- Kiedy premiery w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, czy we Francji są w tym samym dniu także w Polsce, możemy zobaczyć, że frekwencja rośnie. Ale to, co charakteryzuje polski rynek, to fakt, że 25 proc. wpływów ze sprzedanych biletów stanowią filmy polskie - zauważyła Bianka Pawlewska, dyrektor New Age Media, firmy zajmującej się sprzedażą reklamy w kinach. 

 

W 2016 roku padł rekord  - na polskie filmy kupiono 13 mln biletów. W dziesiątce najchętniej oglądanych filmów, połowa była rodzimej produkcji. Blisko 2,8 mln widzów przyciągnął film "Pittbul. Niebezpieczne kobiety", 1,9 mln obejrzało "Planetę singli". Tłumy obejrzały też "Wołyń" (1,4 mln), "Pittbul. Nowe porządki" (1,4 mln) oraz "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach" (1,1 mln).


Wcześniej rekord sprzedanych biletów na polskie produkcje padł w 2011 roku, kiedy kupiono ich ok. 12 mln.

 

Kina mogą wrócić do mniejszych miast


Polacy najczęściej wybierają multipleksy, które są w centrach handlowych. Eksperci wskazują jednak, że renesans przeżywają mniejsze, bardziej kameralne kina, często z ambitniejszym repertuarem.


- Rynek jest dosyć mocno nasycony, przede wszystkim w miastach wielkości 120–150 tys. mieszkańców. W miejscowościach poniżej 100 tys. miejsce na mniejsze kina już jest. Jedna z polskich sieci obrała właśnie strategię budowania kin w mniejszych miastach. Tam, gdzie kina działają, statystyczny Polak nie przychodzi do kina półtora razu rocznie, ale co najmniej cztery - podkreśla Bianka Pawlewska.


W 2016 roku na ekrany polskich kin weszło 49 polskich filmów, których łączny udział w widowni kinowej wyniósł 24,96 proc. Rok wcześniej w kinach pokazano 41 polskich produkcji (obejrzało je 18,6 proc. widzów, którzy odwiedzili kina).

 

polsatnews.pl, newseria.pl