocy wyjazdowej nie stwierdzili u pacjentki konieczności hospitalizacji. Zastępca Dyrektora ds. opieki zdrowotnej lekarz Marek Gołębiewski".

 

Zawiadomienie do prokuratury

 

Pani Jolanta wypisała się ze szpitala w Płońsku na własną prośbę. Córka zawiozła ją do szpitala w Płocku. Ten jednak także nie chce zabierać głosu w sprawie. Czy lekarze z Płońska popełnili błąd? Czy powinni od razu zabrać panią Jolantę na leczenie do szpitala? Co groziło pani Jolancie, kiedy ta została w domu?

 

To będzie wyjaśniać prokuratura. Pani Weronika zdecydowała się zawiadomić organy ścigania.

 

- Sprawiedliwość jest u pana Boga w rękach. Kiedyś oni za to zapłacą - mówi pani Jolanta.

 

Interwencja, polsatnews.pl

Interwencja/paw/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze