Dwóch innych byłych funkcjonariuszy, Piotra D. i Łukasza U., sąd skazał na kary po roku więzienia za przyzwolenie na znęcania się nad zatrzymaną osobą.

 

Wobec Marcina G. sąd orzekł zakaz wykonywania zawodu policjanta na sześć lat, zaś wobec Piotra D. i Łukasza U. - po cztery lata. Marcin G. ma zapłacić poszkodowanym osobom łącznie 50 tys. zł tytułem nawiązki, zaś Piotr D. i Łukasz U. - po 5 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny.

 

Jeden z mężczyzn złożył skargę

 

Sąd uznał za udowodnione, że w czerwcu ubiegłego roku, funkcjonariusz III komisariatu lubelskiej policji, 41-letni Marcin G., kilkakrotnie raził nielegalnie posiadanym paralizatorem dwie osoby zatrzymane do wytrzeźwienia podczas Nocy Kultury.

 

Uzasadniając orzeczenie sędzia Jarosław Dul podkreślił, że dowodem wyjściowym dla ustalenia winy oskarżonych była obdukcja lekarska jednego z oskarżonych, obywatela Francji, 30-letniego Igora C. Lekarz stwierdził w niej istnienie ran, które mogły być skutkiem użycia paralizatora. To ten pokrzywdzony złożył skargę na policję.

 

Igor C. zeznawał, że zatrzymany został przez policjantów, po tym jak pijany wracał taksówką do hotelu, ale nie umiał tam trafić i nie miał pieniędzy, żeby zapłacić za kurs. Policjanci zabrali Francuza do radiowozu, założyli mu kajdanki i zawieźli go do izby wytrzeźwień. Na parkingu przed izbą wytrzeźwień funkcjonariusze pytali go o personalia, ponieważ nie miał przy sobie dokumentów. Nie umiał podać numeru PESEL, źle podał datę urodzenia, mówił w różnych językach. Wtedy doszło do kilkukrotnego rażenia go paralizatorem, w genitalia, udo, klatkę piersiową.

 

Drugiego z pokrzywdzonych odnalazł prokurator

 

Drugi z pokrzywdzonych, 24-letni student Rafał K., nie zgłosił początkowo skargi, jedynie opowiedział najbliższym o tym, jak potraktowała go policja. Zatrzymany został tej samej nocy. Był z dziewczyną i kolegą. W restauracji doszło do bójki. Rafała K. ktoś pobił, jak się potem okazało, doznał złamania szczęki. Szarpał się z policjantami. Funkcjonariusze przewrócili go, założyli mu kajdanki i zabrali do radiowozu. W radiowozie użyli wobec niego gazu łzawiącego. Gdy wprowadzili go do izby wytrzeźwień, nic nie widział, nie mógł otworzyć oczu. Tam ktoś kilkukrotnie poraził go paralizatorem, w klatkę piersiową i genitalia.

 

Rafała K. odnalazł prokurator już po rozpoczęciu śledztwa. Pokrzywdzony wyjaśniał na sali sądowej, że nie wierzył w możliwość ukarania winnych.

 

U oskarżonego Marcina G. w szafce na komisariacie znaleziono prywatną latarkę z paralizatorem, taką samą, jaką miał on przy sobie w Noc Kultury w izbie wytrzeźwień, co zarejestrował monitoring.

 

"Nie było potrzeby stosowania wobec nich przemocy"

 

Jedna z pracownic izby wytrzeźwień, która zeznawały przed sądem potwierdziła, że Marcin G. raził zatrzymanego Rafała K. paralizatorem w jądra, wskazała na sali sądowej funkcjonariusza. Jej zeznania potwierdziła inna pracownica izby wytrzeźwień. Pozostali pracownicy, obecni tej nocy w izbie wytrzeźwień, zeznawali, że niczego szczególnego nie zapamiętali. 

 

- Użycie paralizatora w obu przypadkach spełnia definicję tortur, zarówno słownikową jak i z międzynarodowej konwencji o zakazie stosowania tortur - uzasadnił sędzia ogłaszając wyrok.

 

- Osoby te były nietrzeźwe, obezwładnione, nie było potrzeby stosowania wobec nich przemocy - uznał sąd. Oskarżony raził ich paralizatorem w genitalia.

 

- W mojej ocenie rażenie paralizatorem w genitalia osoby, która nie ma swobody ruchu jest działaniem drastycznym - powiedział sędzia.

 

Sąd zwrócił również uwagę, że jeden z pokrzywdzonych miał złamaną szczękę, więc był już wcześniej ranny i cierpiał. Nic nie widział, bo wcześniej użyto wobec niego gazu. - Nikomu nie zagrażał, bo siedział spokojnie na krzesełku w izbie wytrzeźwień, mimo to oskarżony podszedł i poraził go paralizatorem w genitalia. To zachowanie oceniam jako brutalne i nieludzkie, a można by użyć mocniejszych sformułowań - uznał sąd.

 

 

"Nieuzasadnione" i "bezsensowne" użycie paralizatora

 

- Policjantowi nie wolno nikogo w ten sposób karać, więc oskarżony użył w tamtym momencie przemocy bez najmniejszego usprawiedliwienia - dodał sędzia. Podkreślił jednocześnie, że oskarżeni dopuścili do stosowania tortur z "błahego powodu". - Za chęć ustalenia tożsamości cudzoziemca, który w tym momencie był nietrzeźwy i miał trudności z dogadaniem się w języku polskim - wytłumaczył sędzia.

 

- Przestępstwa te są szczególnie karygodne przez sposób zadania bólu. Stosowanie paralizatora w takim przypadku było nie tylko nieuzasadnione ale i bezsensowne - powiedział sędzia prowadzący rozprawę. Dodał, że cała ta sprawa ma szerszy wymiar społeczny, bo "ten przypadek podważył zaufanie ludzi do lubelskiej policji.         

 

Przy rażeniu paralizatorem jednego z zatrzymanych byli obecni dwaj inni funkcjonariusze z tego samego komisariatu, 38-letni Piotr D. oraz 36-letni Łukasz U. Nie przeszkodzili w znęcaniu się nad poszkodowanym - uznał sąd.

 

Wyrok nie jest prawomocny.

 

PAP