Józef Skowronek przez całe życie pracował jako steward na statkach. Około 2000 roku zaczął skarżyć się na bóle pleców, które uśmierzał środkami przeciwbólowymi. W końcu zdecydował się na konsultację u lekarza.

 

- Docent K. mówił, że przyjdę na 2-3 dni, zrobią cięcie i będzie 90 procent poprawy. To była prywatna klinika w państwowym szpitalu kolejowym, gdzie wynajęto 2 piętra - opowiada mężczyzna reporterce "Interwencji".

 

"Mogłem śmiało jeszcze przez 5 lat pływać"

 

W 2004 roku pan Józef przeszedł operację usunięcia dysku. Niestety, lekarze pomylili się i wycięli mu nie ten dysk. Miał być dysk oznaczany jako L3-L4, a wycięto L2-L3. Druga operacja jedynie pogorszyła sytuację zdrowotną pana Józefa.

 

- Żeby było "weselej", zostałem sparaliżowany od pasa w dół. Po jakichś 2-3 dniach przyszedł do mnie lekarz, który mnie operował i podsunął mi do podpisania zgodę na drugą operację. Jak ja podpisałem zgodę na wycięcie L3-L4, tak jak powinno być od początku, to on to zabrał i dopisał z przodu L2-L3 - twierdzi Józef Skowronek.

 

- Ja jeszcze mogłem śmiało przez 5 lat pływać i finansowo żyć o wiele, wiele lepiej. Niestety, lekarze poprzez swoją niedbałość, niechlujstwo zrobili ze mnie kalekę i oni są bezkarni - dodał.

 

Sieć szpitali zbankrutowała

 

Pan Józef poszedł do sądu po odszkodowanie za zrujnowane zdrowie. Wygrał od sieci Szpitale Polskie z Gdańska 20 tys. zł zadośćuczynienia, ale nie otrzymał nawet złotówki, bo sieć szpitali zbankrutowała. W tej sytuacji mężczyzna zdecydował się pozwać o odszkodowanie byłego dyrektora tej firmy, Tomasza W.

 

- Co prawda spółka ma odrębny majątek i z niego powinna płacić wszystkie zobowiązania, ale w określonych sytuacjach, jeżeli spółka nie płaci, prezes zarządu również powinien być pociągnięty do odpowiedzialności - powiedział Rafał Terlecki z Sądu Okręgowego w Gdańsku.

 

Sąd nakazał, aby to Tomasz W. zapłacił 20 tysięcy zadośćuczynienia. Dziś z odsetkami to kwota rzędu 50 tysięcy złotych. Mężczyzna do dziś nie zapłacił nawet złotówki.

 

- Niestety, przez okres 3-4 lat komornik nie ściągnął nic. Ten gość nie ma żadnych pieniędzy, jest niewypłacalny - mówił pan Józef.

 

"Wyrok nie oznacza, że mam zapłacić"

 

Reporterzy "Interwencji" próbowali odszukać Tomasza W. pod kilkoma adresami podanymi w internecie. Udało im się jedynie porozmawiać z nim przez telefon.

 

- Po ludzku, współczuję panu Skowronkowi, ale ja nie czuję się w żaden sposób odpowiedzialny za to. Wyrok nie oznacza, że mam zapłacić, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie mam takiej możliwości - stwierdził Tomasz W.

 

Pan Józef po nieudanych operacjach jest kaleką. W codziennym funkcjonowaniu pomagają mu koledzy i rodzina. Za 800 zł emerytury mężczyzna nie jest w stanie podjąć rehabilitacji.

 

- Świat mi się zawalił. Jestem skazany na wegetację do końca żywota swojego, nic więcej - podsumował pan Józef.

 

"Interwencja"