Na rozprawę jako świadków wezwano naczelnik Wydziału Nieruchomości w Urzędzie Dzielnicy Śródmieście Wiesławę Iwanicką; referenta w tym urzędzie Przemysława Niedzielskiego; kuratora Bartłomieja Kościuszko oraz notariusza Grzegorza Arczyńskiego. W charakterze stron wezwania dostali beneficjenci decyzji zwrotowej Magdalena Motylińska i Sławomir Janiszewski.

 

Przed wojną na działce przy ul. Pięknej 49 stała prywatna kamienica, która należała do czterech córek owdowiałej szlachcianki. Część nieruchomości nabył inżynier, żołnierz AK Mieczysław Szenfeld.

 

Wiceszef komisji Sebastian Kaleta przed rozpoczęciem rozprawy mówił, że w tej sprawie wydano decyzję zwrotową na osobę, która nie żyła, a miasto, wiedząc o nieprawidłowościach, pozwoliło na wybudowanie biurowca.

 

"Dzielnica zrobiła to, co należało zrobić"

 

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał naczelnik wydziału nieruchomości w dzielnicy Śródmieście Wiesławę Iwanicką, dlaczego nie powstrzymano budowy biurowca przy ul. Pięknej 49, mimo wiedzy, że decyzja zwrotowa co do tego gruntu została wydana m.in. na osobę, która już nie żyła, czyli Mieczysława Szenfelda.

 

Świadek odpowiedziała, że do skutecznego powstrzymania procesu inwestycyjnego konieczne byłoby wykreślenia tytułu prawnego do nieruchomości z księgi wieczystej. - A w tej chwili, do dzisiaj, osoby, spółka (Piękna 49 - red.) w księdze wieczystej jako użytkownicy wieczyści figurują, więc ten tytuł prawny posiadają, i występując o pozwolenie na budowę składają oświadczenie o posiadanym tytule i pewnie na tej podstawie to pozwolenie otrzymali - wyjaśniła Iwanicka.

 

Jaki dopytywał, dlaczego nikt nie był zainteresowany np. wpisaniem ostrzeżenia w księdze wieczystej i zablokowaniem obrotu nieruchomością przy ul. Pięknej. Świadek nie odpowiedziała na to pytanie; podkreśliła jednak, że "dzielnica (Śródmieście) zrobiła to, co należało zrobić", czyli zgłosiła sprawę do prokuratury.

 

"Inaczej poprowadziłabym to śledztwo"

 

Iwanicka nie potrafiła także odpowiedzieć na pytanie Jakiego, dlaczego urząd m.st. Warszawy czy BGN nie doprowadził do zablokowania obrotu Piękną 49.

 

- Nie wiem, dlaczego nie doprowadzili. Mogę tylko powiedzieć, że gdybym to ja prowadziła to postępowanie, to pewnie ono byłoby poprowadzone inaczej - mówiła świadek.

 

Podkreśliła, że o fakcie śmierci Mieczysława Szenfelda zostało poinformowane BGN.

 

Iwanicka odpowiadając na pytania pełnomocników beneficjentów i miasta powiedziała, że Szenfeld miał udział w wysokości 1/8 w nieruchomości przy Pięknej 49. Natomiast pozostałe 7/8 udziałów zostało zwrócone innym osobom.

 

Miasto dwukrotnie odmówiło ustanowienia prawa użytkowania wieczystego

 

Świadek pytana, czy 7/8 udziałów otrzymali prawowici następcy pierwotnych właścicieli odparła: "nie narzuca się żadna taka wyraźna sytuacja, żebym mogła dzisiaj powiedzieć, że te osoby są nieuprawnione".

 

Iwanicka dodała, że dzielnica Śródmieście zajęła się tylko udziałem Szenfelda, ponieważ tutaj "tkwił błąd". Jak mówiła, powierzchnia przedwojennej nieruchomości wynosiła 478 metrów kwadratowych, a w sumie zwrócono 227 metrów kwadratowych; reszta to teren pod ulicami.

 

Pełnomocnik miasta mec. Bartosz Przeciechowski zwrócił uwagę, że przed decyzją zwrotową z 2011 r. miasto dwukrotnie odmówiło ustanowienia prawa użytkowania wieczystego - w 2002 i 2009 r.

