Według audytu, do którego dotarł "The News Journal" wynika, że kobieta otrzymywała emryturę od 1974 roku aż do momentu śmierci. Mimo to nie zaprzestano wypłacać cotygodniowej pensji.

 

Przez dwie dekady łączna, przekazana kwota wynosiła 72 tys. 966 dolarów.

 

"Nikt nie miał pojęcia, że ona nie żyje"

 

- To naprawdę niecodzienne okoliczności - powiedziała skarbnik miasta Velda Jones-Potter. Urzędnicy zorientowali się w sytuacji dopiero w zeszłym roku. 

 

Miasto w sprawach wypłat emerytur korzysta z usług firmy zewnętrznej, która porównuje informacje o osobach otrzymujących emeryturę z listą zgonów.

 

Jones-Potter powiedziała, że śmierć emerytki nie została odnotowana w oficjalnej dokumentacji. Zaznaczyła, że oprócz działalności firmy zewnętrznej, "także biuro skarbnika na bieżąco przegląda nekrologi", a poczta, która przychodzi do samotnej, zmarłej osoby po pewnym czasie wraca do urzędu miasta, bo nikt jej nie odbiera.

 

- Zwykle w jakiś sposób o tym wiadomo - dodała skarbnik. - W tym przypadku nie otrzymywaliśmy listów z powrotem. Nikt nie miał pojęcia, że emerytka nie żyje - powiedziała urzędniczka.

 

120 milionów rocznie 

 

John Rago, zastępca szefa sztabu ds. polityki i komunikacji w urzędzie burmistrza Mike'a Purzyckiego nie powiedział, czy sprawa zostanie przekazana policji. Według urzędników ktoś na bieżąco odbierał emeryturę kobiety.

 

Co roku w Stanach Zjednoczonych fundusz emerytalny i fundusz osób niepełnosprawnych tracą średnio 120 milionów dolarów w skutek dokonywania wypłat na poczet osób, które nie powinny otrzymać świadczenia.

 

USA Today, The News Journal