Sędziowie uznali Holendra za winnego poważnego zakłócenia spokoju publicznego, niebezpiecznego uszkodzenia ciała, ataku na urzędnika oraz stawiania oporu. 21-latek rzucił dwiema butelkami w policjanta podczas zajść w dzielnicy Hamburga Schanzenviertel. Jedna butelka trafiła funkcjonariusza w nogę, druga uderzyła w jego hełm. Pomimo ataku policjant zdołał zatrzymać uczestnika skrajnie lewicowej demonstracji "Welcome to Hell".

 

Sąd wydał wyrok bardziej surowy od propozycji prokuratury, która domagała się dla oskarżonego roku i dziewięciu miesięcy pozbawienia wolności.

 

"Policjanci nie są zwierzyną łowną"

 

Agencja dpa pisze, że osoby obecne na sali sądowej były zszokowane wysokością wyroku. Przewodniczący składu sędziowskiego uzasadnił wymiar kary nowymi przepisami, które obowiązują od końca maja. Ustawa zwiększyła ochronę urzędników wykonujących czynności związane z ich funkcją. - Policjanci nie są zwierzyną łowną dla społeczeństwa pragnącego zabawy i silnych wrażeń - powiedział sędzia.

 

We wtorek przed sądem w Hamburgu stanie 24-letni Polak. Stanisław B. został zatrzymany 8 lipca w drodze na demonstrację. W jego plecaku znaleziono między innymi sześć rac, niedopuszczone do użytku w Niemczech urządzenie rozpylające substancję drażniącą, a także dwie szklane kulki mogące służyć jako amunicja do procy.

 

Prokuratura zarzuca mu naruszenie przepisów o posiadaniu broni i środków wybuchowych oraz prawa do zgromadzeń.

 

Rannych blisko 500 funkcjonariuszy

 

Podczas szczytu przywódców państw G20 w starciach z uczestnikami skrajnie lewicowego "czarnego bloku" oraz innymi ekstremistami rannych zostało blisko 500 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.

 

Uczestnicy burd zdemolowali i obrabowali wiele sklepów. Jednak dziesiątki tysięcy antyglobalistów demonstrowały pokojowo przeciwko spotkaniu przywódców G20.

 

PAP