 

Kościuszko: kuratorem ws. Pięknej 49 byłem bardzo krótko

 

Wiceprzewodniczący komisji Sebastian Kaleta pytał Bartłomieja Kościuszkę, kiedy pierwszy raz zetknął się ze sprawą Pięknej 49. Kościuszko wyjaśnił, że w 2012 r., kiedy był aplikantem, otrzymał telefon z Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie z informacją, że zostanie ustanowiony kuratorem w tej sprawie. - I otrzymałem pierwsze pismo z urzędu miasta, w którym przyznano prawo użytkowania wieczystego Mieczysławowi Szenfeldowi - zeznał świadek.

 

Mówił dalej, że otrzymał telefon z kancelarii notarialnej, że ma się stawić i podpisać umowę o ustanowieniu użytkowania wieczystego na rzecz Mieczysława Szenfelda, do czego został umocowany przez sąd na wniosek urzędu m.st. Warszawy.

 

Jak mówił, stawił się u notariusza, by dopełnić nałożonych obowiązków. - Wtedy byłem kuratorem bardzo krótko, ja nie znałem tak naprawdę tej sprawy wtedy, w tym momencie - zeznał świadek.

 

Kaleta zwrócił uwagę, że Kościuszko został kuratorem już po wydaniu decyzji zwrotowej w 2011 r. - Moją rolą było odebranie decyzji o przyznaniu Mieczysławowi Szenfeldowi użytkowania wieczystego, chyba ta decyzja jest jednym z elementów kończenia postępowania reprywatyzacyjnego - wyjaśnił świadek.

 

"Otrzymywałem lakoniczne odpowiedzi z urzędów"

 

Pytany, czy po ustanowieniu go kuratorem podejmował próby odnalezienia Szenfelda odparł, że na początku przeprowadził rozmowę z urzędnikiem z urzędu miasta i jednym z nowych współwłaścicieli Pięknej 49, a także skierował dwa pisma do urzędów dzielnicowych; szukał też informacji w internecie. Zaznaczył, że otrzymywał lakoniczne odpowiedzi z urzędów m.in., że Szenfeld nie figuruje w ewidencji.

 

Kościuszko zeznał, że to m.st. Warszawa wnioskowało o ustanowienie go kuratorem. Kaleta podkreślił, że w tej sprawie wnioskował też jeden z beneficjentów reprywatyzacji Sławomir Janiszewski. Jak wyjaśniono na rozprawie, do "części czynności" wnioskowało o to miasto, a "do części" Janiszewski.

 

Świadek był też pytany, kiedy dowiedział się, że Szenfeld zmarł w 1974 r. Odpowiedział, że otrzymał telefon z urzędu m.st. Warszawy z informacją o odnalezieniu aktu zgonu Szenfelda. Dodał, że po otrzymaniu tej informacji złożył do sądu i urzędu miasta wniosek o uchylenie kurateli.

 

"Nie jestem pierwszym kuratorem w tej sprawie"

 

Kaleta dopytywał Kościuszkę, czy w związku z tym podjął działania, aby uchylić skutki aktu notarialnego podpisanego w imieniu Szenfelda. - Nie podjąłem; po tym, jak dowiedziałem się, że odnalazł się akt zgony Mieczysława Szenfelda, złożyłem do sądu wniosek o uchylenie kurateli - powtórzył świadek.

 

Dopytywany, czy z aktem zawartym w 2012 r. nic już potem nie robił, podkreślił, że nie miał takich kompetencji. - Po tym, jak złożyłem wniosek o uchylenie kurateli (...) nie miałem żadnego kontaktu ze sprawą - zaznaczył świadek.

 

Przyznał, że wiedza o Szenfeldzie była "lakoniczna, szczątkowa, wyrywkowa". - Z tego co pamiętam, nie jestem pierwszym kuratorem w tej sprawie (Pięknej 49). W tym postępowaniu administracyjnym byli już wcześniejsi kuratorzy, to postępowanie toczyło się wiele, wiele lat. Ja zostałem do niego włączony na samym końcu, w celu odebrania decyzji administracyjnej - podkreślił Kościuszko.

