Jak opisał powstaniec, jego ojciec był żołnierzem gen. Hallera, walczył z bolszewikami i był odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1940 r. został aresztowany przez Gestapo i zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen.

 

Autor listu przedostał się do Warszawy i w 1943 r. został zaprzysiężony jako żołnierz Armii Krajowej w "dywizjonie 1806", który był oddziałem konspiracyjnym 1. pułku strzelców konnych.

 

"W czasie Powstania Warszawskiego walczyłem w batalionie Ruczaj. Zostałem ciężko ranny na polu walki. Później był lazaret dla jeńców wojennych w Zeithain (niemiecki obóz dla jeńców - red.), długie 5-miesięczne leczenie i Stalag IV B w Muhlbergu (jeden z największych niemieckich obozów jenieckich - red.)" - podkreślił 95-latek.

 

Do kraju wrócił w 1946 r. Po studiach medycznych pracował w szpitalu jako chirurg i jak napisał "bez przesady" uratował życie ok. 500 chorym. Następnie "ze względu na bardzo wyczerpującą pracę w ciągłym ostrym dyżurze", po kilkunastu latach zdecydował się porzucić oddział chirurgiczny. Został kierownikiem Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego.

 

"Lekarz powinien leczyć ludzi bez względu na ich poglądy"

 

Później "ze względu na nie najlepszy stan zdrowia" przyjął posadę lekarza w przychodni MSW.

 

"Byłem głęboko przekonany, że każdy lekarz powinien leczyć ludzi bez względu na ich pochodzenie, czy też na ich poglądy polityczne. W przychodni tej przepracowałem 10 lat i w wieku 60 lat uzyskałem rentę" - napisał weteran Powstania Warszawskiego.

 

Do czasu przejścia na emeryturę w wieku 70 lat pracował na 1/2 etatu w Przychodni Chirurgicznej PKP.

 

Jak wspomina, praca w przychodni MSW nie uchroniła jego córki, która nie mogła się dostać na studia, bo krążył za nią "wilczy bilet" przeszłości konspiracyjnej jej ojca.

 

"Znów jestem wrogiem, ale czyim"

 

W 1989 r. został jednym z założycieli Koła Żołnierzy AK w swojej miejscowości. W latach 2010-2012 był prezesem koła, a później jego prezesem honorowym. Został odznaczony Medalem za Zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy AK.

 

"I teraz, niezgodnie dwoma zasadami prawa poddany zostałem odpowiedzialności zbiorowej i tzw. dezubekizacji. A ja nawet nie należałem do PZPR ani do żadnej pokrewnej partii" - napisał.

 

Jak podkreślił, ciągle jest w Polsce wrogiem. "Najpierw byłem żołnierzem AK  »zaplutym karłem reakcji« i osobistym wrogiem towarzysza Bieruta i Stalina, a teraz jestem wrogiem Narodu i osobistym wrogiem, ale czyim?" - zapytał kończąc list.

 

Około 1100 podobnych skarg

 

List wpłynął do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 21 sierpnia. Jak napisano, autor "zgodził się na jego upublicznienie, bo dobrze pokazuje on, czego ustawa nie bierze pod uwagę stosując automatyczne kryteria oceny".

 

Do Biura RPO wpłynęło już ok.o 1100 skarg, wniosków osób, które straciły lub tracą prawo do emerytury/renty na podstawie tzw. drugiej ustawy dezubekizacyjnej uchwalonej 16 grudnia 2016 r.

 

Jak podkreśla Biuro RPO, ludzie ci skarżą się na niesprawiedliwe potraktowanie, na to, że zostali objęci odpowiedzialnością zbiorową, a ustawa ignoruje ich osobiste losy, to, co rzeczywiście robili, a także ich zasługi dla państwa.

 

Ustawa stanowi, że jeżeli pracowali w jednostkach podległych resortowi spraw wewnętrznych przed 1990 r., to ich świadczenie zostaje automatycznie obniżone: nie będzie mogło przekroczyć średniej emerytury w ZUS, a w wielu wypadkach zostanie sprowadzone do ustawowego minimum.

 

Biuro RPO nie poinformowało, czy weteranowi Powstania Warszawskiemu już obniżono emeryturę, czy dopiero to nastąpi.

 

polsatnews.pl