Prezydent miał wrócić do kraju 6 lutego, a na dzień przed planowanym powrotem przysłał list, w którym poprosił parlament o przedłużenie mu urlopu, tak by mógł przejść w Londynie jeszcze dodatkowe badania. Nie powiedział jakie, ani czy i co mu dolega, ani jak długo go nie będzie. Już nazajutrz po wyjeździe Buhariego w Nigerii zaczęły się plotki, że jest ciężko chory, a jego urzędnicy ukrywają przed obywatelami prezydencką chorobę.

 

Wiceprezydent musiał przerwać wizytę w Davos


Pożywką dla plotek stało się nie tylko milczenie prezydenta i jego urzędników, ale także fakt, że wyjechał na urlop tak nagle, że aby w jego zastępstwie pełnić obowiązki szefa państwa, wiceprezydent Yemi Osinbajo musiał przerwać wizytę w szwajcarskim Davos, gdzie uczestniczył w dorocznej światowej naradzie gospodarczej.


Podejrzenia Nigeryjczyków co do kiepskiego zdrowia ich prezydenta wzięły się też z tego, że już latem Buhari spędził dwa tygodnie w Londynie u tamtejszych lekarzy. Oficjalnie podawano, że cierpiał na zapalenie ucha. Rozzłościło to wtedy nigeryjskich lekarzy, którzy oburzyli się, że prezydent nie ufa im i nawet z taką drobną dokuczliwością woli udać się po pomoc do Anglików.

 

Nigeryjczycy zaniepokojeni, bo wiedzą, czym to się może skończyć


Nigeryjczycy niepokoją się stanem zdrowia Buhariego, bo dobrze pamiętają chaos, jaki nastąpił po śmierci jednego z jego poprzedników, który umarł sprawując urząd. Prezydent Umaru Yar’Adua (2007-2010) też zapewniał, że czuje się świetnie, gdy w 2009 r. wyjeżdżał na krótki odpoczynek i leczenie do Arabii Saudyjskiej. Kiedy jego nieobecność przedłużyła się do ponad trzech miesięcy, nigeryjski Senat ogłosił, że w powodu choroby nie jest on w stanie sprawować władzy, i na tymczasowego prezydenta zaprzysiągł wiceprezydenta Goodlucka Jonathana. Pod koniec lutego 2010 r. Yar’Adua wrócił w końcu do kraju, ale już nie na fotel prezydenta, a w maju umarł.


Śmierć Yar’Aduy wywołała głęboki kryzys polityczny w Nigerii, najludniejszym kraju Afryki i kontynentalnym mocarstwie. Od 1999 r., gdy po dekadach wojskowych dyktatur w Nigerii przywrócono demokratyczne porządki, tamtejsze polityczne elity pilnowały, by władzę w kraju sprawowali na przemian przedstawiciele chrześcijańskiego południa i muzułmańskiej północy. Yar’Adua, muzułmanin z północy objął władzę po chrześcijaninie z południa Olusegunie Obasanjo, który rządził dwie prezydenckie kadencje (1999-2007).

 

Prezydentura Buhariego była nadzieją Nigeryjczyków


Po śmierci Yar’Aduy północne elity uważały, że mają prawo wstawić swojego przedstawiciela na prezydenta na resztę pierwszej i całą drugą kadencję Yar’Aduy. Przywódcy północy długo nie mogli się pogodzić z rządami południowca Jonathana, który nie tylko dokończył pierwszą kadencję zmarłego prezydenta, ale w 2011 r. wystartował w wyborach prezydenckich i wygrał. Północ czuła się oszukana, a Jonathana uważała za uzurpatora. W Nigerii obawiano się, że pretensje północy mogą doprowadzić do nowych konfliktów między muzułmanami i chrześcijanami, które składają się na całą historię niepodległej od 1960 r. Nigerii i od początku stanowią największe zagrożenie dla jej istnienia.


Wygrana Muhammadu Buhariego w wyborach w 2015 r. (pokonał ubiegającego się o reelekcję Jonathana) nie tylko uspokoiła nastroje północnych elit, ale została przyjęta z nadzieją przez całą Nigerię. Buhari, emerytowany generał i b. wojskowy dyktator (1983-85) obiecywał Nigeryjczykom gruntowne zmiany. Znany z uczciwości i stanowczości zapowiadał, że rozprawi się z wyniszczającą kraj korupcją, naprawi gospodarkę, pokona rebeliantów - separatystów z roponośnej Delty Nigru i dżihadystów z Boko Haram z północy.

 

Pierwsze lata rządów Buhariego przyniosły rozczarowania


Ale dwa pierwsze lata rządów Buhariego przyniosły Nigeryjczykom tylko rozczarowania. Nigeryjskie wojsko z ogromnym trudem i ślamazarnie odebrało Boko Haram kontrolowane przez nich ziemie, ale dżihadyści wciąż dokonują zamachów bombowych i organizują zasadzki. Wznawiając zaś w zeszłym roku ataki, partyzanci z Delty Nigru (którzy z ich ziomkiem, Jonathanem, zawarli rozejm) doprowadzili do tego, że Nigeria straciła na rzecz Angoli tytuł największego producenta ropy naftowej na południe od Sahary. Spadek wydobycia ropy, a zwłaszcza spadek o połowę jej cen na światowych rynkach sprawiły, że całkowicie zależna od petrodolarów nigeryjska gospodarka po raz pierwszy od ćwierć wieku w zeszłym roku wpadła w recesję. Z miesiąca na miesiąc rośnie inflacja i drożyzna.


Choć większość przyczyn kryzysu było niezależnych od Buhariego, zbiegł się on jednak z jego prezydenturą i sprawił, że coraz większa liczba Nigeryjczyków czuje się swoim prezydentem rozczarowana. Szóstego lutego, gdy Buhari miał wracać z Londynu do kraju, w Abudży, Lagos, Ibadanie, Port Harcourt i wielu innych miastach doszło do ulicznych demonstracji przeciwko rządowi. Protesty zorganizował ruch obywatelski "Enough is Enough" (Tego już za wiele).

 

Wiceprezydent zapewnia: Buhari lada dzień wróci


Wiceprezydent Osinbajo, który spotkał się z demonstrantami w Abudży, zapewnił ich, że Buhari lada dzień wróci, wszystkim się zajmie i zaradzi kłopotom. Osinbajo zapewnia, że rozmawia z Buharim przez telefon. W poniedziałek rozmawiał z Buharim przez telefon - tak przynajmniej informują prezydenccy rzecznicy - także prezydent USA Donald Trump. Zaprosił nawet Nigeryjczyka do Waszyngtonu i obiecał mu, że przekona Kongres, by zgodził się sprzedawać nigeryjskiemu wojsku amerykańską broń.


PAP