 

Były urzędnik: decyzja została wydana z naruszeniem prawa 

 

Były urzędnik dzielnicy Śródmieście Przemysław Niedzielski zeznał, że ze sprawą reprywatyzacji Pięknej 49 zetknął się, kiedy spadkobiercy zwrócili się do urzędu, aby dokonać zmiany użytkowania wieczystego we własność. Mówił, że "wydało mu się podejrzane, że jest ustanowiony kurator dla osoby nieobecnej (jednego z beneficjentów - Mieczysława Szenfelda - red.), która - jak wynikało - kupiła udział w nieruchomości w lipcu 1944 r."

 

Jak dodał, w wyniku jego ustaleń udało mu się stwierdzić w 2013 r., że kurator został ustanowiony na osobę, która zmarła w 1974 r. Przyznał, że był zdziwiony, że od 1997 r. BGN-owi nie udało się tego ustalić.

 

Pełnomocnik spółki Piękna 49 pytał świadka, ile czasu zajęło ustalenie faktu, że Mieczysław Szenfeld nie żyje. Niedzielski odpowiedział, że "akt zgonu udało się uzyskać w jeden dzień".

 

"Informację o śmierci Szenfelda można było ustalić przed decyzją reprywatyzacyjną"

 

Pytany, czy informację o śmierci Szenfelda można było ustalić przed decyzją reprywatyzacyjną, Niedzielski odpowiedział: "Moim zdaniem tak". Dopytywany, kto powinien to zrobić, odpowiedział, że jego zdaniem powinien tego dokonać referent prowadzący tę sprawę w BGN.

 

- Podstawa nabycia użytkowania wieczystego, czyli ta decyzja wydziału spraw dekretowych (BGN) jest w mojej ocenie, wydana z naruszeniem prawa ze względu na to, że jest wydana na osobę zmarłą - mówił świadek.

 

Przyznał, że w akcie notarialnym dot. nieruchomości, wpisane zostały błędnie imiona rodziców Szenfelda. Mówił, że w rozmowie z kuratorem ustanowionym na beneficjenta dowiedział się, że imiona rodziców Szenfelda zostały podane przez pozostałych beneficjentów.

 

Wiceprzewodniczący komisji Sebastian Kaleta pytał, czy świadek rozmawiał o sprawie Pięknej 49 z jakimikolwiek pracownikami BGN-u. Niedzielski potwierdził; dodał, że odbierał dokumenty w sprawie od referenta w BGN Marka Dębskiego, informując go, że "chyba coś tu jest nie tak". Na to Dębski miał odpowiedzieć: "I co z tego?".

 

"Prawdziwy Mieczysław Szenfeld miałby wówczas 100 lat"

 

Notariusz Grzegorz Arczyński, który sporządził w Kielcach umowę zbycia nieruchomości przy Pięknej 49 przyznał, że osoba, która przedstawiła się jako Mieczysław Szenfeld mogła mieć ok. 60-70 lat. Prawdziwy Mieczysław Szenfeld miałby wówczas 100 lat. Jak zeznawał Arczyński, mężczyzna posiadał ukraińskie obywatelstwo, ale dobrze posługiwał się językiem polskim. Przed notariuszem posługiwał się on paszportem ukraińskim.

 

Notariusz przyznał, że przedstawione przez osobę podającą się za Szenfelda dokumenty nie wzbudziły jego wątpliwości.

 

Reprezentująca beneficjentkę mecenas pytała, czy osoba, która pojawiła się u świadka i która podawała się za Mieczysława Szenfelda, wykazała swoje prawa własności do nieruchomości. Arczyński odpowiedział, że "skoro został sporządzony akt notarialny przeniesienia własności, to jak chcemy przenieść własność, to musimy wykazać, że coś jest nasze. Więc z pewnością taka dokumentacja była zamieszczona przy akcie notarialnym".

 

- Kierując się również dokumentem z księgi wieczystej mogłem ustalić, że pan Mieczysław jest właścicielem tej nieruchomości - mówił Arczyński. Przyznał, że w księdze wieczystej nie było ujawnionego wieku Szenfelda i dodał, że gdyby widniał rok urodzenia 1913, to na pewno wzbudziłoby to jego wątpliwości.

