Gdyby nie karygodne oszustwo, jakie stoi za braniem pieniędzy za lenistwo, historia z Rzymu mogłaby służyć jako scenariusz komedii - podkreślono w jednej z włoskich stacji radiowych.

 

Pół roku po wejściu w życie ustawy, przewidującej karę zwolnienia z pracy za uchylanie się od wykonywania obowiązków, wymierzono ją 54-letniemu mężczyźnie zatrudnionemu w jednym z biur polikliniki Umberto I w Wiecznym Mieście.

 

Choć zjawisko lenistwa w publicznej administracji jest powszechne, zwolnienie pracownika było dotąd bardzo trudne i zazwyczaj trwało nadzwyczaj długo. Poprzedni rząd Matteo Renziego nałożył na przełożonych obowiązek karania za taki proceder oraz przyspieszył postępowanie dyscyplinarne.

 

Podbijał kartę i wychodził z biura

 

Wszystko zaczęło się w sierpniu, gdy przełożony pracownika idąc rano do polikliniki zobaczył, że odjeżdża on samochodem spod jej gmachu. Tymczasem z elektronicznej karty pracy wynikało, że od godziny 7 rano jest w swoim biurze. Ono było jednak zamknięte. Po około 10 godzinach pracownik wrócił, by podbić kartę sygnalizującą, że zakończył dzień pracy.

 

Sytuacja powtarzała się przez kilka dni z rzędu: karta pracy była podbijana rano, a następnie późnym popołudniem. Jednocześnie kilka razy w ciągu kolejnych dni szef pracownika stawał pod biurem, pukał do drzwi oraz głośno wołał go z imienia i nazwiska. Usiłował nawet sforsować zamek. Pracownika nigdy nie było w środku.

 

Rozpoczęto postępowanie dyscyplinarne, zakończone podjętą w listopadzie decyzją o zwolnieniu. Mężczyzna odwołał się od niej. Tłumaczył, że nie słyszał nigdy wołania szefa i uderzania w drzwi, bo aby lepiej się skoncentrować, pracował zawsze ze słuchawkami na uszach.

 

Trybunał Obrachunkowy, który zajmował się tym przypadkiem, orzekł, że dyscyplinarne zwolnienie jest uzasadnione. Odrzucił także argumentację pracownika wskazującego, że został ukarany na podstawie ustawy, której niektóre przepisy zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. Sąd przypomniał, że nie ma wśród nich przepisów zaostrzających walkę z lenistwem.

 

PAP