Trzy lata temu Dariusz Jarzembek zdecydował się na zakup ciągnika. Pośrednikiem była renomowana lokalna firma. Mężczyzna przelał pieniądze, a ta firma przekazała je producentowi. Ten z kolei przekazał homologację ciągnika. Na tej podstawie pan Dariusz wyrobił dowód i tablice rejestracyjne.  Ciągnika do tej pory nie zobaczył. Śledczy umorzyli sprawę.

 

- Czekam na jakąś sprawiedliwość. Aż prokuratura przejrzy na oczy - mówi pan Dariusz.

 

Dopiero po interwencji reporterki, prokuratura uznała, że rzeczywiście trzeba się przyjrzeć, dlaczego producent wydał homologację bez przekazania ciągnika.

 

"Nikt nie jest winien"

 

W sprawie innych rolników, którzy również kupowali ciągniki od tej samej firmy, śledczy również nie dopatrzyli się przestępstwa. Żaden z nich nie dostał zakupionego ciągnika, choć każdy z nich ma dowód i tablice rejestracyjne. Ich straty idą w setki tysięcy złotych.

 

- Pieniędzy nie ma, traktora nie ma. Nikt nie jest winien - mówi jeden z nich.

 

Obie firmy: i producent i pośrednik zmieniły nazwy, ale nadal prowadzą działalność w tych samych miejscach i sprzedają ciągniki.

 

"Państwo w Państwie"