Czwartkowa "Gazeta Wyborcza" poinformowała, że Ministerstwo Cyfryzacji pracuje nad projektem zmian w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną.


Według autorów pomysłu, każdy, kto świadczy usługi przez internet, miałby podlegać polskiemu prawu, bez względu na to, gdzie znajduje się siedziba firmy.


Jak podała "GW", portale nie będą mogły ograniczać dostępu do swoich treści. Każdy zablokowany użytkownik będzie mógł zwrócić się do 24-godzinnego sądu i domagać się, by usunięte treści zostały przywrócone.

 

To internauci zdecydują, kto jest hejterem


Kontrola nad treścią miałaby zostać przekazana w ręce internautów. Użytkownicy mieliby możliwość oznaczania wpisów jako nieprawdziwych. Nie ustalono, czy i kto będzie te informacje weryfikował.


Portale byłyby także zobowiązane do udostępnienia specjalnego formularza do zgłaszania fake newsów lub treści hejterskich. Zgłaszający musiałby w nim podać swoje imię, nazwisko, adres i zaznaczyć, które przepisy prawa zostały naruszone i kto został pokrzywdzony.


Wydawca zostałby zmuszony do usunięcia takich treści, a ich autor w ciągu siedmiu dni mógłby zgłosić swój sprzeciw.


"Podejrzenie o chęć cenzurowania jest niedorzeczne"


- Chodzi o to, żeby spróbować zmierzyć się z problemem fake newsów i blokowaniem kont. Dyskusja na ten temat toczy się nie tylko w Polsce - powiedział polsatnews.pl rzecznik ministerstwa i przypomniał, że w tej sprawie minister Anna Streżyńska spotkała się także z przedstawicielami Facebooka.


Manys przyznał, że w resorcie działa grupa, która we współpracy z różnymi organizacjami zajmuje się tematem walki z fake newsami.


- To tylko wstępne pomysły. Nie wiadomo, czy w ogóle wejdą w życie, a jeśli tak, to w jakiej formie - zaznaczył.


- Jeśli ktoś podejrzewa Ministerstwo Cyfryzacji, czy minister Streżyńską, która sama jest bardzo aktywna w internecie, o to, że chce komuś zakładać kaganiec, czy coś cenzurować, to jest to niedorzeczne - podkreślił rzecznik.

 

polsatnews.pl, Gazeta Wyborcza