 

"Takie przypadki występują"

 

Arczyński mówił, że nie pamięta kwestii rozliczeniami między stronami. Mówił, że z dokumentów wynikało, iż do takiego rozliczenia doszło przed podpisaniem aktu notarialnego.

 

Notariusz nie pamiętał też, która ze stron przyszła do niego jako pierwsza. Nie wykluczał, że mogła to być osoba trzecia.

 

Pełnomocnik miasta mecenas Zofia Gajewska pytała, czy nie dziwiło świadka, że osoba mieszkająca w Warszawie jedzie do Kielc, aby zawrzeć akt notarialny dotyczący nieruchomości położonej w Warszawie z osobą, która przyjechała z Ukrainy. Na to Arczyński odpowiedział, że "takie przypadki występują".

 

Prezes spółki Piękna 49: to absolutnie zaniedbanie miasta

 

Prezes spółki Piękna 49 Sławomir Janiszewski, która wybudowała biurowiec zwrócił uwagę podczas swobodnego oświadczenia, że to "miasto spowodowało problem". Mówił, że miasto rozpoczynając postępowanie zwrotowe w 1997 r., nie sprawdziło, czy jeden z beneficjentów - Mieczysław Szenfeld żyje, czy nie, co było jego rolą i powinno to nastąpić przed rozstrzygnięciem. - To absolutne zaniedbanie miasta - ocenił.

 

Jak dodał, w związku z faktem, że miasto, ustanawiając kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, można było domniemywać, że Szenfeld żyje.

 

Świadek przyznał, że kupił prawa do 5/8 roszczenia do Pięknej od spadkobierczyni praw Magdaleny Motylińskiej za 187 tys. zł. Tego samego dnia - jak przyznał - sprzedał jej 5/16 tych praw. "Miałem do tego prawo" - zapewnił. Dopytywany, czemu tak się stało odpowiedział, że "nie pamięta powodów biznesowych".

 

Kaleta przywołał zeznania kuratora dla Mieczysława Szenfelda nieznanego z miejsca pobytu, Bartłomieja Kościuszki, który podczas środowych zeznań powiedział, że w obecności notariusza, kiedy podpisywany był akt notarialny, Sławomir Janiszewski miał podać nieznane dotąd stronom imiona rodziców Szenfelda. Janiszewski odpowiedział na to, że "ktoś" podczas spotkania ustalił to, wpisując do wyszukiwarki internetowej nazwisko Szenfelda.

 

"Nie znałem się z urzędnikami stołecznego ratusza"

 

Świadek zapytał Kaletę, jaki miałby interes, żeby podać imiona rodziców. Kaleta odpowiedział: "taki, żeby doszło do podpisania umowy".

 

Pełnomocnik stołecznego ratusza mecenas Bartosz Przeciechowicz zwracał uwagę, że w styczniu 2013 r. strony zostały poinformowane o śmierci jednego z beneficjentów, ale mimo tego, jedna z nich we wrześniu 2013 r. podpisuje umowę o zbyciu praw do 2/16 roszczeń przez osobę, która się podaje za Mieczysława Szenfelda. Janiszewski mówił w tym kontekście, że miasto powinno wpisać fakt śmierci Szenfelda do księgi wieczystej.

 

Janiszewski podczas zeznań zaprzeczał, aby znał się z urzędnikami stołecznego ratusza. Zaprzeczył też, żeby prowadził interesy w Kielcach, gdzie pracował notariusz, u którego Motylińska i osoba podająca się za Mieczysława Szenfelda podpisali umowę o zbyciu części jego praw do nieruchomości. Z kolei pytany, czy przebywał na Ukrainie w latach 2011-2013, skąd pochodziła osoba podająca się za Szenfelda, odpowiedział, że był raz w Kijowie na meczu piłki nożnej podczas mistrzostw Euro 2012.

 

Mecenas reprezentujący Janiszewskiego wnosił, aby w sprawie zostali przesłuchani również urzędnicy BGN, którzy odpowiadali za wydanie decyzji.

 

PAP, polsatnews.pl, Polsat News