Minister pracy Francji Muriel Penicaud uznała to za "ważny etap budowania ambitnego i odnowionego modelu społecznego".

 

Przeciw przyjęciu wniosku w sprawie dekretów wypowiedzieli się deputowani lewicy, którzy krytykowali zarówno zaakceptowanie samej procedury, jako ograniczającej debatę parlamentarną, jak i projekt zmian w kodeksie pracy, będący w ich ocenie ograniczaniem francuskiego modelu socjalnego.

 

Pozwolą pominąć długie procedury

 

O tym, że Macron chce reformować rynek pracy za pomocą dekretów, media poinformowały już w maju, przypominając, że nie jest to nowa praktyka - w V Republice stosuje się takie dekrety od 1960 roku.

 

Próby zreformowania rynku pracy za prezydentury Francois Hollande'a doprowadziły do rozłamu wśród rządzących socjalistów oraz do masowych protestów i strajków organizowanych na wezwanie central związkowych.

 

Dekrety pozwolą pominąć długie procedury parlamentarne i zachować oryginalny kształt ustawy, bez narzuconych przez deputowanych poprawek.

 

W ubiegłym roku rząd premiera Manuela Vallsa zdołał doprowadzić do przyjęcia ustawy mającej uelastycznić rynek pracy i pomóc w walce z bezrobociem dopiero wtedy, gdy skorzystał z możliwości przewidzianej w art. 49 ust. 3 konstytucji, który pozwala na wprowadzenie ustawy bez poddawania jej pod głosowanie w parlamencie.

 

Masowe protesty

 

Valls skorzystał z tego przepisu, ponieważ duża część socjalistów wraz prawicową opozycją odrzucała w parlamencie projekt; jednak sama debata nad ustawą, a następnie jej przeforsowanie spowodowało masowe protesty.

 

Podobne demonstracje na wielką skalę towarzyszyły też w 2006 roku podjętym przez prezydenta Jacques'a Chiraca próbom rozluźnienia przepisów regulujących zatrudnianie młodych ludzi i podniesieniu wieku emerytalnego przez Nicolasa Sarkozy'ego w 2010 roku.

 

